Ekoalchemia – skąd czerpać wiedzę tajemną?

eko trendy 2017

 

Zabieram was dziś w podróż – w dawne dzieje, dawne krainy, do odległych wiosek, na uroczyska, do Empiku…. Wróć!?

Jak to do Empiku?

A tak to, że w ekologii, jak w każdej dziedzinie życia, istnieją trendy. A ja ostatnio zauważam, np po tytułach książek w sieciowych księgarniach, pewien mocny trend na kilka tematów.

Są to:

  • zielarstwo

  • naturalna fermentacja

  • kompostowanie

I tak jak zazwyczaj odruchowo idę pod prąd i nie sugeruję się tym, co akurat modne, tak te trzy dziedziny pociągają mnie, kuszą, fascynują i przeciągają. Siedzę więc sobie w mojej dziczy, i, mając przed sobą ścianę lasu, wertuję internet w poszukiwaniu wiedzy tajemnej.

Wyłuskałam w ten sposób kilka perełek, którymi chcę się dziś podzielić.

Panie i panowie, bracia i siostry w życiu pełnym natury, powolności i szacunku do przyrody, odpowiadam o to na pytanie:

Skąd czerpać wiedzę tajemną nie zamykając nawet okna przeglądarki?

Teoretycy i wiedźmy (czyli kobiety, które wiedzą, a czasem nawet mężczyźni)

Wiedzę o ziołach, taką najbardziej podstawową, budzącą inspirację do sięgnięcia głębiej, czerpię z Instagrama Roślinne Porady:

 

🌱roślinny kalendarz na maj🌱 🍃jadalne dzikie rośliny sezonowe🍃 pokrzywa, mniszek lekarski, czosnek niedźwiedzi, podagrycznik, szczawik zajęczy, mięta, trybula, niezapominajki, miodunka, stokrotka, jasnota, gwiazdnica, smardze, gorczyca, rzepak, bluszczyk kurdybanek, czosnaczek, bez lilak 🌱na stronie🌱 🌿sezonowe warzywa, owoce i dzikie rośliny jadalne 🌿jakie kwiaty, warzywa i zioła siejemy lub sadzimy w maju 🌿co kwitnie oraz jakie czynności wykonujemy w ogrodzie 🌿ludowa meteorologia i ważne święta czy dni 🌸19 maja Wrocław – premiera książki i wymiennik 🌸21 maja Gdańsk – premiera książki i wymiennik 🌸27 maja Warszawa – spacer z dzikimi roślinami 🌼kwitnięcie glistnika jaskółcze ziele (na zdjęciu) oznacza, że jaskółki wracają do kraju😉 więcej: roslinneporady.pl #glistnik #glistnikjaskółczeziele #chwasty #wildflowers #wild #foraging #mat #kalendarzogrodnika #kalendarz #calendar #flowers #fleures #rosliny #kwiaty #spring #wiosna #ogrodnictwo #dzialka #szklarnia #ogrodek #warzywnik ##tetterwort #greatercelandine #chelidonium #flowerpower #plantpower #plantwave

Post udostępniony przez 🌱 Sebastian Kulis🌱 (@roslinneporady)

Znajdziecie na nim, prócz ziół, ich magnetycznych zdjęć i nazw, także przydatne informacje o tym, na co akurat jest sezon, co warto jeść aby dostarczać sobie odpowiednich składników odżywczych, jak uprawiać we własnych warunkach (a więc nie tylko na działce, ale też na balkonie, na parapecie; gdzie tylko chcesz). Oczywiście Roślinne Porady to nie tylko konto na Instagramie, ale taka pigułka wiedzy z Ig raz czy dwa razy w tygodniu sprawdza się doskonale –  jest łatwo przyswajalna i nie trzeba niczym popijać. Stronę internetową Roślinnych Porad znajdziecie tutaj. Jej autor, Sebastian Kulis, wydał też książkę i prowadzi cykliczne warszaty.

A co, gdy opanujemy już teorię, i marzy nam się praktyka zielarska: nalewki, maceraty, magiczne napary? Sprzedaję wam moje odkrycie roku; kobietę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia i już odkładam pieniądze na odbycie z nią warsztatów zielarskich:

Zioła w pełni.

 

Matko Ziemio, jaką Ona ma wiedzę! I jak czaruje słowem! Poczytajcie tylko gawędy o Leśnym Złocie, czyli maści świerkowej:

Zanim poproszę roślinę o coś dla siebie, o skorzystanie z jej leczniczej mocy najpierw staram się nawiązać z nią relację. Zbudować bliskość. Poznać ją jak serdecznego przyjaciela. Rozkochać się w niej niczym w przedziwnej księdze. Zachwycić się.
Tak właśnie było ze świerkiem. Zbieranie ingrediencji do sporządzenia maści świerkowej trwało parę dni. Spędzonych w lesie, w towarzystwie świerków. Był to czas budowania intymności. Uważności. Czas kontemplowania świerkowych ran otulonych grubym opatrunkiem żywicy. Odkrywania przeszłości drzewa. Jego dramatów zapisanych w rozdarciach naruszonej przez zwierzęta kory. I w konarach nadwyrężonych gwałtownością wiatru.

Podoba mi się takie niespieszne bycie z roślinami. Poznawanie ich do głębi, wyczuwanie ich energii, wdychanie ich zapachu.
Nie wyobrażam sobie sytuacji – iść, narwać, przynieść łupy…
Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a potem poproś o coś dla siebie. A to co weźmiesz traktuj niczym najcenniejszy dar.

Powiem wam jedno: jeśli bliska wam jest natura i szukacie powrotu do źródeł, tak jak ja pokochacie Małgorzatę i jej opowieści.

 

Wczesna wiosna to nie tylko czas zbioru ziołowych nowalijek: nabrzmiałych słońcem pączków drzew i najsmaczniejszych o tej porze młodziutkich liści pokrzywy, mniszka, krwawnika, czy podagrycznika. Dla mnie to przede wszystkim „Czas Korzenia”. Wiosną (i późną jesienią) korzenie roślin to prawdziwa skarbnica cennych substancji leczniczych. Czarny, śliski w dotyku, przypominający węża #korzeń żywokostu posłuży mi do zrobienia maści o działaniu silnie przeciwbólowym (mięśnie i stawy), przeciwzapalnym i regenerującym. Ale zanim powstanie to wciąż zadziwiające mnie swoją skutecznością mazidło, najpierw trzeba nastawić olejowy wyciąg i #gliceryd żywokostowy. Ruszam do pracy… #żywokost #symphytum #roots #zioławpełni #zielarka #zdrowie #zioła #herbs #zbiory #naturelovers #zielarstwo #herbalism #plantmedicine #medycynanaturalna #ból

Post udostępniony przez Biodynamiczna uprawa ziół (@ziolawpelni)

Dawne sztuki, zapomniane procesy, proste a cudowne…

Mead Ladieskopalnia wiedzy i inspiracji. To duet dziewczyn, które kiszą, nastawiają octy, pieką ciasta, robią dzikie sałatki, i… pasjonują się grzybami. Aż miło popatrzeć, aż chce się dołączyć i chłonąć wiedzę całym sobą, bo niewiele jest osób, które potrafią w tak nowoczesny sposób przekazywać wiadomości nadające się, teoretycznie, do muzeum.

 

 

A co, jeśli mało nam kiszenia i dzikiego jedzenia, i chcemy naturalnie zakwasić organizm? Z pomocą przychodzą Zdrowe Octy ze swoim fanpejdżem na Facebooku:

Autorka służy radą i informacjami. Relacjonując swoje domowe wytwórstwo octów (które powstają praktycznie ze wszystkiego!), stworzyła wspaniałą i zaangażowaną społeczność.

A’propos, jeśli szukacie grupy wsparcia w nastawianiu octów, w której będziecie mogli zadawać pytania i chwalić się pierwszymi i kolejnymi krokami w zgłębianiu octowej wiedzy tajemnej, koniecznie zajrzyjcie do tej grupy na Facebooku:

Octomania – grupa miłośników octów

Pokochaj dżdżownice – sztuka kompostowania

Kompost to nic innego jak cenna ziemia uzyskiwana z… odpadów organicznych. Zaczynając od tych działkowych:

Ostatnio wśród osób niemających działki ani kompostownika miejskiego zapanowała moda na… kompostowniki balkonowe i do mieszkania. O takim wynalazku pierwszy raz przeczytałam na blogu Ograniczam się.

 

Póki co planuję sezonowy kompostownik z prawdziwego zdarzenia (obecnie nasze odpadki „kompostują się” same, czyli są zrzucane na hałdę, gdzie pastwią się nad nimi mikroogranizmy i czynniki środowiskowe). Informacji o kompostowaniu odpadów szukam na grupach: Wielkie kompostowanieZ mniasta do wsi.

__

To już koniec zestawienia. Wiesz już, dzięki jakim źródłom powstają takie cuda:

 

 

 

A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co jest modne w ekologii i na co warto, a na co nie warto zwracać uwagi, zapraszam Cię do naszej aktywnej grupy Żyjemy Eko:

żyjemy eko
Kliknij w baner lub tutaj, aby przejść do grupy

Dlaczego ciągle nie jesteś eko? 4 główne powody

dlaczego ciągle nie jesteś eko

dlaczego ciągle nie jesteś eko

„To ja od jutra jem tylko Eko żywność.” „Nie będę używać domestosa i cifu.” „Okna na Święta umyje tylko wodą z octem.” „Przestanę kupować tanią odzież z sieciowek i Chińskie bibeloty”. „Będę sortować śmieci, kompostownik będzie na balkonie i raz w tygodniu oddam makulaturę do skupu.” „Koniec z kupowaniem w plastikowych opakowaniach.”

Postanowienia. Zmiany. Dobre chęci. Jest power – kupujesz litr octu, kwasek i sodę. Idziesz na wielkie zakupy, omijasz szerokim łukiem standardowe półki w markecie i bierzesz wszystko co ma ektykiete bio i eco. Drukujesz tysiąc przepisów na kosmetyki homemade i znasz na pamięć wszystkie adresy Eko blogów.

Ale zanim się obejrzysz – wszystko wraca do normy. Bo akurat szybciej było w markecie, bo ekosklep za daleko, bo nie wyprałeś wielorazowych pieluch i trzeba coś na pupę dziecku założyć. Bo masz ochotę na jajecznicę a są tylko jajka „dwójki”. Bo wszyscy w końcu tak robią i jakoś żyją.

Myślisz, że to prawdziwe powody, dla których twoje zmiany nigdy nie zostają u ciebie na stałe? A może to tylko wymówki?

Dlaczego ciągle nie jesteś eko? – poznaj 4 główne powody!

1. Nie planujesz z wyprzedzeniem

Wiadomo – jak nie ma dobrego planu, to trzeba rzeźbić, kombinować. Sama nieraz się na to nadziałam. Bo dużo prościej jest przecież kiedy masz ciężki dzień kupić gotowy obiad w styropianowym pudełku. Ale czy powodem jest na pewno ciężki dzień? A może to, że nadal nie masz planu posiłków na cały tydzień, a twoja lodówka świeci pustkami?

Planowanie posiłków to nie tylko wygoda, ale też większe panowanie nad tym, co kupujesz, ile tego zużywasz i zmniejszenie ilości jedzenia, które się marnuje. Trudno przecież zapomnieć o jakiejś samotnej marchewce, jeśli była kupiona z konkretnym przeznaczeniem, prawda?

To samo tyczy się większych projektów, jak np. budowa domu. Odzyskiwanie szarej wody czy system pozyskiwania energii odnawialnej to sprawy, które trzeba mieć na uwadze już na etapie marzeń i wstępnych planów.

Wracając do spraw bardziej przyziemnych – sprzątanie. Oczywiście, że nie będzie ci się chciało sprzątać łazienki, jeśli musisz zacząć porządki od wyprodukowania pasty z sody oczyszczonej, a zamiast pachnącego cytryną własnej roboty środka do dezynfekcji WC masz butlę śmierdzącego octu. Dołóżmy jeszcze do tego fakt, że masz na posprzątanie 15 minut. Kto by nie wolał polać domestosem i spuścić wody?

Planowanie to podstawa. Nie ma zmiłuj. Ograniczenie odpadów musi zacząć się od planowania zakupów i pomyślenia wcześniej o tym, co będzie potrzebne. Ograniczenie szkodliwej chemii musi być poprzedzone przygotowaniem naturalnych środków zawczasu. Ograniczenie spalin samochodowych musi być poprzedzone racjonalnym zaplanowaniem trasy.
R



2. Nie zrobiłeś miejsca na nowe

Chciałbyś mieć szafę kapsułową, ale ogrom twoich ubrań wychodzi z szafy niczym zionący smok i zachęca co najwyżej do szybkiego jej zamknięcia. Materiałowa torba na zakupy – fajna sprawa, ale przecież nawet nie ma gdzie jej powiesić w twoim przedpokoju. Kosze do segregacji śmieci już dawno się pomieszały, jeden to w ogóle się zepsuł, makulatura wywala się spod stołu w dziecięcym pokoju, ciągle kupujesz nowe gąbki do zmywania, nowe kosmetyki…

Gdzie masz pomieścić to całe eko?

Tak długo jak nie oczyścisz przestrzeni, nie będziesz mógł żyć ekologicznie. Zwyczajnie zabraknie ci pustej przestrzeni, w które mógłbyś wpuścić swoje nowe zwyczaje i pomysły. Do zagraconego umysłu, tak, jak do zagraconej przestrzeni domu, już nic się nie zmieści.

Nie karzę ci wyrzucać rzeczy. Możesz dać im nowe życie; możesz oddać je komuś innemu (np. za pośrednictwem naszej aktywnej grupy Żyjemy Eko, do której serdecznie cię zapraszam) albo zutylizować, albo podziałać recyklingowo, jak Julia z tego bloga, Gwarantuję ci, że minimalizm działa bardzo proekologicznie.



3. Zgubiłeś z oczu cel

Wszystko jedno w tym momencie, czy twoim celem jest zdrowa, naturalna rodzina, czy dbanie o Matkę Ziemię, czy przyczynienie się do poprawy jakości życia zwierząt. Tak długo, jak masz na tapecie swój cel, tak długo masz motywację do działania. Niestety, człowiek jest leniwym stworzeniem i nieraz to lenistwo prowadzi do usprawiedliwiania się a ono z kolei do odejścia od wartości, które w życiu wyznajemy.

Pisałam o tym we wpisie Nie tylko my jesteśmy biedni – nasze złe, nieekologiczne a nawet czasem nieetyczne wybory często wynikają ze złej piramidy wartości – cena ma większe znaczenie niż drugi człowiek, niekonsekwencja w wyborach to nasze drugie imię. Na szczęście większość osób, które decydują się wejść na „ekościeżkę”, w momencie zawahania wymaga tylko niewielkiej korekty kierunku.



4. Nie wyrobiłeś nawyku

Czy wiesz, że aby coś „weszło nam w krew”, potrzeba 21 dni? Potrzeba też nieraz mocno się nagłówkować, aby zmienić swoje dotychczasowe nawyki na lepsze. Umysł ludzki to skomplikowane urządzenie, człowiek też jest z natury wygodny i nie jest łatwo samego siebie nakłonić do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. Nie ma co liczyć na to, że to się zrobi samo. Użyj sztuczek! Możesz odhaczać każdego dnia raz wykonaną czynność (np. wzięcie ze sobą torby materiałowej na zakupy) albo nagradzać się za dobrze wykonane ekozadanie. Ogranicza cię tylko własna wyobraźnia 🙂


Czy te podpunkty brzmią znajomo? Jeśli tak, nie martw się – mam dla ciebie wspaniałą propozycję! Dołącz natychmiast do Ekowyzwania – uporządkuj dom i zrób miejsce na nowe! Nie zostawię cię samego z twoją bidą 🙂 Będziemy zajmować się tym wszystkim, o czym piszę w tym poście. Będą też gratisy do pobrania – mini planner w dwóch wersjach, harmonogram i etykiety motywacyjne – wszystko do uzupełnienia wg własnych potrzeb 🙂 Startujemy już w tę środę, 5 kwietnia 2017. Klikaj i zapisz się!:

ekowyzwanie
Tak, zapisuję się! – kliknij w baner

Zielsko, co samo zmywa gary

ekologiczny proszek do zmywarek

ekologiczny proszek do zmywarek

Lubię leniuchować. Odpoczywać. Leżeć. Wtulać się w podusię jak ta śliczna koala w drzewko eukaliptusowe. Pachnieć świeżością i jeszcze żeby mi ktoś co dobrego do picia podał, smaczny kąsek i spać, spać, spać…

Żeby leniuchować, trzeba mieć czas. A obowiązki domowe gonią – posprzątać, pozmywać, pozamiatać, zrobić pranie…

Kupiliśmy jakiś czas temu zmywarkę. Cieszyłam się jak głupia, bo zmywać nienawidzę bardziej niż wszystkich innych czynności domowych razem wziętych. No i, proszę państwa, jaka ekologia! Wody się zużywa mniej, no cud miód i orzeszki. Do czasu, gdy urodziła się Lisek i zaczęłam poważniej przyglądać się temu, jakich środków (w tym tych do sprzątania) używamy w domu. No a zmywarka, jak wiadomo, wymaga: soli, tabletek, nabłyszczacza… Na chłopski rozum – ile przeróżnych substancji trzeba zmieścić w małej kosteczce, aby pozmywała coś bez udziału moich rąk? No niby „tabletki do zmywarek przeznaczone są do zmywarek, więc nie ma w nich toksycznych substancji”. Czy na pewno?

Z czego składają się tabletki do zmywarek?

O składzie tabletek do zmywarek możemy przeczytać między innymi na blogu Organicznych. Idąc za ich analizą i wnioskami, tabletki te zawierają fosforany, wybielacze, polikarboksylaty, niejonowe środki powierzchniowo czynne, enzymy trawienne i kompozycje zapachowe, czyli perfumy. I co wy na taki skład? Oczywiście wszystko jest w normach ustalonych przez odpowiednie organy, ale kto ustala te normy? I jaką mamy pewność, że obecna dopuszczalna norma faktycznie jest normą, która nie spowoduje uszczerbku na naszym zdrowiu? 

Dodatkowo do zmywarki wlewa się nabłyszczacz. Na przykładzie produktu firmy Ludwik, zawiera on 2-hydroksy-1,2,3 propanotrikarboksylowy kwas monohydrat, Natrium-p-cumolsulfonat, Kumenosulfonian potasu. (Pełną analizę toksykologiczną znajdziecie pod tym linkiem). Co, mam nadzieję, ważne dla każdego, produkt ten jest testowany na zwierzętach – szczury dostawały dawkę składników doustnie, króliki miały ją aplikowaną na naskórek.

Dlaczego nie polecam tradycyjnych tabletek

W czasach, gdy każdego dnia odkrywa się kolejne możliwe przyczyny występowania nowotworów, które dotąd uznawano za nieszkodliwe (np. opary z silników Diesla), nic nie jest w stu procentach pewne. Nie chcę przykładać ręki do tego, że moja rodzina może być narażona na szkodliwe działanie substancji chemicznych. Oczywiście, są osoby, dla których badania naukowe są niepodważalnym źródłem wiedzy i pewnikiem, o który należy opierać argumentację. Wystarczy jednak porównać stan badań na przestrzeni lat w dowolnej dziedzinie, żeby zauważyć, że z naszych obecnych wniosków kolejne pokolenia mogą się zwyczajnie śmiać. Jaką ja mam na to metodę? Powrót do natury – nie używanie złożonych i skomplikowanych w składzie środków tam, gdzie nie jest to konieczne; nie wszystko musi przejść przez laboratorium, aby było skuteczne (wystarczy porównać sobie efekty w sprzątaniu kuchni mleczkiem cif a sodą kalcydowaną).

Ekologiczny proszek do zmywarek

Kupiłam go przy okazji którychś ekozakupów. Jaki ma skład?

  • 100% olejek eukaliptusowy (już wiecie skąd zdjęcie koali)
  • węglan sodu
  • nadwęglan sodu
  • tripolifosforan sodu

Każdy z tych składników jest biodegradowalny, czyli, rezygnując z ekożargonu – nie zanieczyszcza środowiska.

Na jedno zmywanie używa się go 20g, odmierzając specjalną miarką dołączoną do opakowania. Niestety, zarówno opakowanie jak i miarka są plastikowe. Dostajemy 400g produktu, które wystarcza na około 20 zmywań. Jak zapewnia producent, nie wymaga soli i nabłyszczacza. Opakowanie na stronie producenta kosztuje 28 zł, zatem, jak łatwo policzyć, koszt jednego zmywania to 1,40 zł, nie doliczając kosztów wysyłki produktu.

ekologiczny proszek do zmywarek, zdjęcie ze strony producenta
ekologiczny proszek do zmywarek, zdjęcie ze strony producenta

Jak się sprawdził? Bardzo fajnie. Wszystko dozmywał, nie zostawił resztek, za to zostawił piękny zapach eukaliptusa. Faktycznie nie wymaga nabłyszczacza – przy używaniu tradycyjnych tabletek bez nabłyszczacza często, zwłaszcza szkło, pozostawało lekko matowe. Proszek zniwelował ten problem. Miarka jest wygodna, opakowanie łatwe w zamknięciu. Wadą jest moim zdaniem to, że nie ma ono zabezpieczenia przed dziećmi, choć jest to środek drażniący.

Olejek do produkcji proszku i innych produktów tej linii sprowadzany jest z Australii, co dla zwolenników lokalnego życia i zakupów również będzie wadą.

Czy będę go kupować regularnie? Dla mnie zawsze istotny jest aspekt finansowy. Nasz dotychczasowy zestaw tabletki+sól+nabłyszczacz, który wystarczał na ok. 50 zmywań, to koszt 70 zł. Zatem cenowo wychodzi bardzo podobnie. Niektórzy mówią, że śmiało można zrezygnować z soli i nabłyszczacza przy tradycyjnych tabletkach, jednak ja zauważam różnicę w jakości zmywania, zatem zestaw był stale kupowany. Przy stosowaniu ekologicznego proszku do zmywarek problem uzupełniania soli i nabłyszczacza odpada.

Dla kogo jest ekologiczny proszek do zmywarek?

Dla osób, które z różnych powodów nie chcą produkować środków do zmywania same lub jeszcze nigdy nie próbowały zmywać inaczej niż konwencjonalnymi tabletkami, a do tego chcą żyć naturalnie i wyrzucić „chemię” z domu. Ja będę proszek kupować raz na jakiś czas, a obecnie pracuję nad własnym przepisem na tabletki, zatem – wyczekujcie 🙂

Pozdrowienia, Mama Liska

 

 

 

Byle powoli – slow Święta

slow święta

slow święta

Pisałam już we wpisie o Eko Gwiazdce (czytaj: Eko Gwiazdka czyli wszystko inaczej), że ludzie przed Bożym Narodzeniem zapierniczają jak nakręcane zabawki – od sklepu do sklepu, od okazji do okazji, od jednego koszyka w Lidlu do drugiego. Szał ciał i szał świąt-nieświąt, bo gdyby co poniektórych spytać co w zasadzie świętują, to nie umieją odpowiedzieć zbyt precyzyjnie, uciekając do frazesów „święta rodzinne”, „spędzamy czas razem”, „chwile wolnego od pracy”, bo przecież tym, że syn się zamknął w pokoju i całą Gwiazdkę będzie grał w CS’a albo WOW’a (albo w Tomb Raider) chwalić się nikt nie będzie. (Jeśli nie pominąłeś wstępu, trudno, zmarnowałeś 15 sekund, czytaj dalej).

Z drugiej strony – nie przekonują mnie setki zdjęć na Instagramie ze słynnym już w niektórych kręgach slowowym motywem przewodnim – Hygge – czyli, krótko mówiąc: ciepłe rękawiczki, kominek, kubeczek, koniecznie z reniferkiem, w kubeczku kakałko, na kakałku pianki marshmallow. W tle obowiązkowo lampki choinkowe uwieszone żyrandola, spływające po ścianie i oplatające artystycznie kota. (O jaka ja niedobra, wyżywam się na tych Instagramowych trendsetterkach, a sama mam lampki choinkowe porozwieszane po całym domu, oczywiście ekoledowe). Dlaczego mi to wszystko śmierdzi picem?

Bo dni przedświąteczne tak nie wyglądają, nawet jak jest się słynną blogerką. Pominę fakt że zdjęcia instagramowe to w większości ustawki, bo to już każdy wie. Ale pomyślcie sobie – jak matka siedzi na macierzyńskim w domu, to kiedy, do jasnej parasoli, ma sobie to hygge-kakałko zrobić? Jak jedno jej smarka, drugie płacze w nosidle bo przecież jest bliskościowa i nie odłoży do łóżeczka bo nie ma serca i neurony w mózgu źle się rozwiną czy cośtam (ja też z tych). A jak ktoś ma to szczęście że nie jest matką na macierzyńskim to tyra jak wół 8-10 godzin, wraca potem padnięty do domu. I co? Ma sobie kaloryfer rozkręcić?

No więc człowieka ogarnia frustracja. Z jednej strony – nie chcę być jak ci pierwsi, marketowco-okazjoniści, latać za tymi prezentami jak głupia, za karpiem miesiąc przed, bo to bezsens. Z drugiej strony – chcę mieć tak fajnie jak na tym Instagramie, ale nikt tego za mnie nie zrobi, nikt nie ułoży mi nagle w tydzień planu dnia tak, bym miała czas na zrobienie eggnoga i wypicie go w kubku ze wzorkiem rodem ze skandynawskich swetrów. Nie mówiąc już o zbudowaniu w moim blokomieszkaniu kominka.

Pamiętacie film „W Krzywym Zwierciadle – Witaj Święty Mikołaju”? Dziś sobie z Mężem obejrzeliśmy w ramach luzu przedświątecznego. Ten nieszczęsny Chevy Chase dwoi się tam i troi, ciąga rodzinę po odludziach za prawdziwą choinką, obwiesza cały dom lampkami, ubiera się w krawat z Mikołajem, chowa prezenty na strychu. Całość kończy się jak zwykle katastrofą i, jak zwykle w amerykańskich filmach, hymnem Stanów Zjednoczonych. O czym bohater zapomniał, czemu mu nie wyszło, choć bardzo się starał?

Ja sobie co roku odpowiadam na jedno trudne pytanie: Po co świętujesz?

Bo jeśli sobie odpowiesz, to będziesz wiedzieć, jak spędzić Boże Narodzenie, aby było dla ciebie slow, powolne i najlepsze.

A na koniec tego nudnego jak flaki z olejem moralizatorstwa kilka Liskorodzinnych metod naszych na Slow Święta:

  1. Poszliśmy po choinkę całą rodziną. Lisek we wózku, ja w puchówce. Mąż sam ją przytaszczył na plecach. Jest spora, rozłożysta, kłuje jak trzeba. Ubraliśmy ją też razem. I przycinaliśmy. I poprawialiśmy milion razy jej ustawienie w stojaku, żeby była równa. W ogóle, warto robić razem. Wiele rzeczy. Samemu jest szybciej, można podzielić obowiązki, zaoszczędzi się czas. Można pojechać przecież autem. Przywieźć, pokląć na kierowców, wkurzonych sobotnim ruchem. Ale kurczę, warto robić razem. Dla samego faktu pobycia ze sobą.
  2. Zaplanowałam cały najbliższy tydzień. Założyłam sobie własny Bullet Journal i mam dzień po dniu wyznaczone kiedy co zrobić żeby nie zwariować. Jestem okropnie niezorganizowaną, chaotyczną osobą. A dobry plan pomaga być slow i niespiesznie przygotować się na wszystko. Plan zakłada, że we Wigilię rano wstaniemy sobie z łóżka, wyjmiemy spod choinki pierwsze małe prezenciki (OK, ten dla Liska będzie całkiem spory) i już nic nie będzie do zrobienia, bo wszystko zamkniemy do piątku.
  3. Prezenty kupiłam w listopadzie, podczas Dnia Darmowej Dostawy. Niczego nie żałuję 🙂
  4. Działam wg. pomysłow na Eko Gwiazdkę. Link do wpisu był wcześniej. Jeśli jeszcze nie słyszałeś o Eko Gwiazdce, zapraszam cię do grupy fb Żyjemy Eko, gdzie do Bożego Narodzenia podsuwamy sobie nawzajem pomysły na różne ekologiczne rozwiązania w ferworze przygotowań do Świąt.

 

A jakie są Twoje patenty na powolne, niespieszne Święta? Jestem bardzo ciekawa, może coś mi podpowiesz?

Dziękuję ale nie sprzątam – problem psich kup

problem_psich_kup

problem_psich_kup

Był taki czas, że nasz pies robił kupy większe niż jego głowa; głowę ma dużą, bo to Golden Retriever. Był wtedy na karmach zbożowych, pierdział głośniej niż rura wydechowa malucha i śmierdział gorzej niż kibel na dworcu PKP. Małe szczenię, z którego wydostaje się taki Mordor – zgroza. Miałam wtedy jednak postanowienie – co by się nie działo, będę te jego wielkie plackokupy sprzątać. No i sprzątałam, jedną ręką zatykając nos, drugą ręką trzymając psa, trzecią ręką zgarniając kupę w torebkę trzymaną w czwartej ręce, a stopą zasłaniając się przed mówiącymi wszystko i nic spojrzeniami przechodniów.

Potem śmierdzącym kupskom i złemu stanowi sierści powiedzieliśmy dość – nasz pies zmienił dietę na psie paleo, czyli BARF. Sierść zabłysła, zęby zalśniły, bąki zniknęły, a do tego, co jest przedmiotem niniejszego postu, kupy, zgodnie z obietnicami kryjącymi się za psim paleo, stały się malutkie, zwarte i twarde jak kamyczki. I co najważniejsze – było ich mniej! A ja, zamiast z ochotą chwycić eko torebkę i zgarnąć owe kamyczki do kosza, przestałam sprzątać po Hermesie (tak, mój pies to posłaniec bogów z Olimpu na Ziemię, deal with it). Dlaczego?

  1. Raz zapomniałam torebki na spacer. Mój pies zrobił swoją kamyczkową kupę na środku pasu zieleni, gdzie nikt nie spaceruje, nikt nie biega, nikt nic nie robi. Pas sobie jest. Po czym poczułam pacnięcie w mój płaszcz. Ktoś z okna z dzikim wrzaskiem „sprzątaj po tym gó*norobie!”… rzucił we mnie jabłkiem.
  2. Zdarzało mi się puszczać psa bez smyczy po pasach zieleni między blokami na osiedlu, tam, gdzie są pustki, nie ma placów zabaw, mało kto chodzi, mało oblegana pora w ciągu dnia. Pies bawił się ze mną patykiem. Nagle starsza pani lunęła na nas z balkonu wiązanką przekleństw i słowami: „proszę zabrać stąd to zwierzę”. Na moje tłumaczenie, że przecież pies nic złego nie robi, usłyszałam: „pies zostawia zapach i inne psy potem tu przychodzą sikać”. Ręce mi opadły.
  3. Nie dalej jak w ubiegłym roku na naszym osiedlu obok istniejących już tabliczek „sprzątaj po swoim psie” pojawiły się nowe, tym razem z chwytliwym hasłem „dziękujemy, że sprzątasz po swoim psie”. Eleganckie, kolorowe, porządnie wykonane, stojące na każdym kroku. Nie chcę nawet kalkulować, ile pieniędzy na nie wydano.
  4. W tym samym czasie i tej samej, a nie równoległej rzeczywistości na moim osiedlu jest jeden (sic!) kosz na psie odchody. Aby do niego dojść potrzebujemy spaceru trwającego co najmniej 15 minut w jedną stronę.
  5. Podpatrzyłam – jeśli już ktoś na osiedlu sprząta psią kupę, robi to wkładając ją do zwykłej torby foliowej (typu tych wyłożonych w markecie przy warzywach) i wrzuca do kosza pod klatką, których mamy pod dostatkiem.

Fajnie fajnie, wypisałam sobie pięć podpunktów, ale co z tego wynika?

Po pierwsze i po drugie: problemem osiedli takich jak moje jest brak ludzkiej kultury i akceptacji dla posiadaczy zwierząt w ogóle, a nie sprzątanie kup. Istnieje za to akceptacja dla dewastowania klatek schodowych, palenia papierosów pod blokiem tuż obok przejeżdżających wózków z dziećmi, niewyrzucania śmieci, picia wina przy śmietniku, dokarmiania gołębi spleśniałymi resztkami pieczywa i mnóstwa innego syfu, którego mi się już nawet nie chce wymieniać.

Po trzecie i po czwarte: dlaczego, do jasnej parasolki, nie można sobie odpuścić tabliczek i kupić koszy na psie odchody? Zamykanych od góry jak Pan Bóg przykazał. Moje miasto kupiło już ze dwa lata temu odkurzacze do psich odchodów, które spółdzielnie mogą od miasta wypożyczać. Czemu za mój czynsz nie chodzi po osiedlu pracownik i tych kup nie odkurza? Skoro jest pracownik od koszy na śmieci, od zamiatania liści, skoro spółdzielnia ma pieniądze na wydrukowanie ankiet dla każdego mieszkańca z prośbą o opinię nt. jakości pracy pracowników gospodarczych, czemu nie wypożyczyć raz w tygodniu tego odkurzacza i kup nie… wciągnąć?

Po piąte: Nasze społeczeństwo jest nieekologiczne. Recykling według moich sąsiadów polega na tym, że wyjmą drożdżówkę z torebki foliowej a potem w tę samą foliówkę zawiną psią kupę i wrzucą do kosza pod blokiem.

Psie odchody w koszach na śmieci, nie sortowane osobno, stanowią zagrożenie epidemiologiczne. Można się od nich zarazić glistami, salmonellą i mnóstwem innego świństwa. Nigdy nie wiadomo, co siedziało w psie którego kupa leży w koszu pod blokiem. Do tego kosza wasze dziecko wrzuci śmietek, szturchając kosz rękawem kurtki. Leżąca na trawie psia kupa rozkłada się po trzech dniach. Śmietniki są opróżniane raz w tygodniu albo rzadziej.

A teraz, co byście nie wieszali na mnie psów i ich kup, powiem wam z czym absolutnie się zgadzam i co czynię:

  • Sprzątam kupy mojego psa gdy padają one w okolicy placów zabaw, boiska, na chodnik, blisko krawężnika czy studzienki kanalizacyjnej (raz z Mężem sprzątaliśmy pod ekskluzywnym hotelem w Sopocie, ot, tak się pieskowi zachciało)
  • Sprzątam kupy mojego psa gdy jesteśmy w okolicy tego jednego kosza na psie odchody na całe osiedle
  • Sprzątam kupy mojego psa po odrobaczeniu, gdy wiem, że mogą w niej być niefajne rzeczy, które mogą zarazić inne pieski.

 

Nie jestem przeciwniczką ładu i porządku. Miasto miastu nierówne, są okolice w których kosz na koszu, wiszą nawet torebki biodegradowalne pod tym koszem a ludzie i tak nie sprzątają. Tego nie rozumiem i nie ogarniam. Ogólnie jestem za sprzątaniem i za naturalnym rozkładem, nie za wdeptywaniem i sraniem na środku chodnika. No ale.

A co ty o tym myślisz?