Mama-artystka i pieluchy [gość]

To najpierw parę słów od Mamy Liska… Monika Lis, którą dziś goszczę na blogu, była uczestniczką mojej pierwszej grupy Kursu Online Naturalnego Pieluchowania Noworodka 🙂

Polubiłyśmy się, bo mamy wiele wspólnych tematów. Udało mi się namówić ją na wpis gościnny o jej przygotowaniu do bycia mamą i o tym, jakie miejsce zajmują w tym przygotowaniu pieluszki wielorazowe.

Poczytajcie same:

 

 

Jak zachowuje się artystka w ciąży?

a) popada w euforię,

b) popada w depresję,

c) zapisuje się na setki warsztatów i obkłada książkami,

d) stwierdza, że i tak się nie przygotuje do macierzyństwa,

e) szyje pieluchy.

 

Przerobiłam do tej pory wszystkie możliwe odpowiedzi na to pytanie ;). Najpierw na wieść o ciąży – drugiej, bo pierwszą niestety straciłam – była wielka radość. Później, kiedy przekroczyłam granicę pierwszego trymestru, musiałam zmierzyć się ze zmianami zachodzącymi w moim ciele. Myślałam, że łatwiej przyjdzie mi pogodzić się z tym, że przybieram na wadze, a tu jednak rzeczywistość okazała się być inna – swoje musiałam przecierpieć. A gdzieś tak w połowie ciąży zaliczyłam wielki spadek nastroju. Źle sypiałam, byłam bardzo marudna, nic mnie nie cieszyło (a mówią, że drugi trymestr to takie miesiące miodowe ciąży!). Na szczęście wraz z trzecim trymestrem humor i chęć do działania wróciły do normy. Więc mogę na spokojnie kompletować swoją macierzyńsko-połogowo-noworodkową wyprawkę. Kompletować, czyli zdobywać wiedzę i… szyć! I słuchać mądrych mam, które dzielą się swoimi doświadczeniami, co im się przydało przy noworodku, a co było tylko nic niewnoszącym gadżetem.

 

Na co komu dziś… tetra?

Siedzę właśnie przy dużym stole obłożona tetrą bawełnianą i bawełniano-bambusową. I rozkminiam, czy zeszyć całą w samoloty, czy może uszyć z niej prefoldy (z wkładem z dzianiny bawełnianej), a w ogóle to w jakim to wszystko rozmiarze? A może w ogóle postawić na formowanki? Zwariować można z tymi pieluchami! To po co pchać się w wielorazówki, skoro wszędzie dostępne są od ręki pampersy?

 

Nie, pytań „po co” już sama sobie nie zadaję, ale otoczenie na wieść o moich planach pieluchowania wielorazowego – owszem. Na szczęście mam wokół koleżanki, które w taki sposób pieluchowały swoje dzieci, nie mówiąc już o moich rodzicach, bo przecież w tamtych czasach była tylko tetra. Tata wspominał, jak to stał nad parującym garem z pieluchami, potem je rozwieszał, a jego mama jeszcze go goniła, żeby to wszystko porządnie uprasował 😉 Jak to dobrze, że teraz czasy się zmieniły i żadna z nas nie musi stać nad garem z brudnymi pieluchami, a żelazko się nie przydaje! Może za to zanurzyć się w przyjemnych kolorach i fakturach, obkupić się w potrzebne materiały i z radością wziąć się za szycie pieluch.

 

Cóż, nie przypuszczałam, że wpadnę na całego w pieluchy. Że myśl o szyciu mięciutkich formowanek i wełnianych gatek będzie mnie w stanie wypchnąć z rana z łóżka, a nie – jak do tej pory – na przykład praca nad zajęciami pisarskimi czy lekcje śpiewu. Odkąd natrafiłam kiedyś w internecie na informacje o wielorazowym pieluchowaniu, musiałam zagłębić się w temat. Faktycznie głowa mi od tego pękała, bo wszystko było dla mnie nowe, a przewijające się wszędzie specjalistyczne słownictwo to już prawdziwy koszmar! Ale mam to szczęście, że jak czegoś potrzebuję, to świat mi podsyła rozwiązania. Tym razem był to kurs Moniki. Zapisałam się, z zapałem odrabiałam zadania domowe, zaczęłam ogarniać temat dzięki materiałom kursowym, zamówiłam – po konsultacji u Moniki – zestaw pieluchowy dla noworodka i… czuję radość, że nasza Marysia będzie miała takie miłe, naturalne rzeczy na pupie!

Po co się tak męczyć?

Mnie w sumie to nieużywania pampersów nie trzeba było wiele przekonywać. Sama mam tak, że jak używam podpasek – zwłaszcza latem, i zwłaszcza podczas jakiejś aktywności fizycznej – że moja pupa mi się odparza. I jak pomyślałam o pupie naszej Marysi i jej skórze, która dopiero co trafi z mojego brzucha na ten świat i ma zostać zapakowana w coś, co nie oddycha i zrobione jest ze sztucznych materiałów, to zrobiło mi się smutno i pojawił się bunt: o nie, tak nie będzie!

Potem się okazało, że takie rozwiązanie ma wiele zalet: jest tańsze, bardziej eko, pupa dziecka się nie odparza, więc nie trzeba kupować na to specyfików wszelkiej maści. Myślę, że też zwiększa świadomość rodzica na temat fizjologii dziecka. Bo pieluchy dopasowuje się względem wieku dziecka i jego indywidualnych potrzeb – tego też nauczyłam się dzięki Monice. I tak oto dołączyłam do osób zakręconych na punkcie wielorazówek. Tadam! I szerzę o nich informacje, gdzie mogę. A koleżanki dziwią się „ojej, to pieluchy mogą być takie ładne?”.

 

Pieluchy a przygotowanie do macierzyństwa

Tak, mam poczucie, że do macierzyństwa przygotować się nie da. Że dziecko zmieni moje postrzegane świata i siebie, ale dopóki się nie pojawi, nie jestem w stanie stwierdzić, jak to będzie. Ale mogę się wiele nauczyć o tym, jak wygląda poród, pielęgnacja noworodka, połóg, jakie są sposoby na budowanie rodzicielstwa bliskości. Stąd te wspomniane książki i warsztaty na początku postu. Chodzę, czytam, interesuję się i mam dzięki temu coraz większą świadomość, co nas czeka, ale też co nam pasuje, a co jest sprzeczne z naszym podejściem, gdzie szukać pomocy, kogo słuchać, czyimi opiniami się przejmować, a czyje historie puszczać mimo uszu. I już nie jestem przerażona, że nic nie wiem i olaboga, jak to będzie z noworodkiem na pokładzie 😉 No dobra, panika mnie ogarnia tylko co jakiś czas 😀

 

Wielopieluchowanie to też jest dla mnie impuls do zgłębiania wszelkich naturalnych sposobów pielęgnacji dziecka, ale też szukania różnych eko rozwiązań do domu. Sama zaczęłam na przykład używać wielorazowych wkładek higienicznych. Przestałam używać balsamu do ciała, olej migdałowy mi w zupełności wystarcza. A to dopiero początek!

 

Mama-artystka

Mój mąż się śmieje „i na co ci były te studia, żeby teraz szyć pieluchy!”, a ja myślę sobie, że wszystkie moje dotychczasowe zajęcia i aktywności przygotowywały mnie do tego, co ma nadejść. Studia filozoficzne uczyły pokory i świadomości, że nie da się wszystkiego zrozumieć i wytłumaczyć. Dzięki lekcjom śpiewu i nagrywaniu płyt mam swobodę w wymyślaniu piosenek (czyżby nadchodził powoli czas na kołyskanki?). Kilka lat zajmowania się szyciem, i już swobodnie mogę kompletować wyprawkę taką, jaką chcę, a niekoniecznie taką, jak chcą mi wmówić spece od marketingu. Myślę też, że dzięki temu będę mogła Marysi pokazywać świat od wielu różnych stron. A jak do tego włączy się mój mąż inżynier naukowiec, to już w ogóle będzie szał!

 

Monika Małgorzata Lis – z wykształcenia filozof, z serca artystka. Autorka powieści „Koniec świata”, której akcja rozgrywa się na bieszczadzkich szlakach oraz tomiku wierszy „Tańce duszy”. Śpiewa, ma na koncie 2 płyty, w tym 1 z własnymi piosenkami. Szyje, pisze i uczy pisania, uwielbia wędrówki po górach i świeżo paloną kawę. Przygotowuje się na przyjście na świat córeczki Marysi. monikamalgorzatalis.pl

Ekoalchemia – skąd czerpać wiedzę tajemną?

eko trendy 2017

 

Zabieram was dziś w podróż – w dawne dzieje, dawne krainy, do odległych wiosek, na uroczyska, do Empiku…. Wróć!?

Jak to do Empiku?

A tak to, że w ekologii, jak w każdej dziedzinie życia, istnieją trendy. A ja ostatnio zauważam, np po tytułach książek w sieciowych księgarniach, pewien mocny trend na kilka tematów.

Są to:

  • zielarstwo

  • naturalna fermentacja

  • kompostowanie

I tak jak zazwyczaj odruchowo idę pod prąd i nie sugeruję się tym, co akurat modne, tak te trzy dziedziny pociągają mnie, kuszą, fascynują i przeciągają. Siedzę więc sobie w mojej dziczy, i, mając przed sobą ścianę lasu, wertuję internet w poszukiwaniu wiedzy tajemnej.

Wyłuskałam w ten sposób kilka perełek, którymi chcę się dziś podzielić.

Panie i panowie, bracia i siostry w życiu pełnym natury, powolności i szacunku do przyrody, odpowiadam o to na pytanie:

Skąd czerpać wiedzę tajemną nie zamykając nawet okna przeglądarki?

Teoretycy i wiedźmy (czyli kobiety, które wiedzą, a czasem nawet mężczyźni)

Wiedzę o ziołach, taką najbardziej podstawową, budzącą inspirację do sięgnięcia głębiej, czerpię z Instagrama Roślinne Porady:

 

🌱roślinny kalendarz na maj🌱 🍃jadalne dzikie rośliny sezonowe🍃 pokrzywa, mniszek lekarski, czosnek niedźwiedzi, podagrycznik, szczawik zajęczy, mięta, trybula, niezapominajki, miodunka, stokrotka, jasnota, gwiazdnica, smardze, gorczyca, rzepak, bluszczyk kurdybanek, czosnaczek, bez lilak 🌱na stronie🌱 🌿sezonowe warzywa, owoce i dzikie rośliny jadalne 🌿jakie kwiaty, warzywa i zioła siejemy lub sadzimy w maju 🌿co kwitnie oraz jakie czynności wykonujemy w ogrodzie 🌿ludowa meteorologia i ważne święta czy dni 🌸19 maja Wrocław – premiera książki i wymiennik 🌸21 maja Gdańsk – premiera książki i wymiennik 🌸27 maja Warszawa – spacer z dzikimi roślinami 🌼kwitnięcie glistnika jaskółcze ziele (na zdjęciu) oznacza, że jaskółki wracają do kraju😉 więcej: roslinneporady.pl #glistnik #glistnikjaskółczeziele #chwasty #wildflowers #wild #foraging #mat #kalendarzogrodnika #kalendarz #calendar #flowers #fleures #rosliny #kwiaty #spring #wiosna #ogrodnictwo #dzialka #szklarnia #ogrodek #warzywnik ##tetterwort #greatercelandine #chelidonium #flowerpower #plantpower #plantwave

Post udostępniony przez 🌱 Sebastian Kulis🌱 (@roslinneporady)

Znajdziecie na nim, prócz ziół, ich magnetycznych zdjęć i nazw, także przydatne informacje o tym, na co akurat jest sezon, co warto jeść aby dostarczać sobie odpowiednich składników odżywczych, jak uprawiać we własnych warunkach (a więc nie tylko na działce, ale też na balkonie, na parapecie; gdzie tylko chcesz). Oczywiście Roślinne Porady to nie tylko konto na Instagramie, ale taka pigułka wiedzy z Ig raz czy dwa razy w tygodniu sprawdza się doskonale –  jest łatwo przyswajalna i nie trzeba niczym popijać. Stronę internetową Roślinnych Porad znajdziecie tutaj. Jej autor, Sebastian Kulis, wydał też książkę i prowadzi cykliczne warszaty.

A co, gdy opanujemy już teorię, i marzy nam się praktyka zielarska: nalewki, maceraty, magiczne napary? Sprzedaję wam moje odkrycie roku; kobietę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia i już odkładam pieniądze na odbycie z nią warsztatów zielarskich:

Zioła w pełni.

 

Matko Ziemio, jaką Ona ma wiedzę! I jak czaruje słowem! Poczytajcie tylko gawędy o Leśnym Złocie, czyli maści świerkowej:

Zanim poproszę roślinę o coś dla siebie, o skorzystanie z jej leczniczej mocy najpierw staram się nawiązać z nią relację. Zbudować bliskość. Poznać ją jak serdecznego przyjaciela. Rozkochać się w niej niczym w przedziwnej księdze. Zachwycić się.
Tak właśnie było ze świerkiem. Zbieranie ingrediencji do sporządzenia maści świerkowej trwało parę dni. Spędzonych w lesie, w towarzystwie świerków. Był to czas budowania intymności. Uważności. Czas kontemplowania świerkowych ran otulonych grubym opatrunkiem żywicy. Odkrywania przeszłości drzewa. Jego dramatów zapisanych w rozdarciach naruszonej przez zwierzęta kory. I w konarach nadwyrężonych gwałtownością wiatru.

Podoba mi się takie niespieszne bycie z roślinami. Poznawanie ich do głębi, wyczuwanie ich energii, wdychanie ich zapachu.
Nie wyobrażam sobie sytuacji – iść, narwać, przynieść łupy…
Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a potem poproś o coś dla siebie. A to co weźmiesz traktuj niczym najcenniejszy dar.

Powiem wam jedno: jeśli bliska wam jest natura i szukacie powrotu do źródeł, tak jak ja pokochacie Małgorzatę i jej opowieści.

 

Wczesna wiosna to nie tylko czas zbioru ziołowych nowalijek: nabrzmiałych słońcem pączków drzew i najsmaczniejszych o tej porze młodziutkich liści pokrzywy, mniszka, krwawnika, czy podagrycznika. Dla mnie to przede wszystkim „Czas Korzenia”. Wiosną (i późną jesienią) korzenie roślin to prawdziwa skarbnica cennych substancji leczniczych. Czarny, śliski w dotyku, przypominający węża #korzeń żywokostu posłuży mi do zrobienia maści o działaniu silnie przeciwbólowym (mięśnie i stawy), przeciwzapalnym i regenerującym. Ale zanim powstanie to wciąż zadziwiające mnie swoją skutecznością mazidło, najpierw trzeba nastawić olejowy wyciąg i #gliceryd żywokostowy. Ruszam do pracy… #żywokost #symphytum #roots #zioławpełni #zielarka #zdrowie #zioła #herbs #zbiory #naturelovers #zielarstwo #herbalism #plantmedicine #medycynanaturalna #ból

Post udostępniony przez Biodynamiczna uprawa ziół (@ziolawpelni)

Dawne sztuki, zapomniane procesy, proste a cudowne…

Mead Ladieskopalnia wiedzy i inspiracji. To duet dziewczyn, które kiszą, nastawiają octy, pieką ciasta, robią dzikie sałatki, i… pasjonują się grzybami. Aż miło popatrzeć, aż chce się dołączyć i chłonąć wiedzę całym sobą, bo niewiele jest osób, które potrafią w tak nowoczesny sposób przekazywać wiadomości nadające się, teoretycznie, do muzeum.

 

 

A co, jeśli mało nam kiszenia i dzikiego jedzenia, i chcemy naturalnie zakwasić organizm? Z pomocą przychodzą Zdrowe Octy ze swoim fanpejdżem na Facebooku:

Autorka służy radą i informacjami. Relacjonując swoje domowe wytwórstwo octów (które powstają praktycznie ze wszystkiego!), stworzyła wspaniałą i zaangażowaną społeczność.

A’propos, jeśli szukacie grupy wsparcia w nastawianiu octów, w której będziecie mogli zadawać pytania i chwalić się pierwszymi i kolejnymi krokami w zgłębianiu octowej wiedzy tajemnej, koniecznie zajrzyjcie do tej grupy na Facebooku:

Octomania – grupa miłośników octów

Pokochaj dżdżownice – sztuka kompostowania

Kompost to nic innego jak cenna ziemia uzyskiwana z… odpadów organicznych. Zaczynając od tych działkowych:

Ostatnio wśród osób niemających działki ani kompostownika miejskiego zapanowała moda na… kompostowniki balkonowe i do mieszkania. O takim wynalazku pierwszy raz przeczytałam na blogu Ograniczam się.

 

Póki co planuję sezonowy kompostownik z prawdziwego zdarzenia (obecnie nasze odpadki „kompostują się” same, czyli są zrzucane na hałdę, gdzie pastwią się nad nimi mikroogranizmy i czynniki środowiskowe). Informacji o kompostowaniu odpadów szukam na grupach: Wielkie kompostowanieZ mniasta do wsi.

__

To już koniec zestawienia. Wiesz już, dzięki jakim źródłom powstają takie cuda:

 

 

 

A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co jest modne w ekologii i na co warto, a na co nie warto zwracać uwagi, zapraszam Cię do naszej aktywnej grupy Żyjemy Eko:

żyjemy eko
Kliknij w baner lub tutaj, aby przejść do grupy

Idealna pielucha na lato

OTULACZ WEŁNIANY WEŁNIASTE
OTULACZ WEŁNIANY WEŁNIASTE
Nowy otulacz Welniaste Sunset

Pieluchowo nam się ostatnio zrobiło, nie da się ukryć. W ogóle przy przenosinach wiosennych na wieś zauważyłam, że chyba mamy za dużo pieluch. Dotarło to do mnie kiedy pakowałam wielostos i znajdowałam w domu coraz to inne pudła i pudełeczka z pieluszkami… I wtedy, gdy okazało się, że moje dziecko ma więcej pieluch niż ubrań. Ba. Ja mam mniej ubrań niż moje dziecko pieluch. I mój mąż też. W ogóle odniosłam wrażenie, że większość przewożonych przez nas na wieś pakunków to pieluszki.

Nasza wieś kojarzy mi się z początkami wielopieluchowania – to tutaj rozwieszałam z moją mamą wielkie płachty tetry na słońcu, tu odbierałam pierwsze uszyte przez zdolne mamy gatki wełniane (zdjęcie jednych z nich znajdziesz we wpisie Dlaczego nie piorę dziecku gaci). Tutaj też walczyliśmy z megaodparzeniem i doświadczenia tej walki zamieściłam we wpisie o naturalnych sposobach na odparzenia – Tyłek pawiana i co z nim zrobić.

otulacz wełniany wełniaste
Lisek w hamaku podczas upałów, lato 2016

Ostatnio często dostaję pytania o to, jak pieluchować wielorazowo latem. Wiadomo, że systemów jest co niemiara, że materiałów cały wachlarz, a w dodatku każda okazja jest dobra do pieluchowych zakupów. Zatem każda z mam koniecznie chce kupić dziecku pieluszki, bo przecież latem to upał, gorąc, słońce i plażing smażing, więc coś oddychającego na pupkę dziecku trzeba wcisnąć.

Co ciekawe, coraz więcej mam używających jednorazówki latem próbuje znaleźć alternatywę. Uważam, że to świetne i zawsze staram się podsuwać im wielo, wariant bardziej ekonomiczny a jednocześnie taki, który zachęci do pieluchowania wielorazowo już na stałe. O tym, czemu pieluszki jednorazowe nie są najlepszym wyjściem dla Twojego dziecka przeczytasz we wpisie Posmaruj pupę dziecka chlorem.

Zatem – do rzeczy! Szukamy idealnej pieluchy na lato i oto naszym oczom ukazuje się kilka alternatyw:

1. Daj pupie dziecka pooddychać


Tetra – to propozycja numero uno. Zwykła pieluszka tetrowa spięta klamerką, np. Snappi. Jeśli jesteście w ogrodzie lub na plaży to w zasadzie nic więcej wam do szczęścia nie trzeba – tetra złapie co konieczne a skoro na pupie nie ma już nic poza nią, nie ma też potrzeby nic zakładać na wierzch. Jeśli potrzebę czujesz, może być to coś z kolejnego podpunktu, czyli…

2. Otulacz wełniany

To najbardziej oddychająca opcja na lato. Wełna swoimi zdolnościami termoregulacyjnymi przewyższa każdy materiał, z którego może być uszyta pieluszka. Co to oznacza?

  • wełna grzeje gdy jest zimno
  • wełna chłodzi gdy jest upał
  • wełna nie tylko przepuszcza parę wodną (jak np. PUL, z którego zrobione są pieluszki wielorazowe), ale wełna oddycha, zapewniając idealną cyrkulację powietrza.

Pod otulacz wełniany (lub gatki wełniane ale jednak tego materiału przy otulaczu jest mniej bo nie ma nogawek) można założyć tetrę, prefold czyli tetrę zszytą już i niewymagającą składania; można włożyć wkład z tkaniny naturalnej lub…

3. Pieluszka bawełniana

Formowanka, czyli pieluszka z bawełny lub innego materiału naturalnego bez warstwy izolującej wilgoć lub z małym panelem izolującym to wspaniały wybór na lato. Oczywiście znów – na upał, kiedy dziecko ma na pupie tylko pieluszkę, bo pieluszka zamoczy się i będzie to po niej widać – zobaczymy na pupie mokrą plamę materiału. Na drzemki natomiast polecam taki oto „myk”:

 

No dobrze, a więc co na lato?

Najbardziej polecany przeze mnie zestaw to otulacz wełniany + coś chłonnego z naturalnego materiału. Czy to będzie wkład, czy tetra, czy prefold, czy formowanka, zależy od waszej fantazji i upodobań, ale przede wszystkim od tego, co już macie w stosach pieluszkowych. Jeśli nie chcecie skończyć jak ja, pakująca przez 4 godziny same pieluchy mojego dziecka przy przeprowadzce, nie kupujcie nadmiaru pieluch i najpierw zastanówcie się, co już macie, a potem dopiero róbcie zakupy 🙂

 

Jak dbać o ten otulacz wełniany?

Kilka faktów o wełnie:

  1. Wełnę z merynosa pierzemy tylko wtedy, gdy się bardzo zabrudzi, np. kupką. Wełna ma działanie antybakteryjne więc należy ją tylko wietrzyć (I znów odsyłam do wpisu na ten temat)
  2. Nie, wełna nam nie będzie śmierdzieć. Jeśli śmierdzi, to znaczy, że pora już ją wyprać a może i zalanolinować.
  3. Pranie wełny: tylko ręcznie i tylko w wodzie o temp. 30 stopni, w specjalnych środkach do prania wełny lub w szamponie do włosów (wszak wełna to przecież włos!); oczywiście są pralki z programami do prania wełny, ale nie zawsze są one łagodne dla otulaczy wełnianych. Niewłaściwie pielęgnowany otulacz może się skurczyć, czyli sfilcować.
  4. Lanolinowanie wełny to prosty zabieg, który ma na celu utrzymać jej właściwości, czyli antybakteryjność i nieprzepuszczanie wilgoci; lanolinujemy otulacz wtedy, gdy przecieka lub gdy brzydko pachnie pomimo prania.

Szybki przepis na lanolinowanie wełny:

Za blogiem pieluchomania.wordpress.com:

Domowa kuracja lanolinowa:

Przygotuj:

  • 0,5 litrowy słoik
  • 400 ml wrzątku
  • łyżeczkę płatków mydlanych lub szarego mydła (np. Biały Jeleń)
  • łyżeczkę 100% lanoliny
  • miskę wypełnioną 2 litrami ciepłej (nie gorącej) wody

Wrzątek wlewamy do słoika i rozpuszczamy w nim mydło. Następnie dodajemy lanolinę i mieszamy do całkowitego jej rozpuszczenia. Powinna powstać jednolita ciecz o mlecznym kolorze bez kawałków nierozpuszczonej lanoliny. Gotowy roztwór wlewamy do miski z ciepłą wodą, mieszamy. Kuracja jest gotowa, można zanurzyć w niej nasze wełniaki.

Polecamy lanolinować osobno otulacze w jasnych i ciemnych kolorach oraz kolorach mocno różniących się od siebie, aby uniknąć zafarbowania jednych przez drugie. Gatki wełniane do lanolinowania wywracamy na lewą stronę. Otulacze i gatki z wełny pochodzącej z recyklingu możemy moczyć całą noc, natomiast otulacze szyte z tkaniny wełnianej moczymy max 5-6 godzin. Ważne, aby nie przekraczać tego czasu, ponieważ dłuższe moczenie może powodować kurczenie się otulacza.

Można też kupić gotową kurację lanolinową, np. Urlich Naturlich. Wtedy postępujemy wg. instrukcji na opakowaniu.

 

***

A co, jeśli nie macie w stosie żadnej wełenki? Jest szansa ją zdobyć bardzo małym wysiłkiem 🙂

Konkurs LISEKO i WEŁNIASTE

Mam dla was wspaniały, nowy wzór otulacza Wełniaste o wdzięcznej nazwie Sunset. Jak go zdobyć?

No to już musicie zapoznać się z postem konkursowym na Facebooku:

otulacz wełniany wełniaste
Przejdź do fanpejdża liseko.pl

 

Dlaczego nie warto używać pieluszek wielorazowych?

nie warto używać pieluszek wielorazowych

nie warto używać pieluszek wielorazowych

O maaaatko. Jak mnie się nic nie chce. A już napewno prać i składać pieluch.
Wróóóć.

Kobito, ty pierzesz pampersy?

Taki i inne teksty można usłyszeć, gdy pieluchuje się wielorazowo i człowiek próbuje poinformować o tym świat; powiedzieć co jest czym, nie wyjść na ekoświrkę (w znaczeniu pejoratywnym) i nie być oskarżoną o żałowanie dziecku pieniędzy na „normalne pieluchy”. Bo czymże są normalnie pieluchy? Czy normą jest zakładanie dziecku na pupę tablicy Mendelejewa a potem kupowanie ton kremów na odparzenia, opisywanych w Internecie nako must have każdej wyprawki noworodkowej? (O szkodliwości pieluch jednorazowych juz pisałam, we wpisie Posmaruj pupędziecka chlorem. A potem Sudocremem)

Pół biedy, gdy ktoś spojrzy na nas z politowaniem i będzie sobie żył dalej, pieluchując dziecko jednorazowo, bynajmniej nie ekologicznym wariantem. Gorzej, jeżeli ktoś jest totalnie zamknięty na temat zdrowej alternatywy dla jednorazówek i powiela niebezpieczne mity na temat pieluszek wielorazowych. Na takich ludzi jestem uczulona i nie mam litości.

A jakie to mity i uprzedzenia na temat pieluszek wielorazowych napotkać? Oto pierwsza część mojego zestawienia:

Kupy w pralce, fuuuu!

 

Co dziś na pupie? 😅 u nas @mommy_mouse_diapers

Post udostępniony przez Eko Mama Eko Dziecka (@liseko.blog)


Ludzi obrzydza kupa. Gdyby tak nie było, nie tworzyli by coraz wymyślniejszych sedesów, które mają za zadanie ograniczyć nasz kontakt z fekaliami, choćby tylko wzrokowy. Jeśli kogoś może wzruszać kupa noworodka, to tylko jego rodziców; natomiast kupą starszaka nikt się nie wzruszy (choć zapewne nieraz przy przewijaniu pieluszki rodzice mieli łzy w oczach).

Ustalmy zatem kilka faktów o kupie w kontekście pieluszek wielorazowych:

  • kupa noworodka (te śmieszne żółte glutki o konsystencji jajecznicy) rozpuszcza się w wodzie; kto nie jest przekonany, niech sobie poeksperymentuje; kto jeszcze nie ma noworodka i nie wie nic o jego kupie, niechże czyta post Kupa na Dzień Matki
  • zatem pieluszkę z kupą noworodka możemy śmiało wrzucić do pralki. Ustawiamy najpierw taki wsad na płukanie, a potem na pranie zasadnicze.
  • kupa starszaka dużo łatwiej schodzi z pieluszki, dlatego można ją strzepnąć do toalety lub użyć specjalnego papierka do „łapania” kup – kupa zostaje na takim papierku, więc kiedy przebierasz dziecko wrzucasz go do toalety razem z zawartością (papierki są biodegradowalne)
  • resztki kupy nie ubrudzą pralki bardziej niż nadmiar proszku do prania, nasz złuszczony naskórek i inne zanieczyszczenia. Pralkę i tak należy regularnie czyścić aby uniknąć awarii i nie dopuścić do osadzania się złogów w częściach pralki (pomyślcie sobie, że takie złogi proszku mogą np. pleśnieć, brrr)

Ja na dziecku nie będę oszczędzać


Mit nr 2 – pieluchy wielorazowe to opcja dla rodziców, którzy żałują dziecku pieniędzy. Hehehe. Zacznijmy od tego, że pieluchowanie wielorazowe potrafi wciągnąć jak niejedno hobby i pieniądze, jakie niektóre młode mamy wydają na pieluszki nie z potrzeby, ale z fanaberii, bywają okrutnie duże. Kupując pieluszki można natrafić na perełki, tzw. mercedesy pieluchowe; niejedna mama tygodniami poluje na wzór pieluszki z ulubionym superbohaterem syna lub… męża 😀 Inne mamy specjalnie sprowadzają pieluszki ze Stanów Zjednoczonych. Można kupić pieluszki z biobawełny, wełniane, muślinowe… Użytkowników jednorazówek ogranicza moc absorbentu (te małe drobinki wewnątrz Pampersa), użytkowników wielorazówek – ich własna wyobraźnia.

Faktem jest, że standardowy, ekonomiczny sposób pieluchowania wielorazowego generuje oszczędności po roku użytkowania. Pieluszki wielorazowe wybierane są jednak w większości przez rodziców, którym leży na sercu zdrowie ich dzieci. Oszczędność często występuje „przy okazji” i te zaoszczędzone pieniądze nie idą na tanie wino 😀 ale na inne potrzebne dziecku rzeczy, na których nie warto oszczędzać: fotelik samochodowy, pierwsze buty.

Ale to drogie!


Phi. Tetra bawełniana nowa – ok. 2 zł/szt. Cztery otulacze noworodkowe wełniane z drugiej ręki – 200 zł. Zatem ok. 250 zł i mamy zestaw na początek. Oczywiście, dalej trzeba będzie ten zestaw rozszerzyć, zmienić, a więc i wydać pieniądze. Ale nikt mi nie wmówi że używanie pieluch jednorazowych wychodzi taniej. Często nie wliczamy w koszt pieluchowania jednorazówkami kremów i zasypek, paczek oddanych znajomym „bo dziecku odparza się w tych pupa i próbujemy kolejne”, czasu, który poświęcamy na regularne zakupy.

Oczywiście pieluszki wielorazowe to spory wydatek. Ponosimy jednak ten koszt tylko raz, możemy odzyskać część pieniędzy sprzedając kiedyś zestaw pieluchowy, no i inwestujemy w zdrowie naszych dzieci i w naszą Planetę. A do tego – przecież nikt nie wydziwia widząc ceny nowych wózków czy fotelików do auta, prawda?

Na pewno śmierdzi wam w łazience


Bakterie rozwijają się w moczu gdy nie ma dostępu powietrza, co wywołuje nieprzyjemny zapach. Zatem owszem, jeśli zamkniemy brudne pieluchy we wiaderku to będzie śmierdzieć. Ale:

  • wiaderko może być szczelne, więc smrodek uniesie się tylko przy otwarciu
  • można kupić kosz z dziurkami zamiast wiaderka (i tak robię ja); zapewnia to dopływ powietrza do pieluch i niweluje zapachy

Dodatkowo – każda mama pieluchująca wielorazowo przyzna, że jeśli tylko zdarzyło jej się użyć pampersa (nawet eko pieluchy jednorazowej) i zmieniać osikanego „pampa”, to smród był nie do zniesienia. Rodzice pieluchujący jednorazowo są przekonani, że to mocz dziecka tak śmierdzi, tymczasem smród pieluchy to tak naprawdę reakcja chemii z absorbentu w kontakcie z moczem. Te zużyte jednorazówki rodzice trzymają w koszu i wynoszą 1-2 razy dziennie… Zapach jest powalający a producenci szczelnych, specjalnych koszy na pieluchy jednorazowe (kompletnie nieekologiczne ze względu na specjalne wymienne wkłady) zacierają ręce.

Gdzie to suszyć w mieście?


Wypowiem się jako osoba nie mająca suszarki bębnowej (mając ją absolutnie nie widziałabym żadnego powodu do narzekania na pranie) – bywa kłopotliwie w newralgicznych okresach. Zazwyczaj jednak suszarka wolnostojąca plus grzejnik dają radę. Poza sezonem grzewczym suszymy na balkonie (słońce to dodatkowy atut – promienie UV wybielają kłopotliwe plamy).

I to nie tak że pralka chodzi non stop a suszarka nigdy nie jest złożona – piorę pieluszki z ubraniami dziecka; suszę od poniedziałku do piątku, na weekendy staram się aby suszarka była złożona i tak planuję pranie. Oczywiście nie piorę tylko pieluch ale też nasze ubrania 🙂

Dobre patenty na suszenie w mieszkaniu to grzejnik żeberkowy w łazience (na grzejniku suszymy tylko wkłady!) i specjalne mini-wieszaki, np. Ośmiornica z Ikea.

===

To koniec pierwszej części mojego zestawienia 🙂 W kolejnej następne argumenty: ale ma wielką pupę, czy jemu w tym wygodnie, dziecko się męczy, to skomplikowane, dlaczego trzymasz go w sikach, to takie nienowoczesne…

Oczekujcie 🙂 A jeśli nie możesz się już doczekać, przeczytaj koniecznie wpis 32 pytania o pieluchy wielorazowe.

Paaa

Dlaczego ciągle nie jesteś eko? 4 główne powody

dlaczego ciągle nie jesteś eko

dlaczego ciągle nie jesteś eko

„To ja od jutra jem tylko Eko żywność.” „Nie będę używać domestosa i cifu.” „Okna na Święta umyje tylko wodą z octem.” „Przestanę kupować tanią odzież z sieciowek i Chińskie bibeloty”. „Będę sortować śmieci, kompostownik będzie na balkonie i raz w tygodniu oddam makulaturę do skupu.” „Koniec z kupowaniem w plastikowych opakowaniach.”

Postanowienia. Zmiany. Dobre chęci. Jest power – kupujesz litr octu, kwasek i sodę. Idziesz na wielkie zakupy, omijasz szerokim łukiem standardowe półki w markecie i bierzesz wszystko co ma ektykiete bio i eco. Drukujesz tysiąc przepisów na kosmetyki homemade i znasz na pamięć wszystkie adresy Eko blogów.

Ale zanim się obejrzysz – wszystko wraca do normy. Bo akurat szybciej było w markecie, bo ekosklep za daleko, bo nie wyprałeś wielorazowych pieluch i trzeba coś na pupę dziecku założyć. Bo masz ochotę na jajecznicę a są tylko jajka „dwójki”. Bo wszyscy w końcu tak robią i jakoś żyją.

Myślisz, że to prawdziwe powody, dla których twoje zmiany nigdy nie zostają u ciebie na stałe? A może to tylko wymówki?

Dlaczego ciągle nie jesteś eko? – poznaj 4 główne powody!

1. Nie planujesz z wyprzedzeniem

Wiadomo – jak nie ma dobrego planu, to trzeba rzeźbić, kombinować. Sama nieraz się na to nadziałam. Bo dużo prościej jest przecież kiedy masz ciężki dzień kupić gotowy obiad w styropianowym pudełku. Ale czy powodem jest na pewno ciężki dzień? A może to, że nadal nie masz planu posiłków na cały tydzień, a twoja lodówka świeci pustkami?

Planowanie posiłków to nie tylko wygoda, ale też większe panowanie nad tym, co kupujesz, ile tego zużywasz i zmniejszenie ilości jedzenia, które się marnuje. Trudno przecież zapomnieć o jakiejś samotnej marchewce, jeśli była kupiona z konkretnym przeznaczeniem, prawda?

To samo tyczy się większych projektów, jak np. budowa domu. Odzyskiwanie szarej wody czy system pozyskiwania energii odnawialnej to sprawy, które trzeba mieć na uwadze już na etapie marzeń i wstępnych planów.

Wracając do spraw bardziej przyziemnych – sprzątanie. Oczywiście, że nie będzie ci się chciało sprzątać łazienki, jeśli musisz zacząć porządki od wyprodukowania pasty z sody oczyszczonej, a zamiast pachnącego cytryną własnej roboty środka do dezynfekcji WC masz butlę śmierdzącego octu. Dołóżmy jeszcze do tego fakt, że masz na posprzątanie 15 minut. Kto by nie wolał polać domestosem i spuścić wody?

Planowanie to podstawa. Nie ma zmiłuj. Ograniczenie odpadów musi zacząć się od planowania zakupów i pomyślenia wcześniej o tym, co będzie potrzebne. Ograniczenie szkodliwej chemii musi być poprzedzone przygotowaniem naturalnych środków zawczasu. Ograniczenie spalin samochodowych musi być poprzedzone racjonalnym zaplanowaniem trasy.
R



2. Nie zrobiłeś miejsca na nowe

Chciałbyś mieć szafę kapsułową, ale ogrom twoich ubrań wychodzi z szafy niczym zionący smok i zachęca co najwyżej do szybkiego jej zamknięcia. Materiałowa torba na zakupy – fajna sprawa, ale przecież nawet nie ma gdzie jej powiesić w twoim przedpokoju. Kosze do segregacji śmieci już dawno się pomieszały, jeden to w ogóle się zepsuł, makulatura wywala się spod stołu w dziecięcym pokoju, ciągle kupujesz nowe gąbki do zmywania, nowe kosmetyki…

Gdzie masz pomieścić to całe eko?

Tak długo jak nie oczyścisz przestrzeni, nie będziesz mógł żyć ekologicznie. Zwyczajnie zabraknie ci pustej przestrzeni, w które mógłbyś wpuścić swoje nowe zwyczaje i pomysły. Do zagraconego umysłu, tak, jak do zagraconej przestrzeni domu, już nic się nie zmieści.

Nie karzę ci wyrzucać rzeczy. Możesz dać im nowe życie; możesz oddać je komuś innemu (np. za pośrednictwem naszej aktywnej grupy Żyjemy Eko, do której serdecznie cię zapraszam) albo zutylizować, albo podziałać recyklingowo, jak Julia z tego bloga, Gwarantuję ci, że minimalizm działa bardzo proekologicznie.



3. Zgubiłeś z oczu cel

Wszystko jedno w tym momencie, czy twoim celem jest zdrowa, naturalna rodzina, czy dbanie o Matkę Ziemię, czy przyczynienie się do poprawy jakości życia zwierząt. Tak długo, jak masz na tapecie swój cel, tak długo masz motywację do działania. Niestety, człowiek jest leniwym stworzeniem i nieraz to lenistwo prowadzi do usprawiedliwiania się a ono z kolei do odejścia od wartości, które w życiu wyznajemy.

Pisałam o tym we wpisie Nie tylko my jesteśmy biedni – nasze złe, nieekologiczne a nawet czasem nieetyczne wybory często wynikają ze złej piramidy wartości – cena ma większe znaczenie niż drugi człowiek, niekonsekwencja w wyborach to nasze drugie imię. Na szczęście większość osób, które decydują się wejść na „ekościeżkę”, w momencie zawahania wymaga tylko niewielkiej korekty kierunku.



4. Nie wyrobiłeś nawyku

Czy wiesz, że aby coś „weszło nam w krew”, potrzeba 21 dni? Potrzeba też nieraz mocno się nagłówkować, aby zmienić swoje dotychczasowe nawyki na lepsze. Umysł ludzki to skomplikowane urządzenie, człowiek też jest z natury wygodny i nie jest łatwo samego siebie nakłonić do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. Nie ma co liczyć na to, że to się zrobi samo. Użyj sztuczek! Możesz odhaczać każdego dnia raz wykonaną czynność (np. wzięcie ze sobą torby materiałowej na zakupy) albo nagradzać się za dobrze wykonane ekozadanie. Ogranicza cię tylko własna wyobraźnia 🙂


Czy te podpunkty brzmią znajomo? Jeśli tak, nie martw się – mam dla ciebie wspaniałą propozycję! Dołącz natychmiast do Ekowyzwania – uporządkuj dom i zrób miejsce na nowe! Nie zostawię cię samego z twoją bidą 🙂 Będziemy zajmować się tym wszystkim, o czym piszę w tym poście. Będą też gratisy do pobrania – mini planner w dwóch wersjach, harmonogram i etykiety motywacyjne – wszystko do uzupełnienia wg własnych potrzeb 🙂 Startujemy już w tę środę, 5 kwietnia 2017. Klikaj i zapisz się!:

ekowyzwanie
Tak, zapisuję się! – kliknij w baner

5 tricków jak żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

Każdego to czasem dopada. A już zwłaszcza samozwańcze internetowe guru, chociaż wam o tym nie powie. OK, czasem powie, ale to za moment.

Doradzam innym, jak żyć zdrowo. Zachęcam do zmian. Pokazuję na sobie, że się da i że efekty są naprawdę fajne (ostatnio mi się schudło i nawet kupiłam mniejsze spodnie pierwszy raz od 7-8 lat, pryszczole sobie poszły, energii mam więcej chociaż Lisek budzi się pierdyliard razy w nocy). Ja stosuję paleo, ktośtam inny, jak np. Pepsi Eliot, poleci wam witarianizm, Zięba poleci wam dużo witaminy C. I każdy będzie miał rację. I każdy powie dobrze.

Ale mało który ekspert internetowy od tego, jak macie żyć i jeść (nazwijmy rzeczy po imieniu, czytasz mnie i próbujesz moje rady wcielać w życie, więc uważasz mnie za eksperta, prawda?) powie ci, że czasem ma dosyć. Że czasem już go szlag trafia, więc ucieka do Trójmiasta, obżera się jak szalony słodyczami, croissantami, pizzą, niezdrowym, szybkim żarciem i niezdrowym, slow żarciem. Tak, o mnie mowa.

 


Tak nam było dobrze. Zjedliśmy tyle ciastek, że nie mogliśmy się dotoczyć do Gdańska Wrzeszcza na pociąg do centrum. Było bosko. Nie żałuję.

Żałuję natomiast, że nie potrafię dojść do siebie po tym wszystkim. Niby wracam do zdrowego żywienia, ale po taaakim zepsuciu obyczajów moje zasady paleo jakoś mniej mnie się pilnują. Jakby wszystko się rozłaziło i szło swoimi drogami.. Tu smoothie z owoców, tam sernik „na pocieszenie”. Tu zdrowy obiad, tam pizza, bo „znowu w życiu mi nie wyszło”.

Moje rozchwianie przypłaciłam grypą jelitową (osłabiona odporność po końskiej dawce śmieciowego jedzenia), efektem jojo, złym samopoczuciem, bólem głowy, zepsutym stanem cery.

Nie polecam.

Zaczęłam natomiast myśleć, jak wrócić do równowagi, bo przecież chcę zdrowo i paleo, i smakowicie, i żeby dawać ciału dobre paliwo. Oto, co mi z tego wyszło:

1. Oczyść organizm

Ciało po szalonym rollercoasterze wydarzeń, wpadek i junk food potrzebuje resetu. Ja nasze oczyszczenie opisałam w poście #RESET – oczyszczanie organizmu . Mikstury Słoneckiego już nie stosuję, bo to szarlatan i bioenergoterapeuta, a ja na bioenergoterapię mam takie poglądy jakie mam, więc nie polecam. Jak zatem się oczyścić?

Codziennie rano wypij wodę z sokiem z cytryny. I już. Do tego możesz włączyć napar z czystka, o którym dużo informacji znajdziesz np. w Akademii Witalności. Nie przesadzaj z oczyszczeniem. Organizm, kiedy zamienisz złe jedzenie ponownie na wartościowe i odżywcze, sam dokona oczyszczenia.

2. Znajdź zastępniki

Miewasz ochotę na słodkie? Opracuj własne przepisy na zdrowe słodycze lub zbierz w jednym miejscu fajne receptury. Może zainspiruje cię Liskowy Instagram?

 

Jeszcze przed piecykowaniem. Kto chce przepis – musi zgadnąć, co jest jego bazą 😀 Do dzieła! ❗❗❗

Post udostępniony przez Monika Grzegorzewska (@liseko.blog)

Zachomikuj też w kuchennych szafkach przekąski: daktyle, morele, śliwki suszone, orzechy.

3. Planuj posiłki

Z tym mam zawsze największy problem, bo jestem typem spontanicznym. Ale przyznaję – gdy planuję, co będziemy jeść w danym tygodniu (nie tylko obiady, proszę państwa, o nie! śniadania i kolacje też), potem robimy zakupy według listy, to, prócz zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia, udaje się zmniejszych ilość „wpadek” w okresie przejściowym między niezdrowym trybem życia a życiem pełnym witalności 🙂 Warto zatem raz w tygodniu usiąść, pomyśleć, przygotować przepisy.

4. Uzdrów swoje relacje z jedzeniem

Bardzo mądrze pisała o tym moja ulubiona blogerka kulinarna, Katarzyna Karus:

Bywa i tak, że postrzegamy swoją dietę (…) jak nie lada wyzwanie, coś praktycznie niewykonalnego, kompletną rewolucję, której przeprowadzenie może dorównać trudnością wyprawie na K2. Takie podejście powoduje, że sami utrudniamy sobie zadanie. Budujemy napięcie, nakręcamy się w negatywnych emocjach. W efekcie padamy przy pierwszym lepszym starciu bo tego napięcia nie wytrzymujemy.

(…)

Nasz umysł być może jest skomplikowany a nasza psychika nie do końca zbadana ale jeśli chodzi o tak podstawowe aspekty życia jak jedzenie i nagradzanie to jesteśmy skonstruowani dość prosto. Jeśli każdą okazję do świętowania powiążemy z jadalną nagrodą to szybko się okaże, że będzie to jeden z niewielu bodźców, które będą w stanie nas wprowadzić w dobry nastrój.

(…)

Emocjonalna więź z jedzeniem może być utrwalana również w zupełnie przeciwnych okolicznościach. Kiedy po ciężkim dniu w pracy (co gorsza głodni) po drodze do domu wpadamy do sklepu, kiedy staraliśmy się o coś co nam się nie udało, kiedy spadły na nas wiadomości z którymi nie mogliśmy sobie poradzić. Wszystkie negatywne emocje sprawiają, że czujemy nieodpartą chęć osłodzenia sobie życia. I znów jedzenie staje się jedynym pozytywnym bodźcem. Kiedy utrwalimy sobie taką reakcję będziemy chcieli do tego bodźca wracać i w końcu możemy się zapętlić.

Mogę się podpisać pod każdą z tych diagnoz. Jedzenie dla wielu z nas (w tym także dla mnie) staje się nagrodą/nagrodą pocieszenia/polem walki. I po co?

No dobra, a jak sobie z tym poradzić? Znów – znajdź zastępnik. Negatywne emocje można zwalczać nie tylko tabliczką czekolady. Medytacja, wysiłek fizyczny, książka, dobra rozrywka, modlitwa, zajęcie się swoim hobby. To pierwsze kroki do uzdrowienia relacji z jedzeniem.

5. To, co robisz, rób dla siebie

Jeśli naszą motywacją są inni ludzie (mąż, dzieci, przyjaciółka), początkowo myślimy że to świetne rozwiązanie, bo przecież ustawiając motywację na zewnątrz, mamy kogoś, kto będzie nas „pilnował” i przed kim odpowiadamy. Nic bardziej mylnego. Bo przecież wystarczy, że ta nasza ważna osoba nagle zrezygnuje, potknie się, albo pociągnie nas za sobą za mocno i zrezygnuje ze zmian. I co, mamy pobiec za nią? A jakie jest wyjście, skoro jedynym powodem i motorem zmian był inny człowiek?

To, co robisz, rób dla siebie. To twoje życie, twoje zdrowie, twoje ciało. Oczywiście, ciężko jest żyć po swojemu, gdy otoczenie żyje inaczej; zwłaszcza, gdy ma się wspólny dom, kuchnię, lodówkę, je się razem posiłki. Ale da się. Jest to trudne, ale pokonanie tej przeszkody nie jest niemożliwe i czyni nasze postanowienie jeszcze silniejszym

..

Wpadłam w dołek jedzeniowy. Niepotrzebne to było, głupie, złe. Plan, który wam przedstawiłam, napisałam także dla siebie. Pora wyjść z dołka. Pora się ogarnąć.

A dla ciebie mam specjalną ofertę: mogę zostać twoim osobistym motywatorem. Podsuwać ci pomysły na zmianę na lepsze. Regularnie dawać ci kopa do działania. Rozbawiać z rana i pomagać z podsumowaniem na koniec miesiąca.

Jak możesz to wszystko dostać?

Zapisz się już dziś na Pozytywny Newsletter – Żyję eko z Liseko! Znajdziesz w nim podpowiedzi, jak zmieniać życie na naturalne w małych krokach, jak się motywować, jak otaczać się pozytywnymi myślami.

Nie spamuję i nie przynudzam, to drugie już od dawna wiesz 🙂

Zatem daj się zmotywować i już teraz zostaw mi namiar na siebie!

Kliknij w obrazek, aby się zapisać!
Kliknij w obrazek, aby się zapisać!

 

 

32 pytania o pieluchy wielorazowe

32 pytania o pieluszki wielorazowe
32 pytania o pieluszki wielorazowe
Aleskander i jego cudowny zestaw pieluszek, fot. Michalina Otręba

Uwielbiam się udzielać na forach. Pisać o pieluchach. Doradzać, zwłaszcza młodym ciężarnym. Czemu? Bo chwilę temu sama byłam młodą ciężarną, która bardzo chciała wszystko, ale bardzo nie wiedziała nic. Internet był jak gąszcz i dżungla, młodych mam wokół jak na lekarstwo. I bidna, okrągła jak piłka ja. (Podobno okrągły brzuch zwiastuje dziewczynkę, owalny – chłopca. Przydatna wiedza zwłaszcza dla osób przeciwnych badaniom USG w ciąży).

No więc uwielbiam pisać i tłumaczyć, odpowiadać na wiadomości, po kolei rozwiewać kolejne wątpliwostki. Kocham pomaganie w kompletowaniu „stosu” pieluchowego, a potem wspólne rozważanie, co się sprawdziło, a co było niewypałem.

Niestety, wracam powoli do przedliskowego stanu „jestem super-hiper-nadaktywna, łapię się pięciuset rzeczy na raz i wszystko chcę zrobić, bo życie jest krótkie i trzeba je wycisnąć na maksa”. Dlatego kiedy po raz kolejny napisałam pod czyjąś prośbą o pomoc: „pisz na priv, pomogę”, a w wiadomości dostałam pięknie przygotowany plik .odt z 32(!) pytaniami dotyczącymi pieluchowania, uznałam, że chyba pora napisać jeden, porządny elaborat, co by mieć do czego odsyłać zainteresowanych. Zwłaszcza, że podobno mój wpis Pieluchowanie wielorazowe noworodka, prócz przekazywania wiedzy, budzi w czytelnikach kolejne pytania 😀

Przed wami zatem maraton pytań: tych, które chcielibyście zadać, które zadaliście, ale nie znacie nadal odpowiedzi, a nawet tych, które nie przyszły wam do głowy. Startujemy!

32 pytania o pieluszki wielorazowe
Pieluszka na małym Antosiu, fot. Marta Gayczak

1. Jestem leniem. Przeraża mnie, o ile nie pranie, to lanolinowanie i utłuszczanie się wkładów. Jak często – mniej więcej – wychodzi ta „dodatkowa opcja”. Szczególnie obawiam się tych „tłustych wkładów”.

Po kolei – pierzemy w 60 st lub 40 st z odkażaczem. Unikamy zatłuszczenia się pieluszek, bo wtedy siku się nie wchłania tylko spływa jak po folii 🙂 Aby nie zatłuścić:

  1. Nie używamy proszku z mydłem w składzie ani płynów do płukania
  2. Nie używamy na pupę kremów z tłuszczem, chyba że oleju kokosowego, który rozpuszcza się w wodzie.

Raz na jakiś czas jednak wkłady się zatłuszczą. Aby przywrócić je do dawnego, chłonnego stanu, trzeba namoczyć je na noc w wodzie z płynem do naczyń, a następnie dokładnie wypłukać (ręcznie). Można też namoczyć je w occie.

Z mojego doświadczenia wynika, że tetra jest raczej obojętna na tłuste kremy w rozsądnych ilościach (u mnie na linomag i bepanthen).

Lanolinowanie dotyczy tylko wełny, tzn. otulaczy i gaci wełnianych, o których pisałam we wpisie Dlaczego nie piorę dziecku gaci. Lanolinuje się aby wełna zachowała właściwości antybakteryjne i nie przepuszczała wilgoci, czyli chroniła ubranko przed zasiusianiem. Jak często? Wtedy, gdy jest to konieczne. Ja używam otulaczy wełnianych od 9 miesięcy i jeszcze ani razu ich nie lanolinowałam, bo nadal nie przeciekają.

2. Co ile pierzecie wkłady i wszystko inne?

Min. co 2 dni. Dłużej nie ma sensu ich trzymać, bo, w zależności od sposobu przechowywania, mogą zatęchnąć, zapleśnieć lub wonieć sikiem tak, że nie będzie szło wytrzymać. Nie chcesz przecież, aby zalęgła się w nich jakaś nowa cywilizacja, prawda?

32 pytania o pieluszki wieolorazowe
Maja w wielorazowej pieluszce, fot. Magda Mazur

3. Czy za każdym razem trzeba zmieniać wkład + coś z nim czy wystarczy wymieniać otulacze?

Wszystko to „coś z nim”, „wkład”, „otulacze”, „za każdym razem”, zależy od systemu zakupionych pieluch. Najprostszy system to otulacz+wkład chłonny. Jeśli właśnie tak pieluchujesz, wymieniasz wkład przy każdej zmianie pieluszki, a otulacz kiedy się zabrudzi lub po całym dniu użytkowania.

4. Mam suszarkę kondensacyjną – bębnową – głównie w niej wszystko suszę. Które pieluchy mogę suszyć w suszarce a których nie?

W suszarce bębnowej nie suszymy pieluch, które mają w sobie materiał PUL, a także wełny.

5. Ile schną pieluchy?

Najszybciej schną otulacze (sam materiał PUL), kieszonki (PUL+polar), wkłady syntetyczne (mikrofibra), tetra, bo można ją rozłożyć na suszarce. Dłużej wszystko, co jest tkaniną naturalną (bawełna, wełna, bambus, konopie). Im pielucha ma więcej warstw i elementów, których nie da się rozdzielić (formowanka, AIO, prefold), tym dłużej schnie. Liczby zależą od warunków – latem na słońcu wkład będzie schnął moment, zimą na zatłoczonej suszarce nawet cały dzień.

6. Wielopielo w szpitalu przy porodzie, używałaś? Ile trzeba zabrać?

Nie używałam, ale niepotrzebnie się bałam. Noworodek w pierwszej dobie mało siusia i kupka. Na dwie doby w szpitalu weź dwa otulacze i ok. 8 zmian wkładów. Zawsze można coś dowieźć.

7. Czy nie lepiej przy noworodku – tak do 3 msc używać jednorazówek a później przejsc na wielo, kiedy unormuje się dziecku trwienie i kupki będą o stałych porach?

Nie i widzę conajmniej trzy powody:

  1. Jednorazówki to chemia, a przecież noworodek szczególnie powinien być chroniony, bo jego organizm to tabula rasa. Co można znaleźć w pieluszkach jednorazowych? Przeczytaj w moim wpisie Posmaruj pupę dziecka chlorem.
  2. Jednorazówki odparzają, bo mało oddychają. Zapytaj znajomych rodziców – zanim znajdzie się ma rynku pieluchy, na które pupa dobrze reaguje, mija wiele czasu i płynie wiele łez nad zbolałą, czerwoną pupką. O naszych doświadczeniach w tym temacie przeczytasz w tekście Tyłek pawiana i co z nim zrobić.
  3. To nieekonomiczne. Nawet kupując zestaw noworodkowy zamiast tzw. One Size (czyli pieluch regulowanych, które zazwyczaj na noworodka są za duże), no więc nawet zestaw noworodkowy kupić i odsprzedać będzie bardziej opłacalne niż kupować tony pampersów i wyrzucać pieniądze do kosza.

8. Gatki, longi – warto? Dlaczego? Czy da się pieluchować bez tych wełnianych „cudów” – lanolinowanie mnie przeraża;/

Lanolinowanie to nic strasznego, ale oczywiście że można pieluchować bez wełny.

A dlaczego warto z? Prócz jej wspaniałych właściwości (Mój wpis!), wełna doskonale izoluje wilgoć u nawet wielkich sikaczy, jest bardziej pancerna niż materiał PUL, jest naturalna a nie syntetyczna. Dodatkowo zmniejszamy ilość warstw na pupie – np. używając tetry i otulacza nakładamy na to jeszcze spodnie, a można otulacz i spodnie zastąpić jednym – longami wełnianymi.

9. Jak zmniejszyć koszty wkładów? Słyszałam o produktach z Ikei? To się sprawdza? Dzieci nie mają od tego uczuleń?

Ręczniczki z Ikei mogą zastąpić wkład u noworodka, który mało siusia i robi małe a częste kupki. Nie jest to jednak zmniejszenie ceny, bo taki noworodek równie dobrze może mieć na pupie tetrę, która ma podobną cenę a dłużej posłuży.

Ręczniczki z Ikei to zwykła frota.

10. Wyjazdy kilkudniowe? Zabierasz wielo czy wtedy używacie jednorazówek?

Jeśli jednorazówki, to ekologiczne, np. Naty z Rossmana.

Ja do tej pory brałam wielorazówki, bo miałam dostęp do pralki. Można nabrać tetry i prać ręcznie. Można przepłukiwać, suszyć i zabrać do domu, a w domu dopiero wyprać. Można kupić jednorazowe, biodegradowalne wkłady i wrzucać je do wielorazowego otulacza.

Można też mieć lenia, ale nie ryzykowałabym przechodzenia na jednorazówki na wyjazd. Moje dziecko na bank byłoby odparzone i ze spokojnego odpoczynku nici.

11. Czy trzeba przebierać dziecko za każdym razem jak zrobi siusiu?

Zależy jak ty chcesz i jak dziecko chce. I jakie masz pieluchy. Dziecko może:

  1. Nie lubić mokro
  2. Być obojętne na uczucie wilgoci

Pieluszki mogą:

  1. Dawać uczucie suchości (od pupy polar lub welur syntetyczny)
  2. Dawać uczucie wilgoci (każdy materiał naturalny)

Ty możesz:

  1. Przebierać zawsze gdy widzisz, że dziecko ma mokro, aby miało jak najmniejszy kontakt z moczem
  2. Przebierać o stałych porach lub w innym systemie, wg potrzeb

Każda z tych postaw jest OK jeśli szanuje potrzeby twoje i dziecka.

12. Jeżeli za każdym razem przebierać to ile mieć wkładów na jeden dzień użytkowania?

Jeśli mówimy o noworodku, to mnie szło 15-20 szt tetry na dobę, licząc tylko te zakupkane i zasiusiane. Zmieniałam za każdym razem gdy było siusiu lub kupka.

Starsze dzieci zużywają odpowiednio mniej pieluch.

13. Jak to jest w nocy? Ile razy w ciągu nocy przebierasz? A może jednorazówki?

Pieluszki wielo są w stanie całodobowo się sprawdzać. Można przebierać dziecko w nocy lub uznać, że noc jest od spania i zadbać o uczucie suchości i odpowienio chłonną pieluchę, która przyjmie całe nocne siusiu. Ponieważ jednak noworodek w nocy często budzi się na karmienie, wiele mam właśnie wtedy zmienia pieluszkę.

14. Składanie, układanie, trzymanie porządku z wielo? Czy przy małym dziecku masz jeszcze ochotę na dodatkową „atrakcje”?

Ja przy noworodku miałam ogromną pomoc męża i mamy. Warto zaznaczyć, że noworodek i tak wywraca życie do góry nogami (zwłaszcza bezdzietnym) i dotychczasowy porządek będzie zburzony. Nie uważam, żeby dbanie o pieluszki było bardziej uciążliwe niż bycie całodobowo otwartą mleczarnią (żeby nie było – bardzo popieram karmienie piersią!) czy cowieczorne usypianie, nieraz bardzo trudne.

Im dziecko starsze tym robienie prania, wieszanie, składanie, układanie staje się przyjemniejsze.

32 pytania o pieluchy wielorazowe
Florek i jego pieluszki, fot. Magdalena

15. Czy kupa nie odbarwia wkładów?

Noworodkowa raczej nie, powiem więcej – rozpuszcza się w wodzie, więc zakupkany wkład można wepchnąć prosto do pralki. Kupa starszych dzieci barwi. Pomagają promienie słoneczne, mydeło galasowe, spray z mydłokrzewu. Odbarwienia nie przeszkadzają w skutecznym pieluchowaniu.

16. Praca, Dom, Zakupy, mąż, dzieci – masz jeszcze czas i ochotę na pieluchy?

To jeden z elementów życia i opieki nad dzieckiem.

17. Żłobek, przedszkole… W dalszej perspektywie – ile pieluch potrzebuje dziecko przebywając tam np. 8h dziennie? Nie zapominacie codziennej dostawie? Chętnie pieluchują?

Chęci zależą od kadry pracowniczej i dobrej woli. Nie ma obiektywnych przeszkód w używaniu pieluch wielorazowych także tam. Rodzice dzieci starszych wiedzą już dobrze ile pieluch się przyda 🙂

18. Mimo, że każdy lubi co innego – jakich marek używasz, które polecasz?

Polskie marki szyjące w kraju. Lubię naturalne materiały, zwłaszcza wełnę.

19. Jaki rodzaj (otulacze, wełniaki, sio) przemówił do Ciebie najbardziej? I dlaczego?

Dla każdego coś innego jest najlepsze. Ba! Dla jednego dziecka na różnych etapach rozwoju najbardziej „przemawiają” różne systemy. Obecnie, kiedy Lisek raczkuje jak szalona i ucieka przy zmianie pieluchy, marzy mi się stos pełen kieszonek zapinanych na rzepy 🙂

20. Chinki? Jest sens wydawać na to kasę? I jak się sprawdzają?

Chinki” to otulacze made in China. Pomijając aspekt etyki konsumenckiej (czytaj mój wpis Nie tylko my jesteśmy biedni), chinki to średniej jakości, spore rozmiarowo pieluchy. Mam kilka z drugiej ręki i jestem średnio zadowolona.

21. Które wkłady wg Ciebie są najbardziej chłonne?

Uszyte z tkanin naturalnych i mające możliwość różnorodnego złożenia w zależności od potrzeb. Co ważne, nie warto kupować wkładu chłonniejszego niż jest potrzeba – dodatkowa chłonność to dodatkowe cm grubości.

22. Pieluchy używane. Czy odkupowanie pieluch jest higieniczne? Czy to ma sens?

Ma to sens ze względu na:

  1. Portfel
  2. Ekologię
  3. Dbałość o portfele innych mam 🙂

Nie ma w tym nic niehigienicznego. Oczywiście trzeba mieć pewną dozę zaufania do osoby, od której się kupuje pieluchy, a także poprosić o dokładne zdjęcia i opisy ew. mankamentów.

23. Nappy Fresh dodaje się do każdego prania? UŻywa się jakiś specjalnych proszków do prania pieluch? Co jeszcze należałoby kupić żeby zachować pieluchy jak najdłużej w dobrym stanie?

Nappy Fresh to odkażacz. Jeśli pierzemy pieluchy w 40st to tak, dodajemy go do każdego prania. O praniu pisałam na początku; utrzymanie pieluch w dobrym stanie to też dbanie o to, aby nie były zatłuszczone i aby nie tworzyły się w nich złogi, czego można uniknąć piorąc wkłady raz na jakiś czas w wysokiej temperaturze 90 st.

Nie należy do prania pieluch używać proszku z wysoką zawartością mydła, nie wlewamy płynu do płukania. Proszki polecane to m. in. Lovela, Domol Sensitive. Domowe proszki lubią niszczyć pieluchy ze wzgl. na boraks w składzie.

32 pytania o pieluszki wielorazowe
Róża w pięknej pieluszce wielorazowej

24. Czy te chusteczki-ściereczki na kupę coś dają? Którą firmę możesz polecić?

Przy noworodku głównie oblepiają pupę kupą i są jedną z przyczyn odparzeń. Przy większym dziecku – hmm… Wyobraź sobie dwie sytuacje: w pierwszej zeskrobujesz przetrawione resztki śniadania twojego dziecka z pieluchy, potem zapierasz, potem chowasz do kosza z praniem. W drugiej – wyjmujesz biodegradowalny papierek z pieluchy i wrzucasz do sedesu a pieluszkę do prania. Zatem wiesz już, że dają, bo ułatwiają stosowanie pieluch, o ile dziecko robi stałe kupki o mniej więcej stałych porach i nie jest to często.

Firm nie polecę bo nie używam. Stosuję i polecam za to NHN, który likwiduje problem kupek na pieluszce (poczytaj o tym we wpisie Sikaj razem z dzieckiem).

25. Twoim zdaniem – na początek – ile czego kupić, być móc funkcjonować co najmniej 2 dni?

Ustal kilka faktów:

  1. Jaki system pieluszkowy ci odpowiada
  2. Co ile będzie trzeba zmieniać pieluszkę (jak dużo i często dziecko siusia i kupka plus co ile max ty chcesz zmieniać)
  3. Czy w nocy zmieniasz czy nie
  4. Dodaj kilka gotowych pieluszek w razie czego
  5. Pomnóż razy cztery

Wyjdzie ci zapas, który wystarczy na 2 dni pieluchowania plus pranie plus dwa dni oczekiwania, aż pranie wyschnie. Plus kilka pieluch w zapasie. Brzmi ogólnikowo ale, jak już wynika z podpunktów, nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi, ponieważ każde dziecko jest inne.

26. Jeżeli pieluchujesz od 1 dnia czy pamiętasz ile wyniosła Cię wyprawka?(mniej więcej)

Nie. Natomiast wiem, że można kupić ekonomiczną, używaną wyprawkę za 400 zł, oraz wypasioną za kilka tysięcy. Wiem też, że „mam x pieluch” nie zawsze oznacza „moje dziecko potrzebuje x pieluch” 🙂 Jest taki rodzaj matki, który nazywa się Pieluchoświrka i ona zawsze ci powie, że dziecku przydałaby się nowa pielucha!

Fajne wyliczenie prezentuje niedziałający już niestety blog Wolnym Być, pod tym linkiem.

27. Jak często trzeba zmieniać wkłady, otulacze, formowanki na większe? To się opłaca w porównaniu z jednorazówkami?

Zacznę od końca – absolutnie się opłaca i link w poprzednim podpunkcie bardzo ładnie to pokazuje.

Tak naprawdę jeśli chodzi o rozmiar, to zmiana może być jedna – warto kupić rozmiar noworodkowy a potem zamienić na One Size, czyli z regulacją do końca okresu pieluchowania. Częstsza może być potrzeba zmiany chłonności, bo dziecko na różnych etapach rozwoju potrzebuje innych wkładów, choć nie zawsze. Nadal jednak jest to bardziej ekonomiczne, zwłaszcza jeśli niepotrzebne już pieluszki odsprzedamy, z czym nie ma żadnego probemu, lub przechowamy dla kolejnego dziecka.

28. Czy naprawdę przez ten worek nic nie czuć?:D (ten na pieluchy?)

Nie wiem. Ja trzymam pieluchy w koszu z dziurkami firmy Curver, nieraz dużo dłużej niż przepisowe dwa dni. I nie, nie czuć.

29. Czy w lecie dzieciom nie jest za gorąco w tym stosie wkładów? 😉

Lato ma swoje prawa. Ciężko wymagać przy 40st upale (takie pamiętam z czasu, gdy Lisek była noworodkiem), że dziecko będzie miało chłodną pupkę. Ale załóż na swoją pupę w taki upał pampers dla dorosłych. Działa na wyobraźnię?

Na upał najlepiej wybierać materiały naturalne – bambus, len, tetrę, wełnę. A najlepiej na golaska.

30. 3 największe zalety dla Ciebie z wielopieluchowania?

Niski koszt, brak szkodliwej chemii, estetyka.

31. 3 największe wady pieluch wielorazowych?

Niejedną matkę wciągają bez reszty, nadal nie wymyślono magicznej pieluchy odpornej na barwnik z „dwójek” i czasem trzeba wybielać, są tak piękne a trzeba na nie założyć ubranko.

32 pytania o pieluchy wielorazowe
Pieluszka na małym Antosiu, fot. Marta Gayczak

32. A może jesteś z Warszawy i możesz zaprosić mnie do siebie, albo wpaść do mnie z zestawem pieluszek i mi pokazać „na żywo” 🙂 Przepraszam, za wpraszanie się ;D

Jestem spod Łodzi i chętnie doradzam, jak dobrać pieluszki. Jeśli obok ciebie nie ma żadnej „wielomamy”, poszukaj spotkań i warsztatów, takich, jak te, w których ostatnio uczestniczyłam:


Możesz też wypożyczyć pieluszki w jednej z bibliotek pieluchowych, które w jedno zebrała na blogu Budująca Mama.

Uf… Długo powstawał ten wpis, bo i lista pytań długa. Ale wiesz co?

Chętnie odpowiem na kolejne, twoje własne. Zostaw je w komentarzu!

Organiczne sraty pierdaty

bawełna organiczna dziecko

bawełna organiczna dziecko

Spodziewasz się dziecka. Wielki brzuch, pełen wód płodowych, pełen dziecka i jego pępowiny, i jego łożyska co mu transportuje wszystko odżywcze, uniemożliwia ci już pracę, uciska na mózg, na hormony i na wszystko. Może masz już hemoroidy, może nagle mleko leje ci się po bluzce. Miewasz poranne zgagi i nie bardzo sobie radzisz z podstawowymi czynnościami jak usiądnięcie na kibelku albo zawiązanie sznurówek.

Pamiętam. Byłam tam.

Ciężarna na mecie (jak to ładnie ją opisała Grzesiak) leży z brzuchem do góry (wypinając do sufitu dziecko, które wypina swoje pośladki, które boleśnie uciskają pępek od środka) i… stuka w telefon. Znajduje z tej okazji przeróżne must have macierzyństwa, np. noszenie w chuście, rozszerzanie diety, kołyska elektroniczna z pięcioma poziomami bujania, szumiś z funkcją wykrywania płaczu, naturalna higiena niemowląt (o której pisałam w artykule Sikaj razem z dzieckiem), pieluchy wielorazowe (o których pisałam w tekście Kupa na dzień matki)… A nade wszystko – ubranka, pieluszki, kocyki – z bawełny organicznej!

Organicznej, czyli jakiej? I czy to faktycznie takie niezbędne dla dziecka?

Przyznaję – przed ciążą uważałam, że absolutnie nie. Że te organiczne sraty pierdaty to dla wysublimowanych matek, które mają za dużo pieniędzy i nie wiedzą na co je wydać. Że dzieciaka ubrać można w cokolwiek, byle ładnie wyglądało. Oj, jakże się myliłam.

Zapewne, ze względu na mózg ciążowy, nie bardzo chce ci się przechodzić przez dłuugie wywody na temat zalet bawełny organicznej, dlatego wypunktuję ci najważniejsze powody, dla których chcesz kupić dziecku wyprawkę z organicznej bawełny i kilka innych powodów, dla których nie warto kupować ubranek z bawełny przemysłowej.

1. Cena

Nie, to nie żart. Macie prawo czuć się zdumieni, bo przecież panuje obiegowa opinia, że ubranka z bawełny organicznej są w kosmos drogie. Oczywiście, organic cotton + design + otoczenie produktu w piękną sesję zdjęciową i lans na Instagramie robią swoje, więc zawsze znajdzie się body organiczne dla noworodka za 253 złote 34 grosze. No ale proszę państwa! Podstawowa sprawa jest taka, że ubrania z bawełny nieekologicznej nie są warte swojej ceny. 

Aby sobie to uzmysłowić, trzeba sięgnąć po jedną z taktyk marketingu – sprzedaje się nie za pomocą produktu, ale otoczki. Jeśli dobrze coś otoczymy, sprzedamy to za duże pieniądze. Przyznaj się, ile razy coś kupiłaś bo dobrze wyglądało na zdjęciach w Internecie? Albo widziałaś to u jakiejś Instagramki w salonie? Coca-Cola smakuje nam najlepiej w Boże Narodzenie, bo taką ma świąteczną otoczkę.

Podobnie jest z ubraniami z bawełny konwencjonalnej – kupujemy, bo jest ładny wystrój sklepu, pięknie pachnie, ma nawet fajny krój. Kupujemy nierzadko tandetę ubraną w złote piórka. Chińszczyznę, wyprodukowaną tanią siłą roboczą (o czym pisałam w artykule Nie tylko my jesteśmy biedni), która rozpada się po jednym sezonie noszenia. Jeśli dodamy do tego szkodliwość bawełny zwykłej i proces jej produkcji, to łatwo dojść do wniosku, że zupełnie się to nie kalkuluje. Trzeba tylko myśleć.

Tymczasem ubranka z bawełny ekologicznej nie muszą być drogie! Przecież młode mamy są mistrzyniami kombinowania, przecen, okazji. Dlaczego zatem zniechęca je cena w pierwszym sklepie, który nam pokazuje Google? Wyprawkę można zacząć kompletować już w ciąży, polować na przeceny, szukać tańszych producentów. Body niemowlęce z bawełny organicznej można kupić w podobnej cenie co body dziecięce w Pepco. 

2. Toksyczność upraw i produkcji

Przy uprawach bawełny konwencjonalnej stosuje się pestycydy i środki owadobójcze. To wszystko kumuluje bawełna. Trzeba zatem ją porządnie wyczyścić (oczywiście środkami chemicznymi), zabiezpieczyć na transport, zafarbować. Nie będę się nad tym rozwodzić. O trującym działaniu konwencjonalnej odzieży alarmował już pięć lat temu Greenpeace w akcji „Detox my fashion„:

Wyniki pierwszych badań ujawniono w 2011 roku. (…) Raport ujawniony przez Greenpeace informował, że w 2/3 ze 141 próbek wykryto etoksylowane nonylofenole (NPE) – szkodliwe związki chemiczne, oddziałujące negatywnie na układ hormonalny człowieka. Długofalowa ekspozycja na te substancje może prowadzić do zaburzeń endokrynologicznych, a nawet wywoływać zmiany w rozwoju płciowym. W odzieży wykryto też rakotwórcze barwniki. Naturalne tkaniny nie są wiele warte, skoro dodawane są do nich szkodliwe barwniki, środki ułatwiające prasowanie i rozprostowywanie odzieży, a także pestycydy konserwujące odzież na czas, kiedy leży ona w wilgotnych i nieogrzewanych magazynach. (…) Rok temu badaniom poddano ubranka dla dzieci. Wyniki potwierdziły problem zdiagnozowany wcześniej w testach odzieży dla dorosłych. W dziecięcych ubraniach znaleziono m.in. NPE, uczulający i rakotwórczy formaldehyd i środki konserwujące, np. grzybobójczy umaran diametylu, który zapobiega rozwojowi pleśni w trakcie długiego transportu. Wszelkie toksyny na młody organizm działają mocniej i mogą prowadzić do osłabienia rozwoju dziecka.

(womanmagazine.pl)

Dodatkowo, wspierając produkcję bawełny przemysłowej, przykładamy rękę do pracy z środkami chemicznymi na etapie zbioru, przygotowania tkaniny i szycia.

Tymczasem bawełna organiczna musi spełniać wyśrubowane normy:

Bawełna organiczna pochodzi z kontrolowanych plantacji, na których nie są stosowane pestycydy. Plantacje organiczne stawiają na metody przyjazne środowisku. Aby plantacja stała się organiczna, musi przejść trzyletnią „kwarantannę” – co najmniej przez tyle lat gleba nie może przyjmować substancji chemicznych, aby na niej mogła rosnąć bawełna organiczna. Po tym czasie rozpoczyna się plantacja przyjazna naturze i może ubiegać się o odpowiedni certyfikat. W hodowli bawełny wykorzystuje się substancje podlegające biodegradacji, jak kwas cytrynowy, czosnek, lucerna, obornik oraz pożyteczne owady. Bawełna jest zbierana rotacyjnie, zgodnie z jej naturalnym cyklem rozwoju. Uprawa organiczna zabiera więcej czasu, jest wspierana nowymi badaniami nad zachowaniem jej „naturalnej czystości” i w efekcie jest bardziej kosztowna. Bawełna organiczna jest zbierana ręcznie. Jest niedopuszczalne, aby bawełna organiczna była farbowana konwencjonalnymi barwnikami, które s ą szkodliwe dla skóry, gdyż w efekcie cały proces hodowli bawełny w jej naturalnych warunkach będzie zaprzepaszczony. Bawełna organiczna jest farbowana naturalnymi barwnikami, dzięki czemu jej włókna są silniejsze, a ich struktura jest wygładzona. Nasza skóra odczuwa je jako miękkie i delikatne.

(kolorysci.org.pl, Stanisław Pruś, Bogumił Gajdzicki, Stowarzyszenie Polskich Chemików Kolorystów,„Zrównoważone” działania w uprawie i chemicznej obróbce bawełny)

3. Sprawiedliwy handel

Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany. Czy wiesz, jakie warunki panują na plantacjach bawełny?

Sprawiedliwy handel to coś, co powinniśmy wspierać każdym zakupem. Gdyby każda rzecz, którą kupujemy, miała na etykiecie opisaną dokładną drogę, którą pokonała aby trafić w nasze ręce, zupełnie inaczej byśmy podchodzili do zakupów, także odzieżowych.

Bawełna organiczna to nie tylko brak toksyn, ale uprawy pod kontrolą i nadzorem, których pracownicy nie mają kontaktu z pestycydami, ich prawa są szanowane a praca godziwie wynagradzana.

4. Różnica w jakości

Przyszły do nas w tym tygodniu bodziaki z Nanaf Organic –  mają bardzo wysoką jakość wykonania, są starannie uszyte. Poza tym, a może przede wszystkim, bawełna organiczna to zupełnie inna jakość tkaniny – jest miękka, śliska w dotyku, inaczej przepuszcza powietrze. Jej naturalne kolory to piękne pastele, nie trzeba jej farbować by ładnie wyglądała.

Bawełna organiczna wolniej się zużywa, nie wyciąga się tak mocno jak tradycyjna.

Jak i gdzie kupować?

Jeden ze sklepów podlinkowałam wam powyżej. Wszystko zależy, czy chcecie modnego designu, ciekawych, ekologicznych nadruków na tkaninie, w jakim wieku macie dziecko. Znam i polecam Coodo, i… i nic więcej wam nie polecę, bo do tej pory nigdzie indziej nie kupowałam. Gdzie polecacie? Jacy są wasi ulubieni producenci? A może szyjecie sami?

Organiczne ciuszki dla dzieci poznacie po tych oznaczeniach:


bawełna organiczna dzieci

bawełna organiczna dzieci

bawełna organiczna dzieci

bawełna organiczna dzieci


Uwaga! Pierwsze z nich oznacza, że bawełny organicznej jest w tkaninie con. 5%, a więc nie jest to w pełni organic cotton.

 

 

Ten wpis powstał w ramach Stycznia – miesiąca sprawiedliwego handlu, który współtworzymy na grupie Żyjemy Eko. Jeśli chcesz do niej dołączyć, śmiało klikaj w baner poniżej:

żyjemy eko
kliknij w baner, aby dołączyć do grupy

Nie tylko my jesteśmy biedni – Fair Trade

sprawiedliwy handel

sprawiedliwy handel

Nadchodzi „nowa etyka ekonomii”, pisze portal dziecisawazne.pl . No i mają rację. Etyka w naszym społeczeństwie jak cię mogę – tyle procent katolików, no to musi być etycznie. Nie krzywdzimy innych (za bardzo), płacimy podatki (czasem), pomagamy sobie jak możemy. Ale jak przychodzi co do czego i trzeba wydać pieniądze, albo zarobić pieniądze, to całą naszą etykę można o kant d… potłuc. Nie żartuję i dobrze o tym wiecie.

sprawiedliwy handel
źródło memu: czerstwe.pl

Nasz ogólnospołeczny problem jest następujący: oszczędzamy nie na tym, co trzeba. Żeby zakręcić wodę jak bez sensu leci z kranu boli nas ręka, ale potem szkoda nam wydać 10 zł więcej na koszulkę. (Woda mnie wkurza bo dziś dostałam wysoki rachunek, nie miejcie żalu, że tak jadę po nieoszczędzających, mam ogólną wewnętrzną irytację).

Lubimy niskie ceny, bo jesteśmy biedni. Ale nie jesteśmy najbiedniejsi.

Jak powstają produkty, które kupujemy?

Na przykładzie jednego z filmów o wyzysku w handlu, który oglądałam – „Nieczysta gra sieciówek” z roku 2014 – popularne u nas sieciowe sklepy odzieżowe szyją ubrania poza Europą, w Bangladeszu, w Indiach. Szyją w okropnych warunkach – po kilkanaście godzin dziennie, za grosze, w rozpadających się budynkach, postawionych nielegalnie i grożących zawaleniem (zerknij na opis tej katastrofy z roku 2013). To nie jakieś szemrane marki, ale sklepy, których szyldy widać w każdym Polskim centrum handlowym: H&M, C&A. Odzież „na każdą kieszeń”, szmaciane bluzki za 40 zł, które niszczą się po jednym sezonie. Ale fakt, w Polsce stać na nie prawie każdego. Tylko, że ten „każdy”, kupując, rzadko zastanawia się jaką drogę przebyła owa bluzka… I że pracownik szwalni mógł ją przypłacić zdrowiem lub życiem. Tutaj znajdziecie wywiad z pracownicą szwalni, między kolejnymi pytaniami można znaleźć też przejmujące zdjęcie z transparentem „Nie chcę umierać za modę”.

Protest w pierwszą rocznicę katastrofy Rana Plaza (fot. Solidarity Center / Sifat Sharmin Amita / flickr. com / CC BY-ND 2.0
Protest w pierwszą rocznicę katastrofy Rana Plaza (fot. Solidarity Center / Sifat Sharmin Amita / flickr. com / CC BY-ND 2.0 / gazeta.pl

Kolejny przykład – kawa. Sama mam wiele za uszami w tej kwestii, bo przy siedmiomiesięcznym Lisku stałam się absolutnym kawoholikiem… A jak wiadomo, towar luksusowy kosztuje. O „skomplikowanym łańcuchu dostawców” i o tym, że kawę zbierają nierzadko dzieci i niewolnicy, poczytasz tutaj.

Niezależny duński ośrodek mediów i badań DanWatch, po siedmiu miesiącach dziennikarskiego śledztwa, ujawnił, że największe korporacje na rynku kawy kupują ją także od dostawców, którzy niewolniczo wykorzystują swoich pracowników.

Dotyczy to firmy Nestlé i Jacobs Douwe Egberts, których łączny udział w rynku kawy wynosi blisko 40 proc. Obie korporacje twierdzą, że nie kupują kawy od plantatorów znajdujących na „czarnej liście”, ale być może część kawy pochodzi z brazylijskich plantacji wykorzystujących pracę niewolniczą. Nie znają też nazw wszystkich plantacji, które dostarczają im ziarno.

(strajk.eu)

Pestycydy, praca niewolnicza, niskie płace, wyzysk dzieci. To wszytsko jest na porządku dziennym przy zbiorach kawy, owoców tropikalnych. Również produkcja elektroniki nie jest pozbawiona łamania praw człowieka (o tym jeszcze napiszę). WSPANIAŁE opracowanie tematu (Gobalna praca – globalna solidarność) przygotowano w ramach kampanii „Kupuj odpowiedzialnie”. Znajdziecie je na stronie Ekokonsumenta pod tym linkiem. Mowa jest tam o ludziach z krwi i kości, których życie naznaczone zostało globalnym handlem pozbawionym etyki. Takie materiały naprawdę otwierają oczy.

fair trade
źródło: koffea.gr
fair trade
źródło: mic.com

Co w zamian?

Tylko i aż Fair Trade, czyli wspomniana wcześniej „nowa etyka ekonomii” – sprawiedliwy handel. Taki, w którym proces produkcji na każdym etapie jest kontrolowany i weryfikowany; taki, który nie łamie praw człowieka i pracownika. Idąc za Ekokonsumentem, zasady sprawiedliwego handlu to:

  • Uczciwa cena jaką otrzymują producenci za swoje produkty
  • Bezpieczne i oparte na zasadach szacunku praktyki handlowe
  • Sprawiedliwe płace i odpowiednie warunki socjalne
  • Ochrona Środowiska
  • Demokratyczne zarządzanie organizacją producencką
  • Dążenie do zwiększania niezależności producentów
  • Zwiększanie wiedzy i świadomości konsumentów

To nie są zasady dla wybranych „ekoświrów”, ale podstawy etyki w handlu, które powinny być bliskie każdemu człowiekowi. A dlaczego nie są?

No bo skąd wziąć na to pieniądze?

Zakładamy z góry, że produkt fair trade jest droższy. Bo, owszem, zazwyczaj jest. Ale czy jest on obiektywie drogi? Bo mnie się wydaje, że przywykliśmy do płacenia grosze za produkty, które tanie nie są i stąd cały problem. Towary, które przepłynęły tysiące kilometrów, które pracownicy plantacji godzinami pielęgnowali i zrywali z krzewów, naklejali oznaczenia, woskowali i przygotowywali do transportu… Ot, taka mandarynka. 4zł za kilogram pomarańczowej rozpusty. Ale jakim kosztem? Ludzkim.

Można kupować tylko lokalnie. Można fair trade, drożej, ale oszczędzając na innych sprawach. To kwestia etyki, etyczne zachowania nie zawsze się kalkulują. Ale zawsze warto się wysilić.

Jak zatem rozpoznać produkt sprawiedliwy?

Fair Trade ma swoje oznaczenia i certyfikaty. Jak piszą na dziecisawazne.pl:

Takie produkty muszą być certyfikowane na każdym etapie procesu produkcji: od wytwórcy po sprzedawcę. Jeśli zaangażowani są w to podwykonawcy, oni również muszą starać się o certyfikat. Handlowiec, który chce sprzedawać produkt oznaczony znakiem gwarancji FT, musi posiadać licencję stosowaną tylko do tego konkretnego artykułu a nie całej marki.

Także nie jest łatwo; ale dzięki temu kupujący ma pewność, że nie krzywdzi nikogo i może sobie jeść czekoladę/banana w spokoju sumienia.

A takie oznaczenia pomogą wam rozpoznać produkt sprawiedliwego handlu:

oznaczenia sprawiedliwego handlu

Ten wpis powstał w ramach Stycznia – miesiąca sprawiedliwego handlu, który współtworzymy na grupie Żyjemy Eko. Jeśli chcesz do niej dołączyć, śmiało klikaj w baner poniżej:

żyjemy eko
kliknij w baner, aby dołączyć do grupy

Zielsko, co samo zmywa gary

ekologiczny proszek do zmywarek

ekologiczny proszek do zmywarek

Lubię leniuchować. Odpoczywać. Leżeć. Wtulać się w podusię jak ta śliczna koala w drzewko eukaliptusowe. Pachnieć świeżością i jeszcze żeby mi ktoś co dobrego do picia podał, smaczny kąsek i spać, spać, spać…

Żeby leniuchować, trzeba mieć czas. A obowiązki domowe gonią – posprzątać, pozmywać, pozamiatać, zrobić pranie…

Kupiliśmy jakiś czas temu zmywarkę. Cieszyłam się jak głupia, bo zmywać nienawidzę bardziej niż wszystkich innych czynności domowych razem wziętych. No i, proszę państwa, jaka ekologia! Wody się zużywa mniej, no cud miód i orzeszki. Do czasu, gdy urodziła się Lisek i zaczęłam poważniej przyglądać się temu, jakich środków (w tym tych do sprzątania) używamy w domu. No a zmywarka, jak wiadomo, wymaga: soli, tabletek, nabłyszczacza… Na chłopski rozum – ile przeróżnych substancji trzeba zmieścić w małej kosteczce, aby pozmywała coś bez udziału moich rąk? No niby „tabletki do zmywarek przeznaczone są do zmywarek, więc nie ma w nich toksycznych substancji”. Czy na pewno?

Z czego składają się tabletki do zmywarek?

O składzie tabletek do zmywarek możemy przeczytać między innymi na blogu Organicznych. Idąc za ich analizą i wnioskami, tabletki te zawierają fosforany, wybielacze, polikarboksylaty, niejonowe środki powierzchniowo czynne, enzymy trawienne i kompozycje zapachowe, czyli perfumy. I co wy na taki skład? Oczywiście wszystko jest w normach ustalonych przez odpowiednie organy, ale kto ustala te normy? I jaką mamy pewność, że obecna dopuszczalna norma faktycznie jest normą, która nie spowoduje uszczerbku na naszym zdrowiu? 

Dodatkowo do zmywarki wlewa się nabłyszczacz. Na przykładzie produktu firmy Ludwik, zawiera on 2-hydroksy-1,2,3 propanotrikarboksylowy kwas monohydrat, Natrium-p-cumolsulfonat, Kumenosulfonian potasu. (Pełną analizę toksykologiczną znajdziecie pod tym linkiem). Co, mam nadzieję, ważne dla każdego, produkt ten jest testowany na zwierzętach – szczury dostawały dawkę składników doustnie, króliki miały ją aplikowaną na naskórek.

Dlaczego nie polecam tradycyjnych tabletek

W czasach, gdy każdego dnia odkrywa się kolejne możliwe przyczyny występowania nowotworów, które dotąd uznawano za nieszkodliwe (np. opary z silników Diesla), nic nie jest w stu procentach pewne. Nie chcę przykładać ręki do tego, że moja rodzina może być narażona na szkodliwe działanie substancji chemicznych. Oczywiście, są osoby, dla których badania naukowe są niepodważalnym źródłem wiedzy i pewnikiem, o który należy opierać argumentację. Wystarczy jednak porównać stan badań na przestrzeni lat w dowolnej dziedzinie, żeby zauważyć, że z naszych obecnych wniosków kolejne pokolenia mogą się zwyczajnie śmiać. Jaką ja mam na to metodę? Powrót do natury – nie używanie złożonych i skomplikowanych w składzie środków tam, gdzie nie jest to konieczne; nie wszystko musi przejść przez laboratorium, aby było skuteczne (wystarczy porównać sobie efekty w sprzątaniu kuchni mleczkiem cif a sodą kalcydowaną).

Ekologiczny proszek do zmywarek

Kupiłam go przy okazji którychś ekozakupów. Jaki ma skład?

  • 100% olejek eukaliptusowy (już wiecie skąd zdjęcie koali)
  • węglan sodu
  • nadwęglan sodu
  • tripolifosforan sodu

Każdy z tych składników jest biodegradowalny, czyli, rezygnując z ekożargonu – nie zanieczyszcza środowiska.

Na jedno zmywanie używa się go 20g, odmierzając specjalną miarką dołączoną do opakowania. Niestety, zarówno opakowanie jak i miarka są plastikowe. Dostajemy 400g produktu, które wystarcza na około 20 zmywań. Jak zapewnia producent, nie wymaga soli i nabłyszczacza. Opakowanie na stronie producenta kosztuje 28 zł, zatem, jak łatwo policzyć, koszt jednego zmywania to 1,40 zł, nie doliczając kosztów wysyłki produktu.

ekologiczny proszek do zmywarek, zdjęcie ze strony producenta
ekologiczny proszek do zmywarek, zdjęcie ze strony producenta

Jak się sprawdził? Bardzo fajnie. Wszystko dozmywał, nie zostawił resztek, za to zostawił piękny zapach eukaliptusa. Faktycznie nie wymaga nabłyszczacza – przy używaniu tradycyjnych tabletek bez nabłyszczacza często, zwłaszcza szkło, pozostawało lekko matowe. Proszek zniwelował ten problem. Miarka jest wygodna, opakowanie łatwe w zamknięciu. Wadą jest moim zdaniem to, że nie ma ono zabezpieczenia przed dziećmi, choć jest to środek drażniący.

Olejek do produkcji proszku i innych produktów tej linii sprowadzany jest z Australii, co dla zwolenników lokalnego życia i zakupów również będzie wadą.

Czy będę go kupować regularnie? Dla mnie zawsze istotny jest aspekt finansowy. Nasz dotychczasowy zestaw tabletki+sól+nabłyszczacz, który wystarczał na ok. 50 zmywań, to koszt 70 zł. Zatem cenowo wychodzi bardzo podobnie. Niektórzy mówią, że śmiało można zrezygnować z soli i nabłyszczacza przy tradycyjnych tabletkach, jednak ja zauważam różnicę w jakości zmywania, zatem zestaw był stale kupowany. Przy stosowaniu ekologicznego proszku do zmywarek problem uzupełniania soli i nabłyszczacza odpada.

Dla kogo jest ekologiczny proszek do zmywarek?

Dla osób, które z różnych powodów nie chcą produkować środków do zmywania same lub jeszcze nigdy nie próbowały zmywać inaczej niż konwencjonalnymi tabletkami, a do tego chcą żyć naturalnie i wyrzucić „chemię” z domu. Ja będę proszek kupować raz na jakiś czas, a obecnie pracuję nad własnym przepisem na tabletki, zatem – wyczekujcie 🙂

Pozdrowienia, Mama Liska