5 tricków jak żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

Każdego to czasem dopada. A już zwłaszcza samozwańcze internetowe guru, chociaż wam o tym nie powie. OK, czasem powie, ale to za moment.

Doradzam innym, jak żyć zdrowo. Zachęcam do zmian. Pokazuję na sobie, że się da i że efekty są naprawdę fajne (ostatnio mi się schudło i nawet kupiłam mniejsze spodnie pierwszy raz od 7-8 lat, pryszczole sobie poszły, energii mam więcej chociaż Lisek budzi się pierdyliard razy w nocy). Ja stosuję paleo, ktośtam inny, jak np. Pepsi Eliot, poleci wam witarianizm, Zięba poleci wam dużo witaminy C. I każdy będzie miał rację. I każdy powie dobrze.

Ale mało który ekspert internetowy od tego, jak macie żyć i jeść (nazwijmy rzeczy po imieniu, czytasz mnie i próbujesz moje rady wcielać w życie, więc uważasz mnie za eksperta, prawda?) powie ci, że czasem ma dosyć. Że czasem już go szlag trafia, więc ucieka do Trójmiasta, obżera się jak szalony słodyczami, croissantami, pizzą, niezdrowym, szybkim żarciem i niezdrowym, slow żarciem. Tak, o mnie mowa.

 


Tak nam było dobrze. Zjedliśmy tyle ciastek, że nie mogliśmy się dotoczyć do Gdańska Wrzeszcza na pociąg do centrum. Było bosko. Nie żałuję.

Żałuję natomiast, że nie potrafię dojść do siebie po tym wszystkim. Niby wracam do zdrowego żywienia, ale po taaakim zepsuciu obyczajów moje zasady paleo jakoś mniej mnie się pilnują. Jakby wszystko się rozłaziło i szło swoimi drogami.. Tu smoothie z owoców, tam sernik „na pocieszenie”. Tu zdrowy obiad, tam pizza, bo „znowu w życiu mi nie wyszło”.

Moje rozchwianie przypłaciłam grypą jelitową (osłabiona odporność po końskiej dawce śmieciowego jedzenia), efektem jojo, złym samopoczuciem, bólem głowy, zepsutym stanem cery.

Nie polecam.

Zaczęłam natomiast myśleć, jak wrócić do równowagi, bo przecież chcę zdrowo i paleo, i smakowicie, i żeby dawać ciału dobre paliwo. Oto, co mi z tego wyszło:

1. Oczyść organizm

Ciało po szalonym rollercoasterze wydarzeń, wpadek i junk food potrzebuje resetu. Ja nasze oczyszczenie opisałam w poście #RESET – oczyszczanie organizmu . Mikstury Słoneckiego już nie stosuję, bo to szarlatan i bioenergoterapeuta, a ja na bioenergoterapię mam takie poglądy jakie mam, więc nie polecam. Jak zatem się oczyścić?

Codziennie rano wypij wodę z sokiem z cytryny. I już. Do tego możesz włączyć napar z czystka, o którym dużo informacji znajdziesz np. w Akademii Witalności. Nie przesadzaj z oczyszczeniem. Organizm, kiedy zamienisz złe jedzenie ponownie na wartościowe i odżywcze, sam dokona oczyszczenia.

2. Znajdź zastępniki

Miewasz ochotę na słodkie? Opracuj własne przepisy na zdrowe słodycze lub zbierz w jednym miejscu fajne receptury. Może zainspiruje cię Liskowy Instagram?

 

Jeszcze przed piecykowaniem. Kto chce przepis – musi zgadnąć, co jest jego bazą 😀 Do dzieła! ❗❗❗

Post udostępniony przez Monika Grzegorzewska (@liseko.blog)

Zachomikuj też w kuchennych szafkach przekąski: daktyle, morele, śliwki suszone, orzechy.

3. Planuj posiłki

Z tym mam zawsze największy problem, bo jestem typem spontanicznym. Ale przyznaję – gdy planuję, co będziemy jeść w danym tygodniu (nie tylko obiady, proszę państwa, o nie! śniadania i kolacje też), potem robimy zakupy według listy, to, prócz zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia, udaje się zmniejszych ilość „wpadek” w okresie przejściowym między niezdrowym trybem życia a życiem pełnym witalności 🙂 Warto zatem raz w tygodniu usiąść, pomyśleć, przygotować przepisy.

4. Uzdrów swoje relacje z jedzeniem

Bardzo mądrze pisała o tym moja ulubiona blogerka kulinarna, Katarzyna Karus:

Bywa i tak, że postrzegamy swoją dietę (…) jak nie lada wyzwanie, coś praktycznie niewykonalnego, kompletną rewolucję, której przeprowadzenie może dorównać trudnością wyprawie na K2. Takie podejście powoduje, że sami utrudniamy sobie zadanie. Budujemy napięcie, nakręcamy się w negatywnych emocjach. W efekcie padamy przy pierwszym lepszym starciu bo tego napięcia nie wytrzymujemy.

(…)

Nasz umysł być może jest skomplikowany a nasza psychika nie do końca zbadana ale jeśli chodzi o tak podstawowe aspekty życia jak jedzenie i nagradzanie to jesteśmy skonstruowani dość prosto. Jeśli każdą okazję do świętowania powiążemy z jadalną nagrodą to szybko się okaże, że będzie to jeden z niewielu bodźców, które będą w stanie nas wprowadzić w dobry nastrój.

(…)

Emocjonalna więź z jedzeniem może być utrwalana również w zupełnie przeciwnych okolicznościach. Kiedy po ciężkim dniu w pracy (co gorsza głodni) po drodze do domu wpadamy do sklepu, kiedy staraliśmy się o coś co nam się nie udało, kiedy spadły na nas wiadomości z którymi nie mogliśmy sobie poradzić. Wszystkie negatywne emocje sprawiają, że czujemy nieodpartą chęć osłodzenia sobie życia. I znów jedzenie staje się jedynym pozytywnym bodźcem. Kiedy utrwalimy sobie taką reakcję będziemy chcieli do tego bodźca wracać i w końcu możemy się zapętlić.

Mogę się podpisać pod każdą z tych diagnoz. Jedzenie dla wielu z nas (w tym także dla mnie) staje się nagrodą/nagrodą pocieszenia/polem walki. I po co?

No dobra, a jak sobie z tym poradzić? Znów – znajdź zastępnik. Negatywne emocje można zwalczać nie tylko tabliczką czekolady. Medytacja, wysiłek fizyczny, książka, dobra rozrywka, modlitwa, zajęcie się swoim hobby. To pierwsze kroki do uzdrowienia relacji z jedzeniem.

5. To, co robisz, rób dla siebie

Jeśli naszą motywacją są inni ludzie (mąż, dzieci, przyjaciółka), początkowo myślimy że to świetne rozwiązanie, bo przecież ustawiając motywację na zewnątrz, mamy kogoś, kto będzie nas „pilnował” i przed kim odpowiadamy. Nic bardziej mylnego. Bo przecież wystarczy, że ta nasza ważna osoba nagle zrezygnuje, potknie się, albo pociągnie nas za sobą za mocno i zrezygnuje ze zmian. I co, mamy pobiec za nią? A jakie jest wyjście, skoro jedynym powodem i motorem zmian był inny człowiek?

To, co robisz, rób dla siebie. To twoje życie, twoje zdrowie, twoje ciało. Oczywiście, ciężko jest żyć po swojemu, gdy otoczenie żyje inaczej; zwłaszcza, gdy ma się wspólny dom, kuchnię, lodówkę, je się razem posiłki. Ale da się. Jest to trudne, ale pokonanie tej przeszkody nie jest niemożliwe i czyni nasze postanowienie jeszcze silniejszym

..

Wpadłam w dołek jedzeniowy. Niepotrzebne to było, głupie, złe. Plan, który wam przedstawiłam, napisałam także dla siebie. Pora wyjść z dołka. Pora się ogarnąć.

A dla ciebie mam specjalną ofertę: mogę zostać twoim osobistym motywatorem. Podsuwać ci pomysły na zmianę na lepsze. Regularnie dawać ci kopa do działania. Rozbawiać z rana i pomagać z podsumowaniem na koniec miesiąca.

Jak możesz to wszystko dostać?

Zapisz się już dziś na Pozytywny Newsletter – Żyję eko z Liseko! Znajdziesz w nim podpowiedzi, jak zmieniać życie na naturalne w małych krokach, jak się motywować, jak otaczać się pozytywnymi myślami.

Nie spamuję i nie przynudzam, to drugie już od dawna wiesz 🙂

Zatem daj się zmotywować i już teraz zostaw mi namiar na siebie!

Kliknij w obrazek, aby się zapisać!
Kliknij w obrazek, aby się zapisać!

 

 

Jak Mama Liska spaliła buraka

właściwości buraka

właściwości buraka

Popełniłam niedawno wpis o nieszczelności jelit (patrz: Policz swoje dziury), bo dla mnie odkrycie jak wielką rolę odgrywają ludzkie jelita, było przełomowe w moim myśleniu o zdrowiu i jedzeniu. Ostatnio udało mi się nawet wyczytać, że jelita są jak nasz drugi mózg, a ich sprawność ma ogromne znaczenie dla pracy umysłu i psychiki.

Spaliłam jednak buraka w tym nieszczęsnym i szczęsnym wpisie o dziurach. Dlaczego? Podałam wam przepis na test buraczany (w skrócie: wypij sok z burola, jak masz dziury to wysikasz się na czerwono). Niby ma to sens, niby Słonecki szarlatan jeden wyjaśnił czemu tak się dzieje (swoją drogą mikstury Słoneckiego już nie pijem, bo to bioenergo a my takich nie uznajemy). Nauka jest dla mnie prosta na przyszłość: nie wierzyć za łatwo, nawet jeśli ktoś jest na całą Polskę czytany i cytowany, i wydał kilka tomisk książek o zdrowiu. Nie wierzyć i już.

To jak to jest z tym kolorem buraka?

Burak zawiera wspaniałą substancję, o której za chwilę rozpiszę się mocniej. Zwie się ona betanina. Betanina sprawia, że burak ma czerwony, piękny kolor. Dlaczego jednak pojawia się on w moczu tylko u niektórych, by zniknąć po zmianie diety na zdrowszą? Sekret nie tkwi w nieszczelności jelit, ale w ogólnej sprawności trawienia. Organizm dobrze odżywiony lepiej radzi sobie ze strawieniem betaniny, stąd mocz po zjedzeniu buraka u osoby np. na diecie paleo pozostaje bezbarwny. Natomiast jeśli organizm funkcjonuje na śmieciowym jedzeniu, siusiu będzie czerwone. I cała filozofia, a test buraczany, niestety, można o kant d… potłuc.

Czy warto jeść buraki?

No pewnie, że warto. Szklanka soku z buraka dziennie to doskonały lek na anemię. Mało tego! Wspomniana wcześniej betanina jest przeciwutleniaczem, który wykazuje działanie antynowotworowe. Pewnie, samym burakiem raka nie wyleczysz (choć niektórzy zapewne próbowali), ale profilaktyka nowotworowa powinna zaczynać się właśnie od zmiany diety.

Co jeszcze może zdziałać nasz czerwony przyjaciel? Wspomaga pracę jelit i usuwanie z organizmu toksyn, co jest bardzo ważne przy chorobach autoimmunologicznych (pisałam o tym we wpisie #RESET!). Dla osób o zaburzonej w organizmie równowadze kwasowo-zasadowej (o tym dopiero będę pisać) burak jest pomocny od strony alkalizacji – ma silne działanie zasadotwórcze. Jedzony na surowo powoli uwalnia energię, ma też niski indeks glikemiczny.

Pod jaką postacią?

Kiszone, surowe, pieczone… No jakie chcesz! Każdy z nich będzie miał trochę inne właściwości, np. IG, ale prawda jest taka, że wszechstronność buraka nie zna granic. Ja mam na oku buraczane brownie, smoothie z buraczkiem i buraki kiszone. Btw, robiliście kiedyś zawas z buraków na barszcz? No kurczę, jest tyle możliwości! Jak myślę, że jeszcze niedawno jedyny burak jakiego tolerowałam to ten rozgotowany w zupie, to robi mi się słabo…

Będę te przepisy testować i dzielić się na Instagramie. Powiem wam, że zdrowie życie wciąga. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się dziwne, ekoświrnięte i nie do zrealizowania w życiu, nagle staje się potrzebne i pożądane.

Wystarczy bowiem zauważyć pozytywne rezultaty. Czego na Nowy Rok sobie i Państwu życzę.

hi hi hi

Ale z ciebie cielę! (prawdopodobnie)

nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca

Mało która blogerka obraża czytelnika już w tytule wpisu. Jak obraża, to znaczy, że to musi być Mama Liska i że jest z Tobą do bólu szczera bo znów chce ci przekazać prawdę życiową, która być może uratuje ci zdrowie albo chociaż poprawi samopoczucie. Zamiast wpisywać w kółko w Google „nabiał a łuszczyca”, „przetwory mleczne w hashimoto”, „azs a mleko krowie”, posłuchaj, co mam Ci do powiedzenia.

25% czytelników tego bloga to osoby z chorobami autoimmunologicznymi (łuszczyca, Hashimoto itd). Łuszczycę ma 25% mojej rodziny, czyli Mąż. Niektóre osoby z łuszczycą wiedzą już, co im szkodzi i tego unikają. Niektóre osoby, co ot tak, po prostu zaczęły żyć zdrowo także wywaliły z diety zdradliwe produkty i widzą poprawę. Czemu Ty nie miałbyś tego zrobić?

Czemu z Ciebie cielę? A no bo (prawdopodobnie) pijesz krowie mleko. Jak większość naszej populacji. Nie wiem, czy warto zasypywać Cię zdaniami rodem z kazania niedzielnego, że błogosławieni ci, a potępieni ci (na szczęście są księża, którzy umieją mówić ciekawie i z sensem, no ale tak długo, jak „grzmienie z ambony” będzie modne, tak długo porównanie będzie trafne); wypiszę Ci kilka faktów, a Ty nad nimi pomyśl, okej?

Fakty o mleku krowim i nie tylko

  • nietolerancję laktozy (obecnej w mleku krowim) ma około 25% europejczyków. Jej objawy to m. in. biegunki, wzdęcia, bóle brzucha, kolki, nudności, wymioty, zgagi…. ach, wymieniać można i wymieniać. wyguglaj sobie.
  • kazeina, z której w większości składa się mleko, okropnie uczula. Syfi jelito i jest zabójczo skuteczna w zaostrzaniu chorób o podłożu autoimmunologicznym.
  • wapń nie chroni kości, dużo ważniejsza jest witamina D. Za to zakwasza organizm, uruchamiając mechanizm wypłukiwania wapnia z kości. (więcej)
  • wapń może zwiększyć ryzyko zachorowania na raka. „Badania pokazują, że wyższe spożycie wapnia i produktów mlecznych, może spowodować wzrost ryzyka raka prostaty o 30 do 50 procent. Plus, konsumpcja mleka zwiększa w organizmie poziom insulinopodobnego czynnika wzrostu-1 (IGF-1) – – znanego czynnika rakotwórczego.” (czytaj więcej tu).
  • osteoporoza występuje głównie w kulturach, w których spożywa się dużo nabiału
  • jeśli powyższe argumenty Cię nie przekonują, podaję Ci link do artykułu, w którym wymienione jest bardzo ładnie z dużą ilością grafik, zdjęć i tabelek 11 powodów, dla których nie warto pić mleka krowiego.

Jednak nie na tym chciałabym się skupić. O szkodliwości mleka UHT można poczytać wszędzie, o złym wpływie na Twoje zdrowie pasteryzowanego nabiału (czy tam nabiału na mleku w proszu, jeden ch..omik) mówi Ci już nawet rubryka „zdrowie i ty” w Pani Domu (kurczę, nie wiem nawet czy taka rubryka istnieje ani czy wydają jeszcze Panią Domu…). To tak jest – człowiek niby wszystko wie, wszystko już czytał, przejrzał, obświetlił. Ale jeśli jesteś chociaż trochę podobny do mnie, to zadajesz sobie to kluczowe, ważne pytanie, które ja zadawałam sobie jeszcze dwa i pół tygodnia temu:

Jak, kurczę bladę, żyć bez nabiału?

Bo ja kocham mleko, ser, twarożki, jogurciki, serki pleśniowe, shake’i, lody (taaak, lody to też w większości nabiał ^^). Jak żyć, panie premierze?

No to jak jest bez nabiału?

No jest cinżko, co ja wam będę kadzić. Kawa bez pianki mlecznej to już nie to samo, z serem żółtym nieco lepiej bo nie jemy też pieczywa (o tym jeszcze napiszę), więc nie ma za bardzo i tak na co położyć tego żółtego plasterka. Ni ma miski twarogu na śniadanko, ni ma małego jogurtu w lodówce jak człowiek by chciał coś chapnąć na szybko (przy ząbkującym Lisku ostatnio ciągle chapię coś na szybko, co nie jest za bardzo slow, ale spróbujcie półrocznemu dziecku wytłumaczyć ideę slow to w połowie zacznie płakać i rzucać grzechotkami i gryzakami).

„No dobra kobito, ale ja przyszedłem tu po dobrą radę jak nie jeść nabiału, a nie opis jak będzie mi brakować nabiału”.

Kluczem do odstawienia nabiału jest pomyślenie o tej kawce z pianką, o lodach śmietankowych, o twarożku. I świadome pożegnanie.

Brzmi ckliwie, ale tak jest. Można się oszukiwać, można zastępować (a nawet trzeba), ale jeśli nie podejmiesz wewnątrz twardej decyzji, że odtąd, dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia, nie jesz przetworów mlecznych, nic z tego nie będzie. Bo to nie o dietę tu chodzi, a o zmianę stylu życia. Jeśli brakuje Ci motywacji, zapraszam na nasz fanpejdż, gdzie dodaję motywacyjne wpisy:



instagram, gdzie pojawiają się foty z przepisami:



No dobra, a co jeść zamiast serka?

Ja wychodzę z takiego założenia, że nie od razu Kraków zbudowano (a może to jest założenie pokoleń Polaków i stąd to powiedzenie?). Nie nauczę się z dnia na dzień jak robić jedzenie rodem z helfi plen baj enn czy fanpejdża Chodakowskiej. Musiałabym wykupić cały ekosklep i naładować szafkę nasionami szyja, mąką bezglutenową kasztanowo-orzechowo-orkiszowo-żołędziową i mlekiem ultrasojowo-migdałowo-nerkowcowym nieuhate a na to zwyczajnie nie mam kasy. Jestem zwolenniczką małych kroków, w przeciwieństwie do Męża, który jest wyznawcą cięć radykalnych. Zatem pociesz się, że ja mam trudniej niż ty – z dnia na dzień zniknął z naszego domu chleb, zniknęły mąki i wszystkie przetwory mleczne, a także cukier… Dlaczego? Czytaj w moim wpisie #RESET o tym, jak zmieniliśmy swoje życie.

Którąkolwiek metodę wolisz, ja zachęcam cię póki co do odstawienia przetworów mlecznych, tak na dobry początek. Jest masa zastępników mleka krowiego, jeśli już musisz mieć w lodówce mleko. Oczywiście, nie będzie ono pachniało siankiem i krowim plackiem, ale będzie mlekopodobne z kształtu i wyglądu – białe, lejące, nadające się do owsianki, kawy, ciasta. Można je kupić lub zrobić samodzielnie, ja mam o tym ulubiony wpis na tym blogu i zachęcam Cię do poczytania, mnie już się nie chce na ten temat rozwodzić. Jestem leniem, więc nie robię mleka samodzielnie, nie kupuję też go.

Kawę zaczęłam pić gorzką z miodem i mnóstwem przypraw (ostatnio kakao i cynamon), czasem od wielkiego dzwonu kupię mleko migdałowo-ryżowe w Tesco bo jest słodkawe i miło się pieni.

Owsiankę jem na wodzie, co w teorii wydawało mi się okropne, w praktyce zaś jest świetne – smak praktycznie się nie zmienił, kwestia dobrania odpowiednich dodatków. U mnie najczęściej rodzynki, wiórki kokosowe, daktyle i czasem banan. Płatki z dodatkami zalewam wodą i wrzucam do mikrofalówki. Dla lepszego efektu można tą wodą zalać wieczorem i rano z wody wytworzy nam się lekkie mleko kokosowe, no bo dodaliśmy wiórki. Dla mnie bomba.

 

Ciasta robię kruche, więc mleka nie trzeba. Zamiast śmietanki do kremu – mleko kokosowe z dużą zawartością tłuszczu (np. 22%) spokojnie się ubije.

Zamiast serów – wędliny. Docelowo z mężem chcemy żyć zgodnie z dietą paleo, więc nasze śniadania wyglądają coraz bardziej nietypowo (pieczony boczek, awokado z jajem, talerz pełen wędliny, wędzona ryba, takie tam). Wegetarian nie pouczam, bo chyba teraz już ledwo występują, każdy przeszedł na weganizm (zupełnie się nie dziwię).

No i tyle… Co jeszcze jadacie z produktów mlecznych? My resztę po prosu wykluczyliśmy, starając się urozmaicać sobie posiłki tak, aby nie brakowało nam jogurcików i innych cudeniek. Kluczem do trzymania się nowego stylu życia jest planowanie, o tym jeszcze napiszę.

No i co Ty na to? Jesteś cielakiem? A może już trochę mniej?…

nabiał a łuszczyca
nabiał a łuszczyca

A właśnie, że istnieje! – dieta matki karmiącej

dieta-matki-karmiącej

Mało kto czerpie wiedzę z portalu papilot.pl. Nie ma sensu, zwłaszcza jak jest się młodym rodzicem, bo wtedy dowiemy się np. że „przytulać, czy dać się wypłakać?” to dylemat większości rodziców. Tak przeczytałam pod jednym z ich fachowych artykułów. (W tym miejscu włącz swój detektor sarkazmu). Zmusił mnie jednak Papilot do refleksji swoim tytułem „Co jest w mleku matki? Skład GORSZY niż lista konserwantów na etykietce zupki chińskiej!” . Czytamy w nim o badaczach z Norwegii, którzy udowadniają, że mleko matki zawiera mnóstwo zanieczyszczeń, np. bromowane środki zmniejszające palność, polichlorowane bifenyle, składniki perfluorowane (cokolwiek to jest). Jak każda normalna matka zaniepokoiłam się tym, co ja temu mojemu dziecku wciskam do lisiego pyszczka i postanowiłam poszukać wiedzy na własną rękę. No bo jak to? Hafija trąbi na prawo i lewo, że dieta matki karmiącej to mit, Faceb
ook aż huczy jak tylko spytać „co trzeba jeść jeśli kp”, no bo przecież można wszystko i na pytanie „mamusie mam ochotę na colę, czy mogę jeśli kp” trzeba odpisać „mogę, mogę, na zdrowie”. Mogę czy nie mogę? I skąd te polichlorowane bifenyle w moich piersiach?

Papilot nie wyssał tych rewelacji z palca. Tu znajdziemy absolutnie naukowy artykulik (z przypisami i w ogóle) na temat tej okropnej substancji i jej obecności w mleku matki. Konkluzja jest taka, że nie jest to ilość zagrażająca. Ale pomyślcie – ile substancji, których nie życzylibyśmy sobie w naszym organizmie, nie dość że perfidnie nas truje od środka, to jeszcze dostaje się do ciałka naszych Lisków, Pszczółek i Księciuniów?

Ano właśnie. Zaczęłam drążyć, co w zasadzie przenika do mleka matki karmiącej. Chemik ze mnie żaden, ale filolog, więc wiedzą tajemną się to mi zdaje. Drążę temat i drążę. Wniosek jest oczywisty, choć nie dla wszystkich:

W diecie matki karmiącej nie ma miejsca na żywność przetworzoną.

Drogie obrończynie picia coli podczas karmienia piersią, poczytajcie sobie etykietkę i sprawdźcie, czym trujecie siebie i dzidzię. Oczywiście, aromaty, barwniki, konserwanty i polepszacze smaku są dopuszczone do stosowania w produkcji żywności, ale czy którakolwiek z was sprawdzała, jaka jest dopuszczalna ilość dziennego ich spożycia tak, aby nie zaszkodzić zdrowiu? Jadłaś dziś sklepowe słodycze albo mrożonkę? Super. A skąd wiesz, ile tej mrożonej pizzy można zjeść, aby nie przekroczyć dziennej dawki?

A no właśnie.

Nie wiem, czy cię przekonałam, ale mam dla ciebie kilka wskazówek, czym powinna się cechować dieta matki karmiącej:

  • myj owoce i warzywa przed zjedzeniem (możesz nawet sparzać)
  • nie jedz gotowego żarcia, chyba że gotowe oznacza zrobione ze świeżych produktów przez męża
  • czytaj etykiety i wybieraj produkty z najkrótszym, naturalnym składem
  • nie smaż na olejach rafinowanych

Te kilka zasad przyda ci się na całe życie.

Nie daj sobie wmówić, że masz się głodzić podczas karmienia piersią, ale nie daj też sobie wmówić, że możesz jeść wszystko. To tak dla zaznaczenia tematu, mądrzejsi ode mnie też już się wypowiadali w tej kwestii. Drąż i szukaj dalej.