Dziękuję ale nie sprzątam – problem psich kup

problem_psich_kup

problem_psich_kup

Był taki czas, że nasz pies robił kupy większe niż jego głowa; głowę ma dużą, bo to Golden Retriever. Był wtedy na karmach zbożowych, pierdział głośniej niż rura wydechowa malucha i śmierdział gorzej niż kibel na dworcu PKP. Małe szczenię, z którego wydostaje się taki Mordor – zgroza. Miałam wtedy jednak postanowienie – co by się nie działo, będę te jego wielkie plackokupy sprzątać. No i sprzątałam, jedną ręką zatykając nos, drugą ręką trzymając psa, trzecią ręką zgarniając kupę w torebkę trzymaną w czwartej ręce, a stopą zasłaniając się przed mówiącymi wszystko i nic spojrzeniami przechodniów.

Potem śmierdzącym kupskom i złemu stanowi sierści powiedzieliśmy dość – nasz pies zmienił dietę na psie paleo, czyli BARF. Sierść zabłysła, zęby zalśniły, bąki zniknęły, a do tego, co jest przedmiotem niniejszego postu, kupy, zgodnie z obietnicami kryjącymi się za psim paleo, stały się malutkie, zwarte i twarde jak kamyczki. I co najważniejsze – było ich mniej! A ja, zamiast z ochotą chwycić eko torebkę i zgarnąć owe kamyczki do kosza, przestałam sprzątać po Hermesie (tak, mój pies to posłaniec bogów z Olimpu na Ziemię, deal with it). Dlaczego?

  1. Raz zapomniałam torebki na spacer. Mój pies zrobił swoją kamyczkową kupę na środku pasu zieleni, gdzie nikt nie spaceruje, nikt nie biega, nikt nic nie robi. Pas sobie jest. Po czym poczułam pacnięcie w mój płaszcz. Ktoś z okna z dzikim wrzaskiem „sprzątaj po tym gó*norobie!”… rzucił we mnie jabłkiem.
  2. Zdarzało mi się puszczać psa bez smyczy po pasach zieleni między blokami na osiedlu, tam, gdzie są pustki, nie ma placów zabaw, mało kto chodzi, mało oblegana pora w ciągu dnia. Pies bawił się ze mną patykiem. Nagle starsza pani lunęła na nas z balkonu wiązanką przekleństw i słowami: „proszę zabrać stąd to zwierzę”. Na moje tłumaczenie, że przecież pies nic złego nie robi, usłyszałam: „pies zostawia zapach i inne psy potem tu przychodzą sikać”. Ręce mi opadły.
  3. Nie dalej jak w ubiegłym roku na naszym osiedlu obok istniejących już tabliczek „sprzątaj po swoim psie” pojawiły się nowe, tym razem z chwytliwym hasłem „dziękujemy, że sprzątasz po swoim psie”. Eleganckie, kolorowe, porządnie wykonane, stojące na każdym kroku. Nie chcę nawet kalkulować, ile pieniędzy na nie wydano.
  4. W tym samym czasie i tej samej, a nie równoległej rzeczywistości na moim osiedlu jest jeden (sic!) kosz na psie odchody. Aby do niego dojść potrzebujemy spaceru trwającego co najmniej 15 minut w jedną stronę.
  5. Podpatrzyłam – jeśli już ktoś na osiedlu sprząta psią kupę, robi to wkładając ją do zwykłej torby foliowej (typu tych wyłożonych w markecie przy warzywach) i wrzuca do kosza pod klatką, których mamy pod dostatkiem.

Fajnie fajnie, wypisałam sobie pięć podpunktów, ale co z tego wynika?

Po pierwsze i po drugie: problemem osiedli takich jak moje jest brak ludzkiej kultury i akceptacji dla posiadaczy zwierząt w ogóle, a nie sprzątanie kup. Istnieje za to akceptacja dla dewastowania klatek schodowych, palenia papierosów pod blokiem tuż obok przejeżdżających wózków z dziećmi, niewyrzucania śmieci, picia wina przy śmietniku, dokarmiania gołębi spleśniałymi resztkami pieczywa i mnóstwa innego syfu, którego mi się już nawet nie chce wymieniać.

Po trzecie i po czwarte: dlaczego, do jasnej parasolki, nie można sobie odpuścić tabliczek i kupić koszy na psie odchody? Zamykanych od góry jak Pan Bóg przykazał. Moje miasto kupiło już ze dwa lata temu odkurzacze do psich odchodów, które spółdzielnie mogą od miasta wypożyczać. Czemu za mój czynsz nie chodzi po osiedlu pracownik i tych kup nie odkurza? Skoro jest pracownik od koszy na śmieci, od zamiatania liści, skoro spółdzielnia ma pieniądze na wydrukowanie ankiet dla każdego mieszkańca z prośbą o opinię nt. jakości pracy pracowników gospodarczych, czemu nie wypożyczyć raz w tygodniu tego odkurzacza i kup nie… wciągnąć?

Po piąte: Nasze społeczeństwo jest nieekologiczne. Recykling według moich sąsiadów polega na tym, że wyjmą drożdżówkę z torebki foliowej a potem w tę samą foliówkę zawiną psią kupę i wrzucą do kosza pod blokiem.

Psie odchody w koszach na śmieci, nie sortowane osobno, stanowią zagrożenie epidemiologiczne. Można się od nich zarazić glistami, salmonellą i mnóstwem innego świństwa. Nigdy nie wiadomo, co siedziało w psie którego kupa leży w koszu pod blokiem. Do tego kosza wasze dziecko wrzuci śmietek, szturchając kosz rękawem kurtki. Leżąca na trawie psia kupa rozkłada się po trzech dniach. Śmietniki są opróżniane raz w tygodniu albo rzadziej.

A teraz, co byście nie wieszali na mnie psów i ich kup, powiem wam z czym absolutnie się zgadzam i co czynię:

  • Sprzątam kupy mojego psa gdy padają one w okolicy placów zabaw, boiska, na chodnik, blisko krawężnika czy studzienki kanalizacyjnej (raz z Mężem sprzątaliśmy pod ekskluzywnym hotelem w Sopocie, ot, tak się pieskowi zachciało)
  • Sprzątam kupy mojego psa gdy jesteśmy w okolicy tego jednego kosza na psie odchody na całe osiedle
  • Sprzątam kupy mojego psa po odrobaczeniu, gdy wiem, że mogą w niej być niefajne rzeczy, które mogą zarazić inne pieski.

 

Nie jestem przeciwniczką ładu i porządku. Miasto miastu nierówne, są okolice w których kosz na koszu, wiszą nawet torebki biodegradowalne pod tym koszem a ludzie i tak nie sprzątają. Tego nie rozumiem i nie ogarniam. Ogólnie jestem za sprzątaniem i za naturalnym rozkładem, nie za wdeptywaniem i sraniem na środku chodnika. No ale.

A co ty o tym myślisz?

 

  • Ewa Małgorzata

    A co ja o tym myślę?

    Pani post wzbudził we mnie niemożebny wkurz. Naprawdę myśli Pani, że niesprzątanie psich kup to mniejszy problem niż palenie papierosów pod blokiem i „mnóstwo innego syfu”? Otóż nie, jedno i drugie bierze sie z tego samego: z tego, że ktoś ogólnie MA W DUPIE. Tak, jak Pani ma w dupie to, że dziecko, któremu – uwaga uwaga – wolno się bawić także POZA miejscami do tego wyznaczonymi (placami zabaw) wdepnie w kupę Pani pieska zbierajac kasztany na trawniku (wybaczy Pani, ale nie będę swojego dziacka poza placem zabaw trzymać na smyczy). To, że ta kupa, zanim się rozłoży, będzie zwyczajnie śmierdzieć. To, że jeśli osób myślacych jak Pani będzie więcej, to nie będzie to jedna kupa, lecz sto kup. Jeśli Pani zdaniem psia kupa w zwykłym osiedlowym koszu to biohazard i w ogóle tykająca epidemiologiczna bomba, a ta sama kupa na trawniku to żaden problem, to znaczy, że coś tu jest nie tak z logicznym myśleniem. Ta kupa, zanim się rozłoży, rozpłynie się razem z deszczem na wszystko wokół.
    Tłumaczenie, że nie będzie się sprzątać po psie, bo ktoś tam nie kupił kosza albo nie odkurza tego odkurzaczem, jest zwyczajnie głupie. Jeśli chce się, żeby świat był taki, jak powinien być, to trzeba zacząć go zmieniać od siebie, a nie marudzić, że nie robią tego inni.
    Jeśli nie wie Pani, co zrobić z kupą, jeśli piesek nie zrobił jej akurat tuż przy specjalnym koszu, mam dla Pani radę: proszę ją zabrać do domu i wyrzucić do toalety. To bardzo higieniczny sposób, robię tak z odchodami moich kotów, działa, polecam.

    Trafiłam na Pani bloga za bardzo sensownym artykułem o odparzeniach pieluszkowych, za który bardzo dziękuję; to tutaj natomiast to jakieś kuriozum.

    • Dzięki za ten głos. Często spodziewamy się że ktoś, kto zdaje się myśleć podobnie jak my (np. naturalne podejście do pielęgnacji dziecka) będzie miał takie same poglądy w innych sprawach . Cenie sama siebie za nieszablonowe myślenie. Moje „mam to w dupie” odzwierciedla się w tym, że systematycznie zgłaszam do budżetu osiedla prośby o montaż koszy na psie odchody. Że jestem miła wobec pań zajmujących się zielenia wokół blokow i niejeden raz z nimi porozmawialam o ich pracy słysząc, ze one dużo bardziej wolą sprzatnac kupę łopatą z trawnika niż wyjmować ręką przy oproznianiu kosza. Psia kupa na trawniku rozkłada się o wiele szybciej niż w koszu. Moja opinia nie dotyczy każdych warunków i każdego właściciela psa ale mojego tu i teraz. Pod wpływem dyskusji jaka wywiązała się M fanpejdzu liseko.pl powaznie myślę nad zbieraniem kupek i W yrzucaniem ich w domu do sedesu, zwłaszcza ze mój pies robi kupy małe i praktycznie bez zapachu dzięki sposobowi zywienia. To że Pani też sprząta do sedesu jest dla mnie dodatkową zachętą. Czy może Pani podzielic się techniczna strona tego postępowania? Pytam serio ^^ Nie wiem jak to zorganizowac

      • Ewa Małgorzata

        To super, że walczy Pani o kosze i ogólnie o wspólną sprawę mieszkańców osiedla. Bycie miłą wobec pań też jest super, ale nie jest żadną zasługą czy to na polu tej walki, czy jakimkolwiek innym – jest natomiast właściwe i jak najbardziej na miejscu 🙂

        Oczywiście, że psia kupa na trawniku rozkłada się szybciej niż w koszu i dodatkowo użyźnia glebę, i nie towarzyszy temu użycie totalnie nieekologicznych torebek foliowych. Tyle tylko, że to działa w przypadku miejsc, w których nie chodzą ludzie, nie bawią się dzieci – jeśli to możliwe, to może tam właśnie trzeba wyprowadzać psa, a nie na trawnik położony w środku osiedla?

        Z tym sprzątaniem do toalety to był trochę żart, a trochę to było pisane w nerwach (bo serio mnie ten Pani post wkurzył) – ja sprzątam po kotach… Wywalam po prostu suche kupy łopatką do sedesu, odsiewając silikonowy żwirek (część żwirku leci razem z kupą, robimy tak od paru lat i nic się na razie nie zapchało, z 10. piętra ten żwirek pewnie z impetem spływa do kanalizacji). Wcześniej używaliśmy bentonitowego, którego nie dało się wyrzucać w ten sposób, i za każdym razem bolało mnie serce, gdy musiałam to pakować do foliowej torebki.
        Nie mam pojęcia, jak to zrobić w przypadku kupy psa, którą trzeba by było przynieśc do domu. Nosić w torebkach i wywalać potem jedno do kibla, drugie do kosza – bez sensu, poza tym ta torebka w koszu potem… Może jakiś pojemnik, który pozwoliłby to zrobić bezdotykowo? Nie wiem. A może lepiej byłoby te kupy na miejscu… zakopywać? Tylko co wtedy zrobić z łopatką, która miałaby do tego służyć, jak ją przechowywać, jak nosić – to dopiero byłoby siedlisko bakterii?

        PS1. W Warszawie na Bielanach gdzieniegdzie są takie specjalne wybiegi dla psów, dość duże i ogrodzone siatką – właściciel wchodzi z pieskiem, może sobie usiąść na ławeczce, a pies w tym czasie biega i przy okazji robi co trzeba. Może to też warto zgłosić do budżetu osiedlowego?
        PS2. Na naszym osiedlu ludzie raczej po psach sprzątają, chociaż nie widziałam nigdzie specjalnych koszy (za to te zwykłe są co kilka kroków). Mam poczucie, że to jednak dobrze, naprawdę bardzo się z tego cieszę.

  • Ja myślę o tym, jak ostatnio czyscilam buty mojek Gwiazdy bo wdepnela w kupę. K… lecialy równo, bo dziadostwo wydlubywalam wykałaczką z rowkow w podeszwie. Smierdzialo jak g…, to oczywiste. Trochę dawniej czyscilam koła wózka dziecięcego… Dlatego jestem za zakopywaniem kup, względnie wyprowadzaniem psów na specjalne ogrodzone wybiegi. Pozdrawiam liska i jego mamę 🙂

    • u mnie wybiegów brak. powoli myślę nad zakopywaniem

  • Ewa Małgorzata

    Super 🙂
    A swoją drogą: czy do tego używa się biodegradowalnych torebek? Bo kupa w folii jest rzeczywiście ekologicznie wątpliwa.

    • tak. to torebki które rozkladaja się w pojemnikach na odpady w przeciągu 3 m-cy ☺ stąd moja radość

  • Dorota Czopyk

    A ja mam ostatnio takie przemyślenia, że posiadanie zwierząt w mieście (ale niestety w dzisiejszych czasach na wsi też) jest z gruntu nie eko. Karmimy je jedzeniem z plastiku, ładujemy ich odchody w plastik, wozimy samochodem, wyposażamy w gadżety… A przecież takie zwierzę to część natury.

    Temat trudny (i kontrowersyjny), bo wieki temu ludzkość udomowiła wilka i żbika, ale może wart uwagi…

    Oczywiście, gdy pieska lub kotka już mamy, to nie ma co się zastanawiać i trzeba o niego zadbać jak najlepiej. Jeśli mamy ze schroniska, to tym bardziej. Ale jeśli kupujemy rasowca, wspieramy hodowle itp., to wzbudza to u mnie od niedawna spory sprzeciw moralny i następnego lepiej już chyba nie mieć…

    Co do sprzątania psich kup. Nie myślałaś o łopatce, wiaderku, toalecie i myciu wiaderka jak nocnika? Proces wielorazowy, nikomu taką kupą nie zaszkodzisz, nikogo nie zdenerwujesz, trawa będzie czysta. Albo nad kompostowaniem (jeśli masz taką możliwość)?