Byle powoli – slow Święta

slow święta

slow święta

Pisałam już we wpisie o Eko Gwiazdce (czytaj: Eko Gwiazdka czyli wszystko inaczej), że ludzie przed Bożym Narodzeniem zapierniczają jak nakręcane zabawki – od sklepu do sklepu, od okazji do okazji, od jednego koszyka w Lidlu do drugiego. Szał ciał i szał świąt-nieświąt, bo gdyby co poniektórych spytać co w zasadzie świętują, to nie umieją odpowiedzieć zbyt precyzyjnie, uciekając do frazesów „święta rodzinne”, „spędzamy czas razem”, „chwile wolnego od pracy”, bo przecież tym, że syn się zamknął w pokoju i całą Gwiazdkę będzie grał w CS’a albo WOW’a (albo w Tomb Raider) chwalić się nikt nie będzie. (Jeśli nie pominąłeś wstępu, trudno, zmarnowałeś 15 sekund, czytaj dalej).

Z drugiej strony – nie przekonują mnie setki zdjęć na Instagramie ze słynnym już w niektórych kręgach slowowym motywem przewodnim – Hygge – czyli, krótko mówiąc: ciepłe rękawiczki, kominek, kubeczek, koniecznie z reniferkiem, w kubeczku kakałko, na kakałku pianki marshmallow. W tle obowiązkowo lampki choinkowe uwieszone żyrandola, spływające po ścianie i oplatające artystycznie kota. (O jaka ja niedobra, wyżywam się na tych Instagramowych trendsetterkach, a sama mam lampki choinkowe porozwieszane po całym domu, oczywiście ekoledowe). Dlaczego mi to wszystko śmierdzi picem?

Bo dni przedświąteczne tak nie wyglądają, nawet jak jest się słynną blogerką. Pominę fakt że zdjęcia instagramowe to w większości ustawki, bo to już każdy wie. Ale pomyślcie sobie – jak matka siedzi na macierzyńskim w domu, to kiedy, do jasnej parasoli, ma sobie to hygge-kakałko zrobić? Jak jedno jej smarka, drugie płacze w nosidle bo przecież jest bliskościowa i nie odłoży do łóżeczka bo nie ma serca i neurony w mózgu źle się rozwiną czy cośtam (ja też z tych). A jak ktoś ma to szczęście że nie jest matką na macierzyńskim to tyra jak wół 8-10 godzin, wraca potem padnięty do domu. I co? Ma sobie kaloryfer rozkręcić?

No więc człowieka ogarnia frustracja. Z jednej strony – nie chcę być jak ci pierwsi, marketowco-okazjoniści, latać za tymi prezentami jak głupia, za karpiem miesiąc przed, bo to bezsens. Z drugiej strony – chcę mieć tak fajnie jak na tym Instagramie, ale nikt tego za mnie nie zrobi, nikt nie ułoży mi nagle w tydzień planu dnia tak, bym miała czas na zrobienie eggnoga i wypicie go w kubku ze wzorkiem rodem ze skandynawskich swetrów. Nie mówiąc już o zbudowaniu w moim blokomieszkaniu kominka.

Pamiętacie film „W Krzywym Zwierciadle – Witaj Święty Mikołaju”? Dziś sobie z Mężem obejrzeliśmy w ramach luzu przedświątecznego. Ten nieszczęsny Chevy Chase dwoi się tam i troi, ciąga rodzinę po odludziach za prawdziwą choinką, obwiesza cały dom lampkami, ubiera się w krawat z Mikołajem, chowa prezenty na strychu. Całość kończy się jak zwykle katastrofą i, jak zwykle w amerykańskich filmach, hymnem Stanów Zjednoczonych. O czym bohater zapomniał, czemu mu nie wyszło, choć bardzo się starał?

Ja sobie co roku odpowiadam na jedno trudne pytanie: Po co świętujesz?

Bo jeśli sobie odpowiesz, to będziesz wiedzieć, jak spędzić Boże Narodzenie, aby było dla ciebie slow, powolne i najlepsze.

A na koniec tego nudnego jak flaki z olejem moralizatorstwa kilka Liskorodzinnych metod naszych na Slow Święta:

  1. Poszliśmy po choinkę całą rodziną. Lisek we wózku, ja w puchówce. Mąż sam ją przytaszczył na plecach. Jest spora, rozłożysta, kłuje jak trzeba. Ubraliśmy ją też razem. I przycinaliśmy. I poprawialiśmy milion razy jej ustawienie w stojaku, żeby była równa. W ogóle, warto robić razem. Wiele rzeczy. Samemu jest szybciej, można podzielić obowiązki, zaoszczędzi się czas. Można pojechać przecież autem. Przywieźć, pokląć na kierowców, wkurzonych sobotnim ruchem. Ale kurczę, warto robić razem. Dla samego faktu pobycia ze sobą.
  2. Zaplanowałam cały najbliższy tydzień. Założyłam sobie własny Bullet Journal i mam dzień po dniu wyznaczone kiedy co zrobić żeby nie zwariować. Jestem okropnie niezorganizowaną, chaotyczną osobą. A dobry plan pomaga być slow i niespiesznie przygotować się na wszystko. Plan zakłada, że we Wigilię rano wstaniemy sobie z łóżka, wyjmiemy spod choinki pierwsze małe prezenciki (OK, ten dla Liska będzie całkiem spory) i już nic nie będzie do zrobienia, bo wszystko zamkniemy do piątku.
  3. Prezenty kupiłam w listopadzie, podczas Dnia Darmowej Dostawy. Niczego nie żałuję 🙂
  4. Działam wg. pomysłow na Eko Gwiazdkę. Link do wpisu był wcześniej. Jeśli jeszcze nie słyszałeś o Eko Gwiazdce, zapraszam cię do grupy fb Żyjemy Eko, gdzie do Bożego Narodzenia podsuwamy sobie nawzajem pomysły na różne ekologiczne rozwiązania w ferworze przygotowań do Świąt.

 

A jakie są Twoje patenty na powolne, niespieszne Święta? Jestem bardzo ciekawa, może coś mi podpowiesz?

  • Moniko świetnie się Ciebie czyta 🙂 A jednocześnie przypominasz o ważnej rzeczy – byciu razem. Ja sobie myślę, że to jest ważne. U mnie w domu rodzinnym nie było szalonej gonitwy ,wszystko ze spokojem ,ale niczego nie zabrakło.Była za to atmosfera – normalna, ciepła, życzliwa. Z tego się cieszę.To pamiętam. U nas w rodzinie też spokój – nie ganiamy,nie spinamy się . Prezenty kupimy w środę ( mąż ma wolne).Pierniczki miały być robione w weekend ,ale …córka miała gorszy dzień, a ja się przeziębiłam – trudno,przyjdzie i na nie czas 🙂 Tak samo z choinką – stanowisko niemal naprzeciw bloku – będzie ubieranie ,wspólny czas 🙂 Wigilia u rodziców, więc będzie rodzinnie i mimo ilości gości ( i dzieci – u mojego brata 3-ka 😉 ) spokojnie i ciepło 🙂

    • My coraz mocniej doceniamy nasze razem, bo coraz rzadziej możemy tak poprostu razem pobyć – wymagająca praca, wymagająca (ale kochana) córka, dojazdy, dodatkowe obowiązki. To wszystko zabiera czas, dlatego ten, który zostaje, po prostu nie może być przeznaczany na głupoty, które nic nie wnoszą.
      Życzę Ci pięknych Świąt, Magdo!

      • Zgadzam się z Tobą, ten czas jest bardzo cenny 🙂 Monika bardzo Ci dziękuję 🙂 Dla Was również wszystkiego dobrego na Święta. Wiele wspaniałego czasu razem 🙂

  • Nasze Święta z wyboru spędzamy zostając w domu i nie jeżdżąc do rodziny. Unikamy focha i komentarzy, że u tych byliśmy za długo, u tamtych za krótko. Prezenty mam ogarnięte również od listopada, bo nie cierpię późniejszego szaleństwa. Przygotowana rozpiska, co będzie podane na stole i wg niej lista zakupów – też już większość ogarnięta. Z racji pracy dzieło w kuchni zacznę w piątek, ale bez spiny i pośpiechu. Moi panowie posprzątają, wspólnie ogarniemy to, co istotne. I wg planu święta spędzimy w ciepłych kapciach, z kubkiem czekolady, nad książką lub przy wspólnym kinie. Razem.
    Świetnie się Ciebie czyta 🙂 uśmiałam się bardzo 🙂

    • Zachęcam do zaglądania częściej! To nasze pierwsze święta z małą córką, więc musimy jakoś odwiedzić każdego – mamy trzy domy do odwiedzenia, my nic nie organizujemy. Dla dziadków to punkt honoru spotkać się w Boże Narodzenie z pierwszą wnuczką, na szczęście jedna z babć przychylnie odniosła się do pomysłu przełożenia odwiedzin Świątecznych na … Trzech Króli – spędzimy cały dzień razem 🙂 Dzięki temu drugi dzień świąt uda nam się pobyć tylko w trójkę, plus Pies ^^ Najlepsze życzenia!

  • Jaki fajny wpis 🙂 u nas tez z czasem jest kiepsko, ale choinkę ubieraliśmy razem, prezenty są tylko dla dziecka, a bez planu nie potrafię funkcjonować 🙂 ale kakałko przy kominku bym sobie wypiła (chociaż nie mogę mleka i nie mam kominka:-)))

    • my też bezmleczni! Ratujemy się innymi pachnącymi napojami 🙂 Ja jestem chodzące tornado. planuję szczegółowo tylko kiedy wiem, że bez planu zginę… Tak jak w te Święta 🙂
      Pozdrawiam Cię serdecznie

  • Mnie najbardziej w świętach razi to, że wszyscy za bardzo chcą, żeby wszystko było perfekcyjnie – umyte okna, idealne ciasta, a zapomina się o tym co najważniejsze. Sama uwielbiam okres przedświąteczny, kiedy spędzam wieczory przy świeczkach, z grzańcem i Ukochanym na kanapie.

    • No niestety, ja też wpadłam w taką pułapkę… z drugiej jednak strony – posprzątany dom, naszykowane jedzenie, to wszystko pomaga człowiekowi w ważnych dniach skupić się na innych rzeczach. Trzeba tylko chcieć.