Jak zmyć z dziecka rozpaćkane jajo

mydełko kastylijskie

mydełko kastylijskie

To było tak – przy okazji wertowania Internetu w poszukiwaniu kolejnych wspaniałych i mniej wspaniałych metod walki z łuszczycą, wpadłam na Anuśkowe Cudeńka. Ania, obecnie pełnoetatowa mama, robi w domu cudne mydełka i mazidełka dla problematycznych skórek.

##mydełko #naturalnemydlo #natural #platkiowsiane #chaber #handmade #health #care #naturalne #soap

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Anna Wo (@annawtc)

Pogadałyśmy i fruu – poleciała do nas paczka z próbkami 🙂 Testujemy baaardzo powoli, tak, aby być pewnym, że to akurat dany specyfik ma taki a nie inny wpływ na skórę. Na pierwszy rzut poszło mydełko kastylijskie.

No bo Lisek odkąd ma rozszerzoną dietę (metodą BLW, a jakże), a do tego raczkuje, wymaga codziennego szorowania od stóp do głów. Skończyły się błogie czasy, w których jak jeden dzień się nie wykąpało niemowlęcia to co najwyżej zalatywało lekko mlekiem mamy. Teraz nieumycie Liska oznaczałoby pójście spać z małym brudaskiem, który we włosach ma resztki jajka, za uszami jaglankę ze śniadania a między palcami paproszki z podłogi, no bo przecież odkrywa świat a do tego kocha jeść (myślę, że to będzie jej największe hobby, przynajmniej do czasu aż nauczy się czytać). Co zrobić z takim brudasem? Ano, umyć. Niestety jajko okazuje się na tyle uparte (w to miejsce możesz też wstawić jaglankę, wątróbkę, kiszoną kapustę, buraczki i inne specjały), że najzwyczajniej w świecie NIE CHCE ZEJŚĆ. Wodą. Olejem kokosowym jakby lepiej, ale to dalej nie to…

Przyszedł zatem czas aby do akcji wkroczyło mydło. Nie byle jakie, bo kastylijskie, od Anuśkowych Cudeniek właśnie.

Czym jest mydełko kastylijskie?

W większości składa się ono z oliwy z oliwek i w tym tkwi jego główny sekret. Nie pieni się, bo nie dodaje się do niego zbędnych substancji spieniających. Jak czytamy na blogu herbiness (który, zdaje się, powtarza za angielską Wikipedią):

Mydło kastylijskie przez stulecia powstawało z oliwy (czasem z łoju), ługu wykonanego z solanki i popiołu, gotowane na ogniu, na koniec oddzielane od nadmiaru ługu. Nikt wtedy nie zwracał uwagi na liczbę zmydlania, a pojęcie „metoda na zimno” nie istniało. Mydło kastylijskie obecnie oznacza mydło z przewagą oliwy (oleju z oliwek).

To idealny wybór dla skóry problemowej czyli delikatnej, suchej, z atopowym zapaleniem skóry, łuszczycą, egzemą. Także dla skóry niemowlęcia (noworodka spokojnie można kąpać w samej wodzie, chyba że wybitnie czymś nam się przybrudzi).

Jak mydełko kastylijskie sprawdza się w kąpieli dziecka?

No co was będę oszukiwać – świetnie! Kostka 2x2cm wystarczyła nam na miesiąc kąpieli, także jest ono bardzo wydajne. Jak kąpiemy? Biorę mydełko w dłoń i czyszczę nim bezpośrednio skórę – w ten sposób zużywa się je najekonomiczniej. Bardzo ładnie domywa ślady po jedzeniu, codzienny brudek będący skutkiem intensywnego poznawania świata. Domył barwnik z buraczków na rączkach, żółtko jajka z włosów, zaschnięty sok z pomarańczy na policzku. Nie zostawia osadu na wanience ani na dziecku. Jest naturalne, nie szczypie w oczy.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

mydełko kastylijskie
Nasze mydełko od Anuśkowych Cudeniek
  1. Na kształt. Choć ważka jest piękna, ciężko się nią myje niemowlę. Dużo bardziej polecam mydełko w formie płaskiego krążka. Kostka też jest nieporęczna – zanim zmydli się ranty, mija trochę czasu.
  2. Na skład. Im krótszy, tym lepszy. Zwracam uwagę szczególnie na mydełka z płatkami owsianymi i innymi substancjami, które wydają się atrakcyjne – płatki owsiane bywają skażone glutenem, a ten dla osób z nietolerancją jest bardzo szkodliwy. Wiadomo, że mydła nie jemy, ale wiadomo też, że niemowlęta biorą do buzi wiele nieoczywistych rzeczy, a własne rączki szczególnie. Najprostszy skład mydełka kastylijskiego to oliwa z oliwek, NaOH i woda destylowana.
  3. Na pochodzenie. Tworzenie mydełek wymaga specjalnych warunków i składników. Wiadomo, że robione w zaciszu domowym mają swój urok i nie zastąpi go nawet najlepsze laboratorium, jednak dla osób z alergiami najlepsze będzie mydełko z olejów posiadających BIO certyfikaty.

Anuśkowe Cudeńka mają teraz przerwę na macierzyński, ale myślę, że jak ładnie poprosicie, to jakieś ładne mydełko się dla was znajdzie 🙂 Ja z czystym sercem – polecam!

Jak Mama Liska spaliła buraka

właściwości buraka

właściwości buraka

Popełniłam niedawno wpis o nieszczelności jelit (patrz: Policz swoje dziury), bo dla mnie odkrycie jak wielką rolę odgrywają ludzkie jelita, było przełomowe w moim myśleniu o zdrowiu i jedzeniu. Ostatnio udało mi się nawet wyczytać, że jelita są jak nasz drugi mózg, a ich sprawność ma ogromne znaczenie dla pracy umysłu i psychiki.

Spaliłam jednak buraka w tym nieszczęsnym i szczęsnym wpisie o dziurach. Dlaczego? Podałam wam przepis na test buraczany (w skrócie: wypij sok z burola, jak masz dziury to wysikasz się na czerwono). Niby ma to sens, niby Słonecki szarlatan jeden wyjaśnił czemu tak się dzieje (swoją drogą mikstury Słoneckiego już nie pijem, bo to bioenergo a my takich nie uznajemy). Nauka jest dla mnie prosta na przyszłość: nie wierzyć za łatwo, nawet jeśli ktoś jest na całą Polskę czytany i cytowany, i wydał kilka tomisk książek o zdrowiu. Nie wierzyć i już.

To jak to jest z tym kolorem buraka?

Burak zawiera wspaniałą substancję, o której za chwilę rozpiszę się mocniej. Zwie się ona betanina. Betanina sprawia, że burak ma czerwony, piękny kolor. Dlaczego jednak pojawia się on w moczu tylko u niektórych, by zniknąć po zmianie diety na zdrowszą? Sekret nie tkwi w nieszczelności jelit, ale w ogólnej sprawności trawienia. Organizm dobrze odżywiony lepiej radzi sobie ze strawieniem betaniny, stąd mocz po zjedzeniu buraka u osoby np. na diecie paleo pozostaje bezbarwny. Natomiast jeśli organizm funkcjonuje na śmieciowym jedzeniu, siusiu będzie czerwone. I cała filozofia, a test buraczany, niestety, można o kant d… potłuc.

Czy warto jeść buraki?

No pewnie, że warto. Szklanka soku z buraka dziennie to doskonały lek na anemię. Mało tego! Wspomniana wcześniej betanina jest przeciwutleniaczem, który wykazuje działanie antynowotworowe. Pewnie, samym burakiem raka nie wyleczysz (choć niektórzy zapewne próbowali), ale profilaktyka nowotworowa powinna zaczynać się właśnie od zmiany diety.

Co jeszcze może zdziałać nasz czerwony przyjaciel? Wspomaga pracę jelit i usuwanie z organizmu toksyn, co jest bardzo ważne przy chorobach autoimmunologicznych (pisałam o tym we wpisie #RESET!). Dla osób o zaburzonej w organizmie równowadze kwasowo-zasadowej (o tym dopiero będę pisać) burak jest pomocny od strony alkalizacji – ma silne działanie zasadotwórcze. Jedzony na surowo powoli uwalnia energię, ma też niski indeks glikemiczny.

Pod jaką postacią?

Kiszone, surowe, pieczone… No jakie chcesz! Każdy z nich będzie miał trochę inne właściwości, np. IG, ale prawda jest taka, że wszechstronność buraka nie zna granic. Ja mam na oku buraczane brownie, smoothie z buraczkiem i buraki kiszone. Btw, robiliście kiedyś zawas z buraków na barszcz? No kurczę, jest tyle możliwości! Jak myślę, że jeszcze niedawno jedyny burak jakiego tolerowałam to ten rozgotowany w zupie, to robi mi się słabo…

Będę te przepisy testować i dzielić się na Instagramie. Powiem wam, że zdrowie życie wciąga. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się dziwne, ekoświrnięte i nie do zrealizowania w życiu, nagle staje się potrzebne i pożądane.

Wystarczy bowiem zauważyć pozytywne rezultaty. Czego na Nowy Rok sobie i Państwu życzę.

hi hi hi

Byle powoli – slow Święta

slow święta

slow święta

Pisałam już we wpisie o Eko Gwiazdce (czytaj: Eko Gwiazdka czyli wszystko inaczej), że ludzie przed Bożym Narodzeniem zapierniczają jak nakręcane zabawki – od sklepu do sklepu, od okazji do okazji, od jednego koszyka w Lidlu do drugiego. Szał ciał i szał świąt-nieświąt, bo gdyby co poniektórych spytać co w zasadzie świętują, to nie umieją odpowiedzieć zbyt precyzyjnie, uciekając do frazesów „święta rodzinne”, „spędzamy czas razem”, „chwile wolnego od pracy”, bo przecież tym, że syn się zamknął w pokoju i całą Gwiazdkę będzie grał w CS’a albo WOW’a (albo w Tomb Raider) chwalić się nikt nie będzie. (Jeśli nie pominąłeś wstępu, trudno, zmarnowałeś 15 sekund, czytaj dalej).

Z drugiej strony – nie przekonują mnie setki zdjęć na Instagramie ze słynnym już w niektórych kręgach slowowym motywem przewodnim – Hygge – czyli, krótko mówiąc: ciepłe rękawiczki, kominek, kubeczek, koniecznie z reniferkiem, w kubeczku kakałko, na kakałku pianki marshmallow. W tle obowiązkowo lampki choinkowe uwieszone żyrandola, spływające po ścianie i oplatające artystycznie kota. (O jaka ja niedobra, wyżywam się na tych Instagramowych trendsetterkach, a sama mam lampki choinkowe porozwieszane po całym domu, oczywiście ekoledowe). Dlaczego mi to wszystko śmierdzi picem?

Bo dni przedświąteczne tak nie wyglądają, nawet jak jest się słynną blogerką. Pominę fakt że zdjęcia instagramowe to w większości ustawki, bo to już każdy wie. Ale pomyślcie sobie – jak matka siedzi na macierzyńskim w domu, to kiedy, do jasnej parasoli, ma sobie to hygge-kakałko zrobić? Jak jedno jej smarka, drugie płacze w nosidle bo przecież jest bliskościowa i nie odłoży do łóżeczka bo nie ma serca i neurony w mózgu źle się rozwiną czy cośtam (ja też z tych). A jak ktoś ma to szczęście że nie jest matką na macierzyńskim to tyra jak wół 8-10 godzin, wraca potem padnięty do domu. I co? Ma sobie kaloryfer rozkręcić?

No więc człowieka ogarnia frustracja. Z jednej strony – nie chcę być jak ci pierwsi, marketowco-okazjoniści, latać za tymi prezentami jak głupia, za karpiem miesiąc przed, bo to bezsens. Z drugiej strony – chcę mieć tak fajnie jak na tym Instagramie, ale nikt tego za mnie nie zrobi, nikt nie ułoży mi nagle w tydzień planu dnia tak, bym miała czas na zrobienie eggnoga i wypicie go w kubku ze wzorkiem rodem ze skandynawskich swetrów. Nie mówiąc już o zbudowaniu w moim blokomieszkaniu kominka.

Pamiętacie film „W Krzywym Zwierciadle – Witaj Święty Mikołaju”? Dziś sobie z Mężem obejrzeliśmy w ramach luzu przedświątecznego. Ten nieszczęsny Chevy Chase dwoi się tam i troi, ciąga rodzinę po odludziach za prawdziwą choinką, obwiesza cały dom lampkami, ubiera się w krawat z Mikołajem, chowa prezenty na strychu. Całość kończy się jak zwykle katastrofą i, jak zwykle w amerykańskich filmach, hymnem Stanów Zjednoczonych. O czym bohater zapomniał, czemu mu nie wyszło, choć bardzo się starał?

Ja sobie co roku odpowiadam na jedno trudne pytanie: Po co świętujesz?

Bo jeśli sobie odpowiesz, to będziesz wiedzieć, jak spędzić Boże Narodzenie, aby było dla ciebie slow, powolne i najlepsze.

A na koniec tego nudnego jak flaki z olejem moralizatorstwa kilka Liskorodzinnych metod naszych na Slow Święta:

  1. Poszliśmy po choinkę całą rodziną. Lisek we wózku, ja w puchówce. Mąż sam ją przytaszczył na plecach. Jest spora, rozłożysta, kłuje jak trzeba. Ubraliśmy ją też razem. I przycinaliśmy. I poprawialiśmy milion razy jej ustawienie w stojaku, żeby była równa. W ogóle, warto robić razem. Wiele rzeczy. Samemu jest szybciej, można podzielić obowiązki, zaoszczędzi się czas. Można pojechać przecież autem. Przywieźć, pokląć na kierowców, wkurzonych sobotnim ruchem. Ale kurczę, warto robić razem. Dla samego faktu pobycia ze sobą.
  2. Zaplanowałam cały najbliższy tydzień. Założyłam sobie własny Bullet Journal i mam dzień po dniu wyznaczone kiedy co zrobić żeby nie zwariować. Jestem okropnie niezorganizowaną, chaotyczną osobą. A dobry plan pomaga być slow i niespiesznie przygotować się na wszystko. Plan zakłada, że we Wigilię rano wstaniemy sobie z łóżka, wyjmiemy spod choinki pierwsze małe prezenciki (OK, ten dla Liska będzie całkiem spory) i już nic nie będzie do zrobienia, bo wszystko zamkniemy do piątku.
  3. Prezenty kupiłam w listopadzie, podczas Dnia Darmowej Dostawy. Niczego nie żałuję 🙂
  4. Działam wg. pomysłow na Eko Gwiazdkę. Link do wpisu był wcześniej. Jeśli jeszcze nie słyszałeś o Eko Gwiazdce, zapraszam cię do grupy fb Żyjemy Eko, gdzie do Bożego Narodzenia podsuwamy sobie nawzajem pomysły na różne ekologiczne rozwiązania w ferworze przygotowań do Świąt.

 

A jakie są Twoje patenty na powolne, niespieszne Święta? Jestem bardzo ciekawa, może coś mi podpowiesz?

Ekogwiazdka czyli wszystko inaczej

ekogwiazdka

ekogwiazdka

Sraczka świąteczna. Dopadła cię już? Nie mówię o problemach jelitowych z nadmiaru zjedzonych suszonych śliwek ani ogólnym rozstrojeniu organizmu, bo to prawdopodobnie dopiero przed tobą (na szczęście tegoroczne święta tworzą bardzo niedługi długi weekend więc świąteczne obżarstwo będzie trwało co najwyżej trzy dni). Mówię o ogólnym świątecznym podnieceniu, które ogarnia wszystkich dookoła im bliżej Gwiazdki. W moim dzieciństwie nie było jeszcze aż tak źle, ale im jestem starsza tym większy pęd do świąt zauważam (te czekoladowe Mikołaje w marketach zaraz po Wszystkich Świętych, no co ja wam będę opowiadać).

W tym okresie zwiększa się też pęd zakupowy. Obserwuję go nawet u osób, które zazwyczaj kupują mało, wszystko mają przemyślane, zaplanowane i poukładane, a każdą złotówkę oglądają z obu stron. No szał jakiś – nagle te same osoby wyjeżdżają z marketów trzema wózkami pełnymi zakupów, żeby przyrządzić miliard potraw, żeby ugiął się stół, żeby ugościć, bo w święta chodzi o to, żeby się najeść. Nagle rodzice i dziadkowie, choć niby wiedzą że najlepsze zabawki to te rozwojowe itede, jakby ktoś ich zaczarował, kupują masę chińskich, plastikowych bubli, do tego wielką torbę wszelakiego cukru w towarzystwie oleju palmowego (tzw słodycze). Kicz, masakra. Plastikowe bombki, z których sypie się brokat. Oczopląsne lampki, mrugające z większą częstotliwością niż ekran LCD.

No błagam!

Może też czujesz, że świat galopuje przed świętami a ty masz dosyć. Może chciałbyś usiąść i posiedzieć. Zrobić z dzieciakami pierniki na choinkę. Pójść na bazar, wybrać największą jemiołę i wrócić z nią piechotą do domu. Siedzieć w biurze w przededniu Wigilii i myśleć o tym, czy spadnie śnieg żeby wyjąć sanki, a nie o tym, że musicie jeszcze pojechać w największy tumult do największego marketu i kupić wszystkim szybkie, nieprzemyślane prezenty oraz zrealizować listę zakupów żywności mającą ponad 324 pozycje.

EkoGwiazdka to moja odpowiedź. Chcę cię zachęcić, abyś przeżył powolne, przemyślane święta Bożego Narodzenia. W zgodzie z naturą, bez pośpiechu, kupując w sposób przemyślany i oszczędny, z duchem fair trade. Żebyś mógł znaleźć czas na refleksję, na sklejenie szopki z dziećmi, na spakowanie w sposób niepowtarzalny prezentów. Tak, jak to „było kiedyś”… Jakich spraw dotyczy?

ekogwiazdka

ekogwiazdka

ekogwiazdka

ekogwiazdka

Akcja toczy się na naszej grupie facebookowej Żyjemy Eko! . Codziennie toczymy debaty na temat tego, jak ekologicznie, z dala od konsumpcyjnej fali wydawania masy pieniędzy na badziew przygotować się do świąt. Tak, aby było pięknie; aby wspierać lokalny biznes, nie marnotrawić jedzenia. Aby nie obudzić się dzień po świętach i nie powiedzieć sobie ze zdziwieniem: „to już?”.

Jeżeli to wszystko, o czym piszę, jest ci bliskie, to zapraszam – podziel się swoimi patentami na EkoGwiazdkę na grupie:

żyjemy eko
kliknij w baner, aby przejść do grupy

 

Sikaj razem z dzieckiem! – nieoczywisty sposób na bliskość

naturalna higiena niemowląt praktyka

naturalna higiena niemowląt praktyka

 

Jak wybrnąć z sytuacji, w której nie można znaleźć odpowiedniego zdjęcia ilustrującego wpis o sikaniu? Nie wiem jak wy, ale Mama Liska zawsze coś wymyśli, zatem znalazła zdjęcie białej herbaty, która, ze względu na swój żółtawy odcień, jednoznacznie kojarzy się z moczem. Pomijając fakt, że mocz dobrze nawodnionej osoby powinien być raczej bezbarwny (o czym, ponieważ nie uznaję słowa „tabu”, wkrótce napiszę), teraz wam herbatka biała jednoznacznie kojarzy się z moczem, a ja temat grafiki mam z głowy. Kolejny świetny patent.

Oczywiście jeśli już trochę czytasz Liseko.pl to wiesz, że wstęp sobie spokojnie mogłeś pominąć i zająć się konkretami, co czynię w tym już akapicie. Nasz liskowy blog odnalazła bowiem inicjatywa BLISKOPAD. Koniecznie zerknijcie w ich profil na Facebooku:

Akcja już jest na ostatniej prostej, bo nasz wpis przypadł akurat na końcówkę listopada, jednak na ich fp znajdziecie wpisy innych blogerów, po jednym na każdy dzień miesiąca, traktujące o sposobach różnych rodziców na to, aby być bliżej dziecka. No bo jak można? Ano nosić w chuście, karmić piersią, nie dać się wypłakiwać, spełniać potrzeby, stosować rozszerzanie diety metodą BLW… Dużo jest tego i wiele z tych rzeczy ja i Mąż wprowadzamy sobie w naszym życiu wesołym, wychowując Liska. Ale czy ktoś jeszcze ma ochotę o tym czytać?… To nudne, oklepane tematy, dosyć zużyte i cóż – znane, może nie w każdym domu spotykane, ale znane.

Niee, Mama Liska postanowiła was zaskoczyć tematem, który rzadko się przewija wśród rodziców, nawet tych, co stosują rodzicielstwo bliskości. Mówi wam coś pojęcie Naturalna Higiena Niemowląt? Jeśli nie, a nawet jeśli tak, posłuchajcie…

Naturalna Higiena Niemowląt – co to jest?

Każdy, kto używa pieluch wielorazowych (a my takich używamy, o czym przeczytać możesz np. we wpisie Kupa na Dzień Matki) zaczyna w pewnym momencie (zazwyczaj już na początku) zauważać, że zupełnie inaczej to działa niż pampersy. No dobra, ma szansę działać podobnie jeśli dziecku wisi dynda i powiewa czy ma sucho, czy mokro, ewentualnie jeśli rodzic już na początku zastosuje zestaw, który będzie sprawiał skutecznie, że dziecko nie poczuje że ma mokro, wytrzyma te 2-3 godziny i podda się zmienianiu. Są tacy rodzice, co praktykują to ze skutecznością. Ale jak to praktykować przy noworodku, który co chwilę kupka?

My pieluchowaliśmy systemem tetra+otulacz (szczegóły we wpisie, który już podlinkowałam) i, jak się okazało, Liskowi wcale nie było wszystko jedno czy ma sucho, czy mokro. Mało tego – Lisek zaczęła ewidentnie czekać, aż zdejmie się jej pieluchę, aby zrobić siusiu, czy nawet kupę. Siusiała przy przebieraniu, przed kąpielą, po kąpieli, kiedy tylko zdjęło się jej tetrę z pupy. Dodatkowo zaczęłam zauważać pewną regularność w robieniu kupki rano, od razu po przebudzeniu się lub paręnaście minut potem.

Naturalnej Higienie Niemowląt słyszałam już wcześniej, bo jestem jedną z tych dziwnych kobiet, które nie mówią sobie „instynkt mi powie co mam robić” i zbierają wiedzę o dziecku i rodzicielstwie już w ciąży (podejrzewam że to uratowało moje karmienie piersią i uchroniło od ogromnego baby blues, bo ze spadku formy psychicznej w pierwszych dniach szybko się z pomocą Męża wydostałam). Trafiłam do grupy Pieluchy wielorazowe oraz NHN, poczytałam, ale nie wierzyłam. No bo jak to? Noworodek ma dawać mi znać, kiedy odczuwa potrzebę zrobienia siku i kupy?

Oddajmy głos polskiej „rzeczniczce” NHN, Kindze Cherek:

Inna nazwa tego sposobu opieki nad dzieckiem to „wychowanie bezpieluchowe”. Jest to sposób opieki nad niemowlęciem i małym dzieckiem polegający na traktowaniu z szacunkiem wszystkich potrzeb życiowych niemowlęcia. Głód, ból, zimno, czy potrzeba bliskości opiekuna to nie jedyne odczucia komunikowane przez maluszka. Od pierwszego dnia życia dziecko sygnalizuje również potrzebę wypróżnienia i oddania moczu.

Rodzice stosujący Naturalną Higienę Niemowląt nawiązują z dzieckiem bliskie porozumienie, obserwują zarówno świadomy jak i nieświadomy język jego ciała i w pewnych odstępach czasu łagodnie proponują maluchowi skorzystanie z malutkiego nocniczka. Wychowanie bezpieluchowe można z powodzeniem stosować już od pierwszego dnia życia maluszka.

No więc radosna, choć na obolałych nogach (jak to kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży) lecę do mojej mamy oznajmić, że będę obserwować moje rozwijające się jeszcze w macicy dziecko i będę od pierwszych dni życia sadzać na nocnik. A moja mama, jak łatwo się domyśleć:

Ha ha ha, akurat będziesz mieć czas

Gadanie gadaniem, a życie życiem. Kiedy zobaczyłam, jak Lisek ochoczo sika po zdjęciu pieluchy i że łatwo mi wychwycić moment, w którym robi swoje „e-e”, zaczęłam poczytywać książkę Kingi Cherek „Pożegnanie z pieluszkami„. Wnioski z lektury tylko potwierdzały moje obserwacje i utwierdziły w tym, że wysadzając moje dziecko nad nocnik/umywalkę, robię dobrze.

Zalety stosowania Naturalnej Higieny Niemowląt

Zawuważyłam, że:

  • dziecko chętniej sygnalizuje że chce się załatwić (zaraz opiszę co to znaczy „sygnalizuje”)
  • dziecko stało się spokojniejsze, bo nie towarzyszy mu frustracja związana z pełnym pęcherzem
  • zmniejszyły się kolki niemowlęce, bo dziecko w pozycji „kolanka do góry”, bez pieluchy, bez rozpraszaczy, jest w stanie szybciej zrobić kupkę i nauczyć się prawidłowo rozluźniać w celu jej zrobienia 🙂
  • zmniejszyło mi się zużycie pieluch, bo przecież dziecko rzadziej załatwiało się w pieluszkę (w przypadku pieluch wielorazowych w znacznym stopniu odeszło spieranie kupek prysznicem z tetry)
  • mam poczucie, że jestem lepszą mamą, lepiej rozumiem swoje dziecko, jego potrzeby, zauważam skąd bierze się jego rozdrażnienie

Ciekawie swoje spostrzeżenia notuje blog powrótdojaskini:

NHN nie ma nic wspólnego z tradycyjnym treningiem nocnikowym, podczas którego pewnego dnia to rodzice podejmują decyzję: „od dziś sikasz Cię na nocnik”. Dziecka nie przetrzymuje się również w celu wypróżnienia się (kilka razy zostało mi to zasugerowane). Jeśli się błędnie zinterpretowało wysyłane sygnały, zakłada się pieluchę (lub nie) i life goes on – nie od razu Rzym zbudowano. W NHN nie chodzi również o jak najszybsze odpieluchowanie dziecka, przynajmniej mnie nie chodziło 🙂 To żaden wyścig ani chęć pochwalenia się znajomym, że moje dziecko JUŻ nie sika w pieluchy. Głównie, jak już wspomniałam, chodzi o czystość pupy dziecięcia 🙂 niewątpliwym jednak plusem było to, że z czasem Joszka zaczęła kojarzyć fakt, że siku nie robi się do pieluchy, a do wc i gdy miała niewiele ponad rok, prostym słowem „pupa” komunikowała chęć wypróżnienia się. Inna sprawa to taka, że wówczas nie potrafiła jeszcze wytrzymać i dłużej zaczekać  na pójście do łazienki – zdążyłam z jej wysadzeniem albo nie 🙂 Dla mnie jednak ważne było to, że komunikowała wyraźnie, to co się zaraz miało wydarzyć i to, że miała tego pełną już wówczas  świadomość.

Moje pierwsze przemyślenia dotyczące NHN zapisałam na grupie facebookowej, brzmiały one tak:

Naturalna Higiena Niemowląt – wady i zalety

(dla tych którzy nie śledzą nas regularnie: mała ma już 10 tygodni, 5,5 kg i jest na wielo od 5. dnia życia)

1. Dziecko spokojniejsze. Nie trzeba przeczekiwac nerwów przy piersi, płaczu i uporczywego machania rękoma przy karmieniu. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o siku lub kupę. I nagle okazało się, ze mamy najspokojniejsze dziecko w okolicy – wystarczyło zacząć zaspokajać wszystkie potrzeby małej bez pomijania potrzeby wyproznienia się poza pieluszka.

2. Nie mamy jeszcze wyniku posiewu kału ale ma to mniejsze znaczrnie bo dzięki NHN pupa nie ma odparzen-wysadzam na umywalkę i od razu myje więc pomimo zielonych okropnych kup pupka nie szczypie. Delicol podzialal ale ewidentnie coś jest na rzeczy bo gdy się skończył kupy momentalnie wróciły do pierwotnego stanu…

(O naturalnych sposobach na odparzenia poczytasz we wpisie Tyłek pawiana i co z nim zrobić)

3. Mała tak się wyrobila, ze teraz sygnalizuje prawie za każdym razem, nawet w nocy na spiocha wierci się póki nie zrobi siusiu. Czeka ewidentnie na zdjęcie pieluchy i to czeka coraz dłużej – nikt jej do tego nie zmuszał, nikt jej tego jakoś mocno nie narzuca. Sama wybiera odczekać az będzie mieć goły tyleczek.

4. Dziecko niestety nie rozumie, że czasem nie ma jak go wysadzić. I tak np wczoraj w kaplicy wiejskiej na mszy (na szczęście staliśmy na zewnatrz) dostała takiego siuskowego nerwu, ze mogłam albo ja wziąć na przeczekanie aż zrobi w pieluche i ściągnąć na siebie spojrzenia mówiące „co to za matka ze nie potrafi uspokoić dziecka, niechże mu chociaż da smoczek albo co”, lub mogłam pójść z nią za kaplicę, zdjąć welniak, dac się wysiusiac i ubrać w pieluche kładąc na gołym mchu. Zgadnijcie co zrobiłam 🙂 W tym samym czasie nasz dzialkowy sąsiad zaprowadził za kaplicę na siusiu swojego 5latka; )Na szczęście nie skomentował naszych ceregieli

5. Mała coraz rzadziej umie spokojnie nasiusuac do pieluszki. Niby to fajnie ale kiedy wysadze ja w ostatniej chwili to siusia płacząc z nerwów ze tak długo musiała czekać (oczywiście to ja tak sobie tłumaczę). a kiedy wysadze i okazuje się że jest za późno – totalna histeria. takie oczekiwanie na wysadzenie oczywiście nie trwa długo, Max. 45 sekund, ale zaraz przypominają mi się te argumenty o tym, ze taki „trening czystości” w tak młodym wieku jest dla dziecka szkodliwy. Niby wiem że to nie trening, w końcu moje dziecko samo wybrało NHN i jakos mnie do niego zmusiło, ale wątpliwości pozostają….. No i boję się chrzcin a wcześniej zakupów sukieniek na chrzciny (to bexzie nasza pierwsza wyprawa na zakupy) i wyjazdu wakacyjnego… Czyli tam gdzie nie ma jak sprawnie wysadzić. Może kolejny skok rozwojowy coś odmieni?

A to moje rady dotyczące wysadzania:

ja z cora siadamy przed dużym lustrem, sadzam ja na wkladce z nocnika ikea,bierzemy zabawki i tak siedzimy. ale to Nowa metoda, bo im więcej nowych rzeczy ja interesuje (ciamkanie zabawek, chodzący po domu pies, obracanie się, grający mis) tym rzadziej sygnalizuje.ma 4 m-ce. do tej pory robila się Bardzo marudna przy jakiejś czynności. np zanim uznałam że po prostu nudzi ja zabawka albo ze jest glodna to wysadzalam. wyżej w kom też o tym było. z czasem dziecko docenia możliwość siusiania bez moczenia się a ty nabierasz wprawy i większej intuicji 😉

W praktyce u nas wyglądało to tak:

naturalna higiena niemowląt w praktyce

 

Natomiast gdy Lisek była mniejsza, brałam ją na ręce, opierałam jej głowę i plecy o siebie, kolanka podwijałam do góry i… wisiałyśmy sobie nad umywalką ok. 3 minuty. Jak było siusiu to było, jak nie – to nie.

No dobrze, a jak rozpoznać że dziecko chce siusiu lub kupkę?

Naturalna Higiena Niemowląt w praktyce

Dziecko sygnalizuje na różne sposoby:

  • płacz, na pozór nieuzasadniona nerwowość (czyli: dziecko niby wszystko ma zapewnione, a nadal narzeka) – to zwłaszcza u noworodków
  • puszczanie piersi przy jedzeniu (po wykluczeniu np. zbyt szybkiego wypływu mleka)
  • trudność z zaśnięciem
  • charakterystyczne, nieobecne spojrzenie (to zazwyczaj w trakcie)
  • stękanie i sapanie
  • nagła „zawiecha”, gdy dziecko przestaje robić to, co robiło
  • napięty brzuszek, podkurczanie kolanek, zaciskanie rączek, czerwienienie buzi w napięciu
  • ciekawostka! sygnałem może też być charakterystyczne uczucie ciepła na nogach, gdy dziecko mamy na kolanach; to tak, jakby dziecko zrobiło siusiu na nas, a wcale nie zrobiło – wtedy trzeba wysadzić na nocnik! brzmi jak sztuczki magiczne i gusła, ale przetestowałyśmy z Liskiem i to się sprawdza
  • a najskuteczniejszym wyznacznikiem jest, uwaga!, intuicja rodzica, która z czasem bardzo się wyrabia. Jeśli czujesz, że dziecko chce siusiu lub kupkę, po prostu je wysadź i nie zniechęcaj się, jeśli tym razem nie trafisz (albo jeśli dziecko nie trafi i obsiusia ci spodnie).

Oprócz tego, dziecko prawdopodobnie będzie chciało siusiu w takich sytuacjach, w których większy człowiek też chce: po przebudzeniu, po spacerze, po zabawie, a także gdy już dłuższy czas nie robił (to u większych dzieci).

Jak to zorganizować?

  1. Wybrać pieluszki, z których szybko można rozebrać dziecko i ubranko, które nie jest skomplikowane i szybko można je rozpiąć (np. body i getry).
  2. Kiedy czujemy i przypuszczamy, że dziecko chce siusiu, zdejmujemy pieluszkę i albo wysadzamy nad umywalką (patrząc w lusterko obserwujemy, czy i co leci), albo bierzemy miseczkę/nakładkę na nocnik jak np. z Ikea, montujemy między naszymi kolanami i, lekkie dziecko – nasadzamy nad nocnikiem, cięższe – sadzamy na nocniku trzymając pod kolankami.
  3. Podczas wysadzania wydajemy z siebie dźwięki, które chcemy, aby dziecko kojarzyło z potrzebą fizjologiczną (u nas „psi-psi” i „e-e”) – budujesz w ten sposób podstawy komunikacji z dzieckiem, które potem zaplusują, gdy dziecko będzie umiało powiedzieć ci, że ma potrzebę, a teraz mają kojarzyć się dziecku następująco: si-si+nocnik=siusiu, e-e+nocnik=kupa.
  4. Myjemy pupkę i czynność powtarzamy przy kolejnych sygnałach. Nie nagradzamy, bo w NHN nie chodzi o „trening czystości”, ale o spełnianie naturalnych potrzeb fizjologicznych. „Nagrodą” jest uczucie, że potrzeba minęła i w pieluszce jest nadal komfortowo i sucho, a rodzic odpowiedział na sygnały.

Są dzieci, które mniej sygnalizują lub początkowo prawie wcale. Można wtedy dziecko ułożyć na golaska w ciepłym pomieszczeniu na czymś, co nie przepuści wilgoci i obserwować. Jakie gesty wykonuje przed siusianiem? Czy jest niespokojne? Co robi?

Każde dziecko jest inne i nie ma jednej metody. Każdy miesiąc życia przynosi nowe doświadczenia i czasem będzie się wydawało, że dziecko „zapomniało”, o co chodzi w sygnalizowaniu potrzeb (zęby, nowe umiejętności, nowe doświadczenia). Tego jednak tak łatwo się nie zapomina i po Lisku widzę, że gdy taki trudniejszy okres mija, znów przyjaźnimy się z nocnikiem.

Jeszcze kilka podpunktów na pożegnanie:

  • NHN to nie jest trening czystości
  • NHN to nie są wyścigi ile uda się „wyłapać” do nocnika i ile pieluch zaoszczędzić
  • NHN ma budować bliskość z dzieckiem a nie być powodem nerwów
  • NHN NIE JEST DLA KAŻDEGO.

Na koniec chciałam podziękować akcji BLISKOPAD za możliwość bycia jej częścią i zachęcić was – szukajcie sposobów na bycie blisko z dzieciakami, nawet jeśli będą równie nietypowe, jak nasze.

Love <3

 

Kupa na Dzień Matki, czyli pieluchowanie wielorazowe noworodka

pieluchowanie wielorazowe noworodka

pieluchowanie wielorazowe noworodka

Emocje sięgają zenitu – dziś po wizycie poloznej ostatecznie ruszamy z wielo; )

 

To było tak: w ciąży poszłam na zwolnienie, dosyć wcześnie, bo po trzech chyba miesiącach. Co robi kobieta na zwolnieniu? Najpierw zaczyna ogarniać dom, bo ma siłę. Czyta książki, bo ma wyż intelektualny. Ćwiczy w domu na macie, bo rozpiera ją energia. Gotuje, bo ma natchnienie i musi jakoś

Potem zaczynają ją boleć plecy. I nogi. Dostaje się mózgu ciążowego, bo tak to chyba trzeba nazwać i żadna książka nie wchodzi. Niby się czyta, a nic nie dociera. Ćwiczenia coś nie idą, w końcu zamienia się je na paczkę lodów. A gotowanie na jedzenie codziennie pierogów i paluszków rybnych z frytkami i majonezem (przesadzam, ale gotowanie zupełnie mi nie szło). Seriale pochłania się całymi sezonami…

W końcu dociera do ciężarnej, że nie wie nic o dzieciach. Więc zaczyna drążyć. Drąży, drąży… Przegląda dziecisawazne.pl, mamotoja, mataja, hafija…. Trafia nagle na Grupy na Facebooku. I przepada.

Ze stu miliardów grup fb na jakie trafiłam, wyłuskałam sobie ulubione. A pośród nich – Pieluchy Wielorazowe oraz NHN. I zaczęłam czytać. I czytać, i czytać, i czytać….

Nic nie rozumiałam. Bo, co ostatnio ładnie opisała Aga z bloga Pieluchowanie Wielorazowe, dziewczyny od pieluszek mówią swoim językiem: booster, formowanka, AIO, SIO…. Chińszczyzno-angielszczyzna. W końcu poszłam po rozum do głowy i zadałam pytanie, które szło mniej więcej tak:

Rodzę w maju. Ile czego potrzebuję na noworodka?

I wiecie co? Dostałam jedną piękną odpowiedź, spisałam ją sobie na kartkę i zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu tego, co na tej kartce miałam. Oczywiście nadal nie wiedząc, co jest czym i jak wygląda.

Tak trafiłam na Bazarek pieluszkowy. A tam – hulaj dusza, piekła nie ma. Wbrew logice i wyliczeniom, ile kosztuje pieluchowanie wielorazowe, przecierałam oczy ze zdumienia: dwa złote za wkład, dziesięć złotych za pieluszkę, pięćset za kompletny zestaw na cały okres pieluchowania… Szybciutko pozamawiałam sobie to, co potrzebne według mojej listy, a potem dokupiłam to, co kosztowało bezcen i zadowolona czekałam na nawał przesyłek.

Błąd. Częściowo. Wszystko bowiem dotarło a wraz ze wszystkim świadomość, że przecież noworodek to noworodek, waży 3,5 kg i raczej ogromne pieluchy wielkości spadochronu będą na niego za duże. Ale też niebłąd, bo w końcu dowiedziałam się, co to, u licha jest formowanka, jak to się dzieje, że snappi, czyli kawałek gumy z zębami, tak ładnie trzyma pieluszkę na tyłku (u mnie wtedy na misiu) i czemu niektóre wkłady kosztują pięć, a niektóre dwadzieścia złotych.

No dobra, urodziła się Lisek.

pieluchowanie wielorazowe noworodka
Lisek w pierwszej dobie życia

Pięć dni była na pampach (czytaj: Tyłek pawiana i co z nim zrobić oraz Posmaruj pupę dziecka chlorem. A potem Sudocremem), potem zaczął się wielki okres „wielo”. Zmieniłam się w stałą bywalczynię forum, zasypując je moimi pytaniami i wątpliwościami, tworząc z niezastąpionego smartfona mini-relację z tego okresu (jak ktoś już miał noworodka przy piersi to wie, że karmienie zajmuje duuuuużo czasu i jak się ma podczas niego telefon w ręku, to można duuuuużo na nim zadziałać).

Emocje sięgają zenitu – dziś po wizycie poloznej ostatecznie ruszamy z wielo; ) ostatnie szlify:
1. rozumiem ze bez wkładek sucha pupa na tetrze będzie płacz po każdym siku?
2. między brzuszek a pieluche muszą wejść 2 palce?
3. zrobiły nam się czerwone kropki wzdłuż pachwinek. wina pampersow? myjemy wacikiem bawelnianym zamoczonym w wodzie na to maka ziemniaczana. zapytam poloznej ale jest niewyprobowana, nie wiem co.myśli o wielo i czy ma naturalne podejście czy od razu każe nam kłaść kilo sudokremu….
trzymajcie kciuki! ♡

Potem było tylko ciekawiej:

Zepsuła nam się pralka. Dobrze ze teraz bo wynioslysmy się z mala z dusznego blokowiska na działkę do moich rodziców.  (…)

Mała ciągle ma odparzenie i to coraz gorsze. Odkąd miała te 5 dni w pampersach (a więc od dnia narodzin) nie było ani dnia ze zdrowa pupa. Mała w sobotę skończy miesiąc. Dobrze ze jesteśmy u rodziców bo ma być ciepło i można powietrzyć pupę na slonku na Starym kocu w samej tetrze. Źle ze jesteśmy u rodziców bo muszę się nasluchac jakie te otulacze duszne durne i” na pewno ma odparzenie od tych twoich pieluch”. mimo to mama dzielnie pomaga w praniu i wieszaniu. Nie obywa się bez wpadek bo oczywiście wszystko chce gotować w 90st, wirowac w 1200 obrotach i postawic mnie o 23 (jak mała laskawie śpi) przy desce do prasowania. Najchętniej poddalaby tej kuracji ten „okropny gruby majtek” czyli nasze kochane wełniane puppi bo przecież w tak grubym otulaczu na pewno będą odparzEnia, no nie ma zmiłuj.jak oberwal kupa chciała go wyparzyc we wrzątku i suszyć na słońcu.

pieluchowanie wielorazowe noworodka - otulacz Puppi Newborn
pieluchowanie wielorazowe noworodka – otulacz Puppi Newborn

Trzymając się tematy wełny, plan jest taki żeby pójść w wełnę. Wdrożyć będzie go niełatwo bo mam w domu wielki stos mikrofibry na większą pupę bo miała być na przyszlosc do kieszonek. A mnie teraz najmocniej przekonują wełniane otulacze. Odmieni mi się? Póki co u nas formowanki zdaja egzamin ale też nie zdają – w nocy mam komfort ze jak za długo pospimy to nie przecieknie. Ale przez ten komfort nieraz rano pupa jest czerwona sto razy mocniej niż przed spaniem. ….. co wkladacie dzieciom do welniaka w wieku w którym nie wystarcza tetra? i jak używacie wkładki sucha pupa ?mam wrażenie że moje ścinki z polaru i tak sa mokre….

I jak zwykle nie obyło się bez dobrych rad:

dla kompletujacych wyprawkę noworodkowa – u nas na dobę idzie 20-30 sztuk tetry. moja cora potrafi sikac 3 razy w ciągu dziesięciu minut, w mokrym jest niespokojna , nie zasnie, nie będzie jechać grzecznie w wózku. potrafi też 2 minuty po zmianie z mokrej pieluchy na suchą zrobić kupę. kupę robi na 3 razy, już się nauczyłam,ale dziś np. po tych 3 razach zmieniłam pieluszke i po 10 minutach znów kupka. w dodatku wiele dzieci,w tym moja mała, robi kleksy przy prykaniu (problemy z brzuszkiem). zatem u nas zalozenie ze noworodek ma 10-12 zmian na dobe zupelnie sie nie sprawdza. pytanie do doświadczonych – to normalne tyle razy sikac? 😉

pieluchowanie wielorazowe noworodka - tetra spięta klamerką snappi
pieluchowanie wielorazowe noworodka – tetra spięta klamerką snappi
pieluchowanie wielorazowe noworodka - otulacz Imse Vimse
pieluchowanie wielorazowe noworodka – otulacz Imse Vimse

To tak w dużym skrócie… Np. zupełnie pominęłam to, że z okazji Dnia Matki moje dziecko wystrzeliło na mnie z przewijaka własną kupą. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z tematem, ale coś musiało przykuć waszą uwagę ^^ Wracając do pieluch – naprzeżywałam się, nie ma co. Nie będę wam truć o tym, jak nie kompletować wyprawki noworodkowej, zatem pokrótce opiszę, jak wyprawkę dla mojego noworodka skompletowałabym teraz.

Lisek w pierwszej dobie życia
Lisek w pierwszej dobie życia
pieluchowanie wielorazowe noworodka - "lądowisko" tetry złożonej w samolot
pieluchowanie wielorazowe noworodka – „lądowisko” tetry złożonej w samolot
pieluchowanie wielorazowe noworodka - AIO Tots Bots
pieluchowanie wielorazowe noworodka – AIO Tots Bots
pieluchowanie wielorazowe noworodka
Lisek trochę później w kieszonce Zufizo

Mój sposób na wielopieluchowanie noworodka

  1. Nie nastawiałabym się na to, że urodzę duże dziecko i zainwestowałabym w rozmiar noworodkowy, czyli newborn. Unika się w ten sposób szeregu wątpliwości i sytuacji, w której wszystko idzie nie tak, czyli to, co ma być w pieluszce, nagle znajduje się na zewnątrz. W większości przypadków winę za przecieki ponoszą zbyt duże, niedopasowane pieluchy.
  2. Zakupy zrobiłabym, tak jak poprzednio, na bazarku pieluchowym. Wybierałabym jednak pieluszki w dobrym stanie, polskich producentów, małe, zgrabne i uszyte specjalnie z myślą o noworodku.
  3. Nie kupowałabym skomplikowanych systemów i stu miliardów rodzajów „bo może się przyda i spodoba”. Skupiłabym się na funkcjonalności i na tym, co ma otulać pupę dziecka czyli na doborze otulaczy. Jak to zrobić w podpunktach:
  • Zakupić 3-4 otulacze z nieprzemakającego materiału PUL lub wełniane, uprzednio konsultując ich zakup z osobą, która ma doświadczenie w pieluchowaniu wielorazowym (np. ze mną za pośrednictwem Facebooka lub Instagrama). Do tego jedną lub dwie pary gaci wełnianych, o których pisałam więcej we wpisie: Dlaczego nie piorę dziecku gaci?
  • Zakupić wypełnienie otulaczy. I tutaj jest miejsce na fantazję, bo kupiłabym kilka rodzajów wypełnienia tak, aby sprawdzić, które będą OK dla mnie i dla dziecka. Byłyby to: pieluchy tetrowe, formowanki, prefoldy. Do kompletu klamerka snappi. Kupiłabym tak, aby wszystkich wypełniaczy łącznie było 30.
  • Założyłabym, że kupuję nie w najgorszym stanie i po taniości, ale w dobrym stanie i dobrych producentów, tak aby łatwo i szybko sprzedać pieluchy, które mi nie odpowiadają i pozostałe, kiedy już dziecko z nich wyrośnie.

Dlaczego mimo wszystko kupowanie kilku rodzajów wypełnienia otulacza jest dobre? Ponieważ każdy noworodek jest nieco inny – niby każdy je, płacze, śpi i załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, ale: jeden siusia często, inny rzadko; jeden robi kupkę raz na kilka dni, inny robi kupkę co godzinę; jednemu przeszkadza uczucie wilgoci, innemu nie; i tak dalej, i tak dalej… Dopiero w praktyce częstego przewijania noworodka można zaobserwować, jaki egzemplarz nam się trafił.

Dlaczego przy noworodku nie warto inwestować w inne systemy niż otulacz+wypełnienie? Moim zdaniem ten wariant wychodzi najekonomiczniej i jest najprostszy z punktu widzenia rodzica, który pieluszki wielorazowe ma dziecku zmieniać kilkanaście razy dziennie, potem je prać, rozwieszać i od nowa. Nie jest to uciążliwe, ale wymaga odrobiny czasu. W innym systemie, gdy stosuje się pieluszkę-kieszonkę, rzeczy do prania jest kilka razy więcej. W jeszcze innym, AIO lub SIO, wydamy dużo więcej pieniędzy.

Podsumowując wpis:

  1. Grupy pieluchowe na facebooku są super
  2. Pieluchowanie wielorazowe noworodka może być ekonomiczne
  3. Wpis miał charakter absolutnie sentymentalny
  4. Każdemu, kto chciałby się dowiedzieć więcej, z chęcią udzielę darmowych i bezinteresownych informacji, ot, choćby w komentarzach pod wpisem.

<3

Ale z ciebie cielę! (prawdopodobnie)

nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca

Mało która blogerka obraża czytelnika już w tytule wpisu. Jak obraża, to znaczy, że to musi być Mama Liska i że jest z Tobą do bólu szczera bo znów chce ci przekazać prawdę życiową, która być może uratuje ci zdrowie albo chociaż poprawi samopoczucie. Zamiast wpisywać w kółko w Google „nabiał a łuszczyca”, „przetwory mleczne w hashimoto”, „azs a mleko krowie”, posłuchaj, co mam Ci do powiedzenia.

25% czytelników tego bloga to osoby z chorobami autoimmunologicznymi (łuszczyca, Hashimoto itd). Łuszczycę ma 25% mojej rodziny, czyli Mąż. Niektóre osoby z łuszczycą wiedzą już, co im szkodzi i tego unikają. Niektóre osoby, co ot tak, po prostu zaczęły żyć zdrowo także wywaliły z diety zdradliwe produkty i widzą poprawę. Czemu Ty nie miałbyś tego zrobić?

Czemu z Ciebie cielę? A no bo (prawdopodobnie) pijesz krowie mleko. Jak większość naszej populacji. Nie wiem, czy warto zasypywać Cię zdaniami rodem z kazania niedzielnego, że błogosławieni ci, a potępieni ci (na szczęście są księża, którzy umieją mówić ciekawie i z sensem, no ale tak długo, jak „grzmienie z ambony” będzie modne, tak długo porównanie będzie trafne); wypiszę Ci kilka faktów, a Ty nad nimi pomyśl, okej?

Fakty o mleku krowim i nie tylko

  • nietolerancję laktozy (obecnej w mleku krowim) ma około 25% europejczyków. Jej objawy to m. in. biegunki, wzdęcia, bóle brzucha, kolki, nudności, wymioty, zgagi…. ach, wymieniać można i wymieniać. wyguglaj sobie.
  • kazeina, z której w większości składa się mleko, okropnie uczula. Syfi jelito i jest zabójczo skuteczna w zaostrzaniu chorób o podłożu autoimmunologicznym.
  • wapń nie chroni kości, dużo ważniejsza jest witamina D. Za to zakwasza organizm, uruchamiając mechanizm wypłukiwania wapnia z kości. (więcej)
  • wapń może zwiększyć ryzyko zachorowania na raka. „Badania pokazują, że wyższe spożycie wapnia i produktów mlecznych, może spowodować wzrost ryzyka raka prostaty o 30 do 50 procent. Plus, konsumpcja mleka zwiększa w organizmie poziom insulinopodobnego czynnika wzrostu-1 (IGF-1) – – znanego czynnika rakotwórczego.” (czytaj więcej tu).
  • osteoporoza występuje głównie w kulturach, w których spożywa się dużo nabiału
  • jeśli powyższe argumenty Cię nie przekonują, podaję Ci link do artykułu, w którym wymienione jest bardzo ładnie z dużą ilością grafik, zdjęć i tabelek 11 powodów, dla których nie warto pić mleka krowiego.

Jednak nie na tym chciałabym się skupić. O szkodliwości mleka UHT można poczytać wszędzie, o złym wpływie na Twoje zdrowie pasteryzowanego nabiału (czy tam nabiału na mleku w proszu, jeden ch..omik) mówi Ci już nawet rubryka „zdrowie i ty” w Pani Domu (kurczę, nie wiem nawet czy taka rubryka istnieje ani czy wydają jeszcze Panią Domu…). To tak jest – człowiek niby wszystko wie, wszystko już czytał, przejrzał, obświetlił. Ale jeśli jesteś chociaż trochę podobny do mnie, to zadajesz sobie to kluczowe, ważne pytanie, które ja zadawałam sobie jeszcze dwa i pół tygodnia temu:

Jak, kurczę bladę, żyć bez nabiału?

Bo ja kocham mleko, ser, twarożki, jogurciki, serki pleśniowe, shake’i, lody (taaak, lody to też w większości nabiał ^^). Jak żyć, panie premierze?

No to jak jest bez nabiału?

No jest cinżko, co ja wam będę kadzić. Kawa bez pianki mlecznej to już nie to samo, z serem żółtym nieco lepiej bo nie jemy też pieczywa (o tym jeszcze napiszę), więc nie ma za bardzo i tak na co położyć tego żółtego plasterka. Ni ma miski twarogu na śniadanko, ni ma małego jogurtu w lodówce jak człowiek by chciał coś chapnąć na szybko (przy ząbkującym Lisku ostatnio ciągle chapię coś na szybko, co nie jest za bardzo slow, ale spróbujcie półrocznemu dziecku wytłumaczyć ideę slow to w połowie zacznie płakać i rzucać grzechotkami i gryzakami).

„No dobra kobito, ale ja przyszedłem tu po dobrą radę jak nie jeść nabiału, a nie opis jak będzie mi brakować nabiału”.

Kluczem do odstawienia nabiału jest pomyślenie o tej kawce z pianką, o lodach śmietankowych, o twarożku. I świadome pożegnanie.

Brzmi ckliwie, ale tak jest. Można się oszukiwać, można zastępować (a nawet trzeba), ale jeśli nie podejmiesz wewnątrz twardej decyzji, że odtąd, dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia, nie jesz przetworów mlecznych, nic z tego nie będzie. Bo to nie o dietę tu chodzi, a o zmianę stylu życia. Jeśli brakuje Ci motywacji, zapraszam na nasz fanpejdż, gdzie dodaję motywacyjne wpisy:



instagram, gdzie pojawiają się foty z przepisami:



No dobra, a co jeść zamiast serka?

Ja wychodzę z takiego założenia, że nie od razu Kraków zbudowano (a może to jest założenie pokoleń Polaków i stąd to powiedzenie?). Nie nauczę się z dnia na dzień jak robić jedzenie rodem z helfi plen baj enn czy fanpejdża Chodakowskiej. Musiałabym wykupić cały ekosklep i naładować szafkę nasionami szyja, mąką bezglutenową kasztanowo-orzechowo-orkiszowo-żołędziową i mlekiem ultrasojowo-migdałowo-nerkowcowym nieuhate a na to zwyczajnie nie mam kasy. Jestem zwolenniczką małych kroków, w przeciwieństwie do Męża, który jest wyznawcą cięć radykalnych. Zatem pociesz się, że ja mam trudniej niż ty – z dnia na dzień zniknął z naszego domu chleb, zniknęły mąki i wszystkie przetwory mleczne, a także cukier… Dlaczego? Czytaj w moim wpisie #RESET o tym, jak zmieniliśmy swoje życie.

Którąkolwiek metodę wolisz, ja zachęcam cię póki co do odstawienia przetworów mlecznych, tak na dobry początek. Jest masa zastępników mleka krowiego, jeśli już musisz mieć w lodówce mleko. Oczywiście, nie będzie ono pachniało siankiem i krowim plackiem, ale będzie mlekopodobne z kształtu i wyglądu – białe, lejące, nadające się do owsianki, kawy, ciasta. Można je kupić lub zrobić samodzielnie, ja mam o tym ulubiony wpis na tym blogu i zachęcam Cię do poczytania, mnie już się nie chce na ten temat rozwodzić. Jestem leniem, więc nie robię mleka samodzielnie, nie kupuję też go.

Kawę zaczęłam pić gorzką z miodem i mnóstwem przypraw (ostatnio kakao i cynamon), czasem od wielkiego dzwonu kupię mleko migdałowo-ryżowe w Tesco bo jest słodkawe i miło się pieni.

Owsiankę jem na wodzie, co w teorii wydawało mi się okropne, w praktyce zaś jest świetne – smak praktycznie się nie zmienił, kwestia dobrania odpowiednich dodatków. U mnie najczęściej rodzynki, wiórki kokosowe, daktyle i czasem banan. Płatki z dodatkami zalewam wodą i wrzucam do mikrofalówki. Dla lepszego efektu można tą wodą zalać wieczorem i rano z wody wytworzy nam się lekkie mleko kokosowe, no bo dodaliśmy wiórki. Dla mnie bomba.

 

Ciasta robię kruche, więc mleka nie trzeba. Zamiast śmietanki do kremu – mleko kokosowe z dużą zawartością tłuszczu (np. 22%) spokojnie się ubije.

Zamiast serów – wędliny. Docelowo z mężem chcemy żyć zgodnie z dietą paleo, więc nasze śniadania wyglądają coraz bardziej nietypowo (pieczony boczek, awokado z jajem, talerz pełen wędliny, wędzona ryba, takie tam). Wegetarian nie pouczam, bo chyba teraz już ledwo występują, każdy przeszedł na weganizm (zupełnie się nie dziwię).

No i tyle… Co jeszcze jadacie z produktów mlecznych? My resztę po prosu wykluczyliśmy, starając się urozmaicać sobie posiłki tak, aby nie brakowało nam jogurcików i innych cudeniek. Kluczem do trzymania się nowego stylu życia jest planowanie, o tym jeszcze napiszę.

No i co Ty na to? Jesteś cielakiem? A może już trochę mniej?…

nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca

Co gryzie Liska

naturalne sposoby na ząbkowanie

naturalne sposoby na ząbkowanie

Walczyłam kilka dni. O chwilę czasu wolnego, aby usiąść do laptopa i trzasnąć nowy wpis. Pięć minut i byłoby gotowe… No właśnie. Jak ktoś już dziecko albo więcej dzieci ma, to wie, że czas wolny staje się wtedy pojęciem abstrakcyjnym. A jeśli dziecko ZĄBKUJE, to nawet czas, który już mamy zajęty, zdaje się pędzić jak szalony i to w dodatku w przepaść bezdenną.

Postanowiłam zatem przestać walczyć. Wpisów nie było (podobno są takie matki blogujące, co wpisy tworzą na raz jednego dnia i przez cały tydzień dodają gotowe, i w ogóle wszystko mają zorganizowane, poukładane i zaplanowane. Być może to jeszcze nie mój stopień wtajemniczenia. Na pewno to nie mój stopień wtajemniczenia); facebook uaktualniony tyle o ile, Instagram najżywszy bo z dzieckiem wiszącym u piersi można jakośtam poklikać na smartfonie (trzeba ino uważać, aby się telefon nie wyślizgnął i dziecka nie pacnął w łepetynkę).

Przestałam walczyć. Zamiast poświęcać czas na układanie w głowie wpisu o oczyszczaniu, jelitach, pieluchach wielorazowych, wkładkach które z powodzeniem testujemy, postanowiłam napisać o tym, co na wyciągnięcie ręki.

Panie i panowie – jak naturalnie przejść przez ząbkowanie?

Odpowiedź nie jest wcale taka oczywista, bo przecież jak dziecko boli i płacze, i się męczy, to chcemy jak najszybciej mu pomóc – żeby nie bolało, żeby się nie męczyło, żeby go z nerw nie udusić. Żeby wszystko jakoś funkcjonowało. Niby nauka nie udowodniła, że objawy uznawane przez większość rodziców za spowodowane ząbkowaniem mają z nim cokolwiek wspólnego (pisały u tym dziewczyny z mataja.pl), ale prawda jest jedna – jakimś dziwnym trafem wszystkie dolegliwości typu katar, odparzające kupy i inne dziwactwa trafiają się dzieciom akurat w okresie ząbkowania. Stąd okres ten uważam osobiście za nasze małe domowe piekiełko, a tobie czytelniku i czytelniczko zostawiam pod rozwagę kilka akapicików do poczytania i zastosowania.

Co na co przy ząbkowaniu?

Gdy boli

  • masowanie dziąseł stosujemy z powodzeniem. Niby internety mówią, że trzeba by do tego używać mokrej pieluszki tetrowej albo specjalnej nakładki na palec… ale wiecie co? masuję jej te dziąsełka czystym palcem wskazującym. Uważam, że efekty są bardzo dobre, o ile się nie kryguję i masuję naprawdę porządnie, dość mocno i z uciskiem. Po takim masażu następuje moment ulgi, który można wykorzystać np. na podanie piersi (wiecie, że w mleku kobiecym są środki naturalnie uspakajające dziecko? 🙂 taki mały trick mam karmiących piersią)
  • Mamo, daj pogryźć! Schłodzonego gryzaka, schłodzonego pora, schłodzoną marchewkę, czy znów – palec. My bez specjalnego przejmowania się po wieczornym umyciu rąk bawimy się w obgryzanie paluszków i kosteczek w paluszkach mamusi; Lisek nie ma jeszcze żadnego zębisza, więc mnie nie podziabie do krwi, a jeszcze jak miała 3 mce i zęby już jej dokuczały, dając jej własną rękę do zabawy nie bałam się, że wetknie coś za głęboko. No i przy okazji mogłam pomacać czy już coś wyłazi 🙂
  • żelik. I tu wyznanie moje, żem zgrzeszyła – jak tylko ząbkowanie zaczęło nas przerastać (a nastąpiło to baaardzo szybko), wysłałam Męża do apteki całodobowej po „cokolwiek na ząbkowanie”. Mąż kupił Bobodent którego absolutnie nie polecam. Działa tylko chwilowo, ale to pół biedy. Ma substancje szkodliwe dla dziecka. Poczytasz o tym np. tu. Cytuję: „Ze względu na Raport FDA (U.S. Food and Drug Administration) z czerwca 2014 roku który wskazuje, iż dzieci nie potrzebują środków o działaniu znieczulającym na dziąsła. Środki te wykazują bowiem działanie kilkunastominutowe, a podawanie ich dziecku wielokrotnie w ciągu dnia może doprowadzić do niebezpiecznego przedawkowania, objawiającego się w najlepszym wypadku sennością, a konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze np. drgawki, zaburzenia widzenia, uszkodzenia mózgu czy problemy z sercem. Pojawiały się także przypadki śmiertelne. Z kolei benzokaina, co prawda niezwykle rzadko, może doprowadzić do zaburzenia nasycenia krwi tlenem.”Pod tym samym linkiem znajdziesz listę bezpiecznych medykamentów na ulgę w ząbkowaniu. Teraz będę mądrzejsza i gdy sytuacja znów nas przerośnie kupimy któryś ze specyfików ziołowych lub homeopatycznych.
  • dobre zioło – dla dzieci, które już rozszerzają dietę, do picia. Dla tych na mleczku tylko i wyłącznie – do przemywania dziąseł. Szałwia lub rumianek (działanie przeciwzapalne)

Gdy męczy katar

  • odciągamy, bo nie daje spać, nie daje jeść, mdli, a im go więcej tym większe ryzyko infekcji; katar nam się zmieni w ropny i spłynie do oskrzeli, a dalej to już wam pediatra opowie. My odciągamy urządzeniem o wdzięcznej nazwie „Katarek”, które podłącza się do odkurzacza (spoko maroko, „Katarek” zmniejsza ssanie także razem z gilami nie wyciągnie wam nosem mózgu tudzież innych narządów dziecka). Polecam bo: 1. jest szybki 2. jest dokładny 3. nie trzeba bawić się w odkurzanie glutów własnym wdechem jak przy innych aspiratorach. Gruszka mam nadzieję w żadnym domu już nie występuje… Ważne! Przed i po użyciu „Katarka” zakraplamy nos solą fizjologiczną lub własnym mlekiem, które działa nawilżająco i przeciwzapalnie. Warto też dzieciaka ułożyć na brzuchu żeby grawitacja była po naszej stronie, chyba że egzemplarz już pełza/raczkuje/chodzi, wtedy wiadomo że trzeba przygnieść poduszką do maty i na chama ^^
  • maść majerankowa 100% natury 🙂 Taniutka, działa kojąco na śluzówkę i wydziela łagodny olejek eteryczny
  • olejek miętowy na pidżamkę ale nie przesadźcie. Powyżej 3 kropel śmierdzi przez tydzień w całym pokoju, sprawdzone 😀

Gdy nie chce się odbić

Polecam zwyczajnie chustę. Lisek przy ząbkowaniu zmieniła się w bekającego potwora (prawdopodobnie przez nadmiar śliny). Próbowałam ją nosić, poklepywać, przerzucać przez ramię, masować. Wszystko na nie i i tak nie chciało się odbić. Chusta rozwiązała nasz problem – teraz Lisek sobie beka te 30-40 minut, których potrzebuje, a ja mogę w tym czasie coś upichcić.

Gdy jest gorączka

Wyjaśnijmy – gorączka to powyżej 38 st. Sio do lekarza. Natura zna tu tylko czas i schładzanie, ale pamiętajmy, że to medycyna zmniejszyła poziom umieralności niemowląt. Warto jej czasem zaufać. Warto też zamówić wizytę domową bo przy zębach spada odporność.

Wysypki, „naderwane ucho”, odparzenie

Szczegółowo o naturalnym postępowaniu przy odparzeniach pisałam tu. Jeśli natomiast dziecko od śliny dostaje wysypki, nerwowo szarpie uszy, polecam olej kokosowy do smarowania. Łagodny, dobrze działa na zmiany skórne i drobne ranki.

Ogólna drażliwość

Z tym u nas największy problem. Ponieważ jesteśmy rodziną aktywną, dużo się u nas dzieje i co chwilę ktoś wpada, ciężko Liska wyciszyć, bo sami żyjemy w lekkim rozgardiaszu. Pracuję obecnie nad tym aby:

  • szybko reagować na oznaki senności, takie jak ziewanie, tarcie oczu, lekkie rozdrażnienie
  • tonować bodźce w ciągu dnia i dbać, aby nadmierna aktywność była zawsze zakończona dłuższym odpoczynkiem
  • dużo wietrzyć, mieszkanie i głowy, to znaczy otwierać często okna i dużo spacerować na powietrzu
  • niwelować wybudzanie się – od jakiegoś czasu przy każdej drzemce chodzi u nas „szumiś”, czyli dźwięk szumu fal, śnieżycy lub suszarki z YouTube. Aby go użyć skutecznie, staram się go włączać przy usypianiu lub kiedy Lisek już zaśnie i chcę ją odłożyć. Szum neutralizuje dźwięki spoza jej pokoju (nie muszę chodzić na palcach), kojarzy się z brzuchem mamy i beztroskim okresem prenatalnym) oraz wprowadza ogólnie senny, monotonny nastrój.
  • pierś na żądanie, choćby tych żądań było miliard w ciągu dnia. Co tu dużo mówić – jestem na każde zawołanie. Plan jest taki, że wychowam w ten sposób dziecko, które wie, że może na mnie zawsze polegać.
  • jeden rytuał wieczorny, który powtarza się codziennie i kończy snem. U nas: chwila zabawy, chowanie zabawek w pokoiku, nalewanie wody do wanienki, słuchanie kołysanek, „dobranoc Tatusiu”, pierś i spać. Oczywiście różny to ma skutek, ale sam fakt, że istnieje niezmienny schemat, działa na Liska kojąco.

Tricki z ostatniego akapitu zaczerpnęłam z książki „Zasypianie bez płaczu” małżeństwa Searsów, napisanej w duchu Rodzicielstwa Bliskości. Serdecznie polecam.

A jakie są wasze metody na ząbkowanie? Może używanie bursztynu, o którym pisałam tutaj? Jak efekty? 🙂

Policz swoje dziury

czy mam szczelne jelita

czy mam szczelne jelita

Oczywiście, że sprawdzanie czy mam szczelne jelita to bzdura

Taki tekst usłyszałam na dobry początek wprowadzania dobrych zmian w moim życiu. Jeszcze że to „gusło lepsze niż stawianie baniek” i „czego ci ludzie nie wymyślą, żeby zarobić pieniądze”. No fajnie, fajnie. Nie wiem czemu, ale większość ludzi wokół zdaje się totalnie nie być zainteresowanych tym, że jeden z największych narządów ich ciała może być dziurawy jak ser szwajcarski. Nie ma refleksji nad faktem, jak to może wpływać na zdrowie. Jest za to duużo powątpiewania i znów „skoro margarynę sprzedają w sklepach, to na pewno jest zdrowa”. Jak to mówi mój kolega – pewność dzieli, prawda łączy. Oczywiście kolega jest ze studiów polonistycznych i miał na myśli zasadę pisania „na pewno” oddzielnie i „naprawdę” łącznie, ale jest to bardzo mądra myśl – prawda jest tylko jedna i to bzdura, że każdy ma swoją prawdę. Za to pewność, że „moje jest najmojsze” i że „racja jest po mojej stronie” prowadzi do niepotrzebnych kłótni. No ale ja nie o tym, jak zwykle.

Po co mi szczelne jelito?

Czy mówią ci coś: alergie pokarmowe, problemy trawienne, śmierdzące bąki (no jakże inaczej to nazwać, jeśli nie dosadnie), ból brzucha po różnych potrawach, trądzik, AZS, łuszczyca, katar sienny, problemy z pamięcią, trudności z zasypianiem, chroniczne zmęczenie, ogólne rozstrojenie, niechęć do działania (często na wyrost nazywana depresją), częste łapanie infekcji (czyli odporność, której w zasadzie nie ma albo jest tylko wspierana codzienną dawką rutinacei), problemy ze stawami, Hashimoto, ADHD?

Na pewno mówią. Oczywiście, na wszystko można wziąć tabletkę, sprej i zastrzyki, ale póki nie wyeliminuje się przyczyny dolegliwości, napędzamy tylko biznes farmaceutyczny kosztem własnego zdrowia.

Zdrowe jelito ma trzy zadania, które spełnia: chroni przed toksyną, wchłania dobre substancje do organizmu, działa na rzecz naszej odporności.

Funkcja ochronna – zdrowe jelito nieobciążone toksynami udaremnia powstawanie kamieni kałowych. Na ten okropnie ważny i okropnie obrzydliwy temat poczytacie tu. Warto się przemóc, bo problem jest na prawdę powszechny i nie dotyczy tego słynnego „małego odsetka społeczności”, a raczej 90% ludzi nie przejmujących się zbytnio tym, co jedzą.

Wchłanianie – ze zdrowego jelita do krwi przedostają się tylko rozłożone na czynniki pierwsze zdrowe składniki pokarmowe, a zatrzymywane są toksyny i patogeny. Selekcja jak na bramce w dyskotece.

Budowanie odporności – zasiedlone zdrową bakterią zdrowe jelita mają w sobie wystarczający poziom kwasu, aby zabić zarazki odpowiedzialne za choroby.

Mówiąc krótko – zdrowy organizm, który dobrze odżywiamy i dajemy mu odpowiednie paliwo, nie choruje, bo sam w sobie jest rutinoscorbinem, witaminą C i  innymi aptecznymi specjałami.

Skąd mam wiedzieć, że moje jelito nie jest szczelne?

Oczywiście występowanie wszystkich lub wybranych objawów z mojej listy skutków posiadania dziur w jelicie nie jest jakimś wielkim dowodem na nieszczelność. Proponuję zatem prosty test:

Wypij sok z buraka.

Najlepiej od razu cały litr (przy okazji burak jest b. zdrowy i cię odżywi, i zniszczy anemię jeśli ją masz).

Co to da? Ano, jeśli masz szczelne jelita, po godzince pójdziesz siusiu i będzie ono żółte. Jeśli masz dziury, będzie czerwone. Jak ta magia działa? O tym już poczytajcie sobie tutaj bo nie jest to wiedza niezbędna a jedynie dla dociekliwych.

O tym, jak my uszczelniamy jelita jeszcze napiszę.

Ciao, Sery Szwajcarskie!

Tyłek pawiana i co z nim zrobić

sposób na odparzenie pieluszkowe

sposób na odparzenie pieluszkowe

Każdy rodziciel uważa, że go to nie spotka. Że ma perfekcyjne sposoby na pielęgnację. Albo nie myśli wcale, bo po co. Przecież odparzenia mają dzieci, o które się nie dba i trzyma w brudzie, prawda?

Lisek dostała pierwszy tyłek pawiana pięć dni po narodzinach. Wyglądało to mniej więcej tak:

sposób na odparzenie pieluszkowe
źródło zdjęcia: wideworldseeker.wordpress.com

 

i najpierw nie budziło wielkiego strachu, bo „wystarczy posypać mąką ziemniaczaną i przejdzie”. Po paru dniach od narodzin przeszliśmy z pamperów na wielorazówki (o samych wielorazówkach jeszcze będzie, o chlorze, ropie i polipropylenie w pamperach, dadach i innych pisałam tutaj) ale odparzenie miało się coraz lepiej. Skóra zrobiła się tak delikatna, że zaczęła pękać i nasze dziecko dostało OTWARTYCH RAN na tyłku. No i zaczęłam wątpić we własne kompetencje rodzicielskie… Mądrość pokoleń mówi, że to na pewno od ostrego jedzenia, truskawek i fasolki (o tym, że dieta matki karmiącej istnieje pisałam tutaj), bo jak wszem i wobec wiadomo, dziecko po drobnopestkowych owocach ma żrące kupy.

Czemu o tym piszę? Bo w ferworze tych wszystkich ran i czerwonych śladów, które ukazują się oczom po każdej zmianie pieluchy, człowiek często idzie do apteki, prosi pierwsze lepsze byle działające na odparzenie. I smaruje i pudruje, i przemywa. I dziwi się, że się nie goi. I dziwi się, że dziecko nie może spać, drze się jak opętane i dostaje gorączki.

Ponieważ ja już to piekiełko mam za sobą, chcę się z wami podzielić moimi naturalnymi metodami na tyłek pawiana, cobyście go mogli oglądać tylko, gdy macie ochotę, a więc najlepiej w ZOO lub w internecie, a już najmilej to na safari w Afryce.

Gdy pojawią się odparzenia:

1. Obczaj, z czym masz do czynienia

Na blogu Pupus (producent pieluch wielorazowych) jest bardzo mądrze stworzona tabelka z rodzajami odparzeń pieluszkowych. Oczywiście nie należy jej traktować jak wyroczni, bo nią nie jest. Warto jednak poznać smoka, zanim się go wykończy.

2. Obczaj, czy winna nie jest pampersownia i pielęgnacja

Nie wszystko co ma taki i sraki atest do spraw dzieci nadaje się do kontaktu z dziećmi (rakotwórcze kosmetyki, pieluchy bielone chlorem, maści na pupę które mają szkodliwe substancje). Można leczyć objawy, ale najlepiej zacząć od ustalenia przyczyn. Mogą być niewinne (np niedokładne osuszanie pupy po umyciu) albo większe – używanie napakowanych chemią pieluch jednorazowych, perfumowanych chusteczek nawilżonych, smarowanie nie tym co trzeba wtedy, kiedy nie trzeba (czyli profilaktyczne smarowanie Tormentiolem po każdej kupie). Polecam kupić pieluchę dla dorosłych, posmarować sobie tyłek taką chemią, włożyć pieluchę i tak sobie 4h chodzić. Fajny, pożyteczny eksperyment z cyklu „empatia dla opornych”.

To jak pielęgnować?

Najprościej – tyłek pod kran i umyć. Można użyć dobrego mydła z ładnym, prostym, naturalnym składem (o tym jeszcze napiszę). Po umyciu – odkazić naparem z szałwii, który działa przeciwzapalnie. Jeśli odparzenie już jest to broń Boże nie trzeć – lekko dotykać np. wacikiem. Potem osuszyć. Profilaktycznie smarować można np. olejem kokosowym, który, co ważne zwłaszcza dla użytkowników pieluch wielorazowych, rozpuszcza się w wodzie więc nie zatłuszcza. Przy odparzeniu istniejącym można na suchą pupę podsypać mąką ziemniaczaną, ale znów – po każdej zmianie pieluchy dokładnie ją zmyć, bo w kontakcie z moczem robi się jeszcze większy syf.

Pieluchy to mój temat-konik, więc najchętniej doradziłabym zmianę pieluch na wielorazowe, ale jeśli z jakichś powodów jeszcze nie chcesz tego robić, poszukaj pamperów najmniej szkodliwych dla twego dziecka (będzie to tzw. mniejsze zło). Podobno Biedronka i Rossmann mają całkiem znośne.

3. Potraktuj dobrze odparzone miejsce

Rany wojenne

Jeśli są ranki, nie ma co paprać kremami i maściami. Na otwarte rany najlepszy jest proszek Dermatol, tzw. żółty proszek lub proszek Hasco. Max 2 zł w aptece za saszetkę. Po każdym umyciu pupy nałóż delikatnie proszek na rankę. Co daje Dermatol? To lek na wrzody, sączące rany, stany zapalne. Do stosowania miejscowego. Wygoi ranki i dziecko nam się uspokoi.

Zostały blizny i ból

Jak już wygoimy ranki, oceniamy stan odparzenia. Jak jest rozległe i nadal boli to moim zdaniem bez odrobiny leku się nie obędzie. Ja polecam Bepanthen (tu znajdziecie jego analizę chemiczną), który koi zbolały tyłeczek.

Wchodzimy w naturę

Jeśli już się zmniejsza nasz tyłek pawiana na rzecz gładkiej pupci niemowlęcia, ale odparzenie nadal jest spore i nadal boli, polecam kilka niezastąpionych gadżetów i sposobów:

  • Magabi wkładki lniano-jedwabne łagodzące odparzenia – jestem w trakcie ich testowania ale już widzę że efekty są świetne, zaognienie pupy znika, drobne ranki też. Przy pieluchowaniu noworodka goiły odparzenie po długiej jeździe autem w foteliku (bez klimy, duchota, wyobraźcie sobie to!) i uratowały nasz urlop. Teraz gdy Lisek ślini się jak buldog francuski i gryzie meble (czyt. idą zęby), wkładki łagodzą odparzenia po kupach zębowych, zwanych też radioaktywnymi. Zakładam je na noc bo wtedy mają szansę najdłużej działać na pupę dziecka.

wkładka liniano-wełniana magabi

  • Wełna lecznicza, tzw. „Zdrowa wełna” to produkt, do którego długo nie dałam się przekonać. A szkoda, uniknęlibyśmy wielu łez. W dozowaniu przypomina watę, pachnie piękną i czystą owcą, ma dużą zawartość lanoliny. Odrywamy kawałek, wsadzamy między poślady 😀 i już kojące futerko działa dobrze na pupkę. Uwaga! Jeśli ktoś ma Goldena, jak my, łatwo się pomylić z wszędobylskimi kłakami, a nie jestem pewna, czy sierść psa ma takie same właściwości.

 

wełna lecznicza

  • Linomag zielony. Jak dacie za niego 4zł w aptece to już przepłaciliście. Taniutka, malutka maść z lanoliną i siemieniem lnianym. 100% natury. Trochę zatłuszcza i zalepia, radzę stosować z umiarem.
  • Napar z szałwii. Jak Lisek była mała bałam się ją myć pod kranem. Miałam przy przewijaku kubeł zaparzonej szałwii i świeże waciki do przemywania. Szałwia działa ściągająco i przeciwzapalnie.
  • Gacie wełniane (pisałam o nich tu). Nawet jeśli używasz jednorazówek, miej w szufladzie gatki wełniane i dziesięć pieluch tetrowych. Przy odparzeniu, przy upałach, przy długiej jeździe autem bez klimy (nigdy więcej!) będą ukojeniem dla pośladów twojego małego Stworka.
  • Wietrzenie. Podłóż pod pupę dziecku ręcznik i niech sobie leży z gołą pupą, byle ciepło i nie w przeciągu. Jak już umie łazić, niech łazi! Czymże jest zasikany dywan wobec pięknej, nieodparzonej, królewskiej pupy?
  • Maści na oliwie z oliwek, np. robione na receptę od pediatry. Wystrzegaj się za to maści, które mają w składzie steryd. U nas było tylko gorzej.
  • Kąpiel w krochmalu – do wanienki z ciepłą wodą wsyp trzy łyżki. Krochmal wysusza i działa przeciwzapalnie, nadaje się też do łagodzenia wysypek i potówek.

Natomiast jeśli długo odparzenie wraca pielęgnacja jest OK, pieluchy też – sio do lekarza albo od razu na posiew moczu i kału w poszukiwaniu naszych przyjaciółek bakterii. Czasem dziecko może się nimi zarazić już na porodówce!

I jak, gotowi do walki z tyłkiem pawiana? Do kosza z Tormentiolem, Sudocremem i pampersami! Niech żyje natura!