5 tricków jak żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

żyć zdrowiej na stałe

Każdego to czasem dopada. A już zwłaszcza samozwańcze internetowe guru, chociaż wam o tym nie powie. OK, czasem powie, ale to za moment.

Doradzam innym, jak żyć zdrowo. Zachęcam do zmian. Pokazuję na sobie, że się da i że efekty są naprawdę fajne (ostatnio mi się schudło i nawet kupiłam mniejsze spodnie pierwszy raz od 7-8 lat, pryszczole sobie poszły, energii mam więcej chociaż Lisek budzi się pierdyliard razy w nocy). Ja stosuję paleo, ktośtam inny, jak np. Pepsi Eliot, poleci wam witarianizm, Zięba poleci wam dużo witaminy C. I każdy będzie miał rację. I każdy powie dobrze.

Ale mało który ekspert internetowy od tego, jak macie żyć i jeść (nazwijmy rzeczy po imieniu, czytasz mnie i próbujesz moje rady wcielać w życie, więc uważasz mnie za eksperta, prawda?) powie ci, że czasem ma dosyć. Że czasem już go szlag trafia, więc ucieka do Trójmiasta, obżera się jak szalony słodyczami, croissantami, pizzą, niezdrowym, szybkim żarciem i niezdrowym, slow żarciem. Tak, o mnie mowa.

 


Tak nam było dobrze. Zjedliśmy tyle ciastek, że nie mogliśmy się dotoczyć do Gdańska Wrzeszcza na pociąg do centrum. Było bosko. Nie żałuję.

Żałuję natomiast, że nie potrafię dojść do siebie po tym wszystkim. Niby wracam do zdrowego żywienia, ale po taaakim zepsuciu obyczajów moje zasady paleo jakoś mniej mnie się pilnują. Jakby wszystko się rozłaziło i szło swoimi drogami.. Tu smoothie z owoców, tam sernik „na pocieszenie”. Tu zdrowy obiad, tam pizza, bo „znowu w życiu mi nie wyszło”.

Moje rozchwianie przypłaciłam grypą jelitową (osłabiona odporność po końskiej dawce śmieciowego jedzenia), efektem jojo, złym samopoczuciem, bólem głowy, zepsutym stanem cery.

Nie polecam.

Zaczęłam natomiast myśleć, jak wrócić do równowagi, bo przecież chcę zdrowo i paleo, i smakowicie, i żeby dawać ciału dobre paliwo. Oto, co mi z tego wyszło:

1. Oczyść organizm

Ciało po szalonym rollercoasterze wydarzeń, wpadek i junk food potrzebuje resetu. Ja nasze oczyszczenie opisałam w poście #RESET – oczyszczanie organizmu . Mikstury Słoneckiego już nie stosuję, bo to szarlatan i bioenergoterapeuta, a ja na bioenergoterapię mam takie poglądy jakie mam, więc nie polecam. Jak zatem się oczyścić?

Codziennie rano wypij wodę z sokiem z cytryny. I już. Do tego możesz włączyć napar z czystka, o którym dużo informacji znajdziesz np. w Akademii Witalności. Nie przesadzaj z oczyszczeniem. Organizm, kiedy zamienisz złe jedzenie ponownie na wartościowe i odżywcze, sam dokona oczyszczenia.

2. Znajdź zastępniki

Miewasz ochotę na słodkie? Opracuj własne przepisy na zdrowe słodycze lub zbierz w jednym miejscu fajne receptury. Może zainspiruje cię Liskowy Instagram?

 

Jeszcze przed piecykowaniem. Kto chce przepis – musi zgadnąć, co jest jego bazą 😀 Do dzieła! ❗❗❗

Post udostępniony przez Monika Grzegorzewska (@liseko.blog)

Zachomikuj też w kuchennych szafkach przekąski: daktyle, morele, śliwki suszone, orzechy.

3. Planuj posiłki

Z tym mam zawsze największy problem, bo jestem typem spontanicznym. Ale przyznaję – gdy planuję, co będziemy jeść w danym tygodniu (nie tylko obiady, proszę państwa, o nie! śniadania i kolacje też), potem robimy zakupy według listy, to, prócz zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia, udaje się zmniejszych ilość „wpadek” w okresie przejściowym między niezdrowym trybem życia a życiem pełnym witalności 🙂 Warto zatem raz w tygodniu usiąść, pomyśleć, przygotować przepisy.

4. Uzdrów swoje relacje z jedzeniem

Bardzo mądrze pisała o tym moja ulubiona blogerka kulinarna, Katarzyna Karus:

Bywa i tak, że postrzegamy swoją dietę (…) jak nie lada wyzwanie, coś praktycznie niewykonalnego, kompletną rewolucję, której przeprowadzenie może dorównać trudnością wyprawie na K2. Takie podejście powoduje, że sami utrudniamy sobie zadanie. Budujemy napięcie, nakręcamy się w negatywnych emocjach. W efekcie padamy przy pierwszym lepszym starciu bo tego napięcia nie wytrzymujemy.

(…)

Nasz umysł być może jest skomplikowany a nasza psychika nie do końca zbadana ale jeśli chodzi o tak podstawowe aspekty życia jak jedzenie i nagradzanie to jesteśmy skonstruowani dość prosto. Jeśli każdą okazję do świętowania powiążemy z jadalną nagrodą to szybko się okaże, że będzie to jeden z niewielu bodźców, które będą w stanie nas wprowadzić w dobry nastrój.

(…)

Emocjonalna więź z jedzeniem może być utrwalana również w zupełnie przeciwnych okolicznościach. Kiedy po ciężkim dniu w pracy (co gorsza głodni) po drodze do domu wpadamy do sklepu, kiedy staraliśmy się o coś co nam się nie udało, kiedy spadły na nas wiadomości z którymi nie mogliśmy sobie poradzić. Wszystkie negatywne emocje sprawiają, że czujemy nieodpartą chęć osłodzenia sobie życia. I znów jedzenie staje się jedynym pozytywnym bodźcem. Kiedy utrwalimy sobie taką reakcję będziemy chcieli do tego bodźca wracać i w końcu możemy się zapętlić.

Mogę się podpisać pod każdą z tych diagnoz. Jedzenie dla wielu z nas (w tym także dla mnie) staje się nagrodą/nagrodą pocieszenia/polem walki. I po co?

No dobra, a jak sobie z tym poradzić? Znów – znajdź zastępnik. Negatywne emocje można zwalczać nie tylko tabliczką czekolady. Medytacja, wysiłek fizyczny, książka, dobra rozrywka, modlitwa, zajęcie się swoim hobby. To pierwsze kroki do uzdrowienia relacji z jedzeniem.

5. To, co robisz, rób dla siebie

Jeśli naszą motywacją są inni ludzie (mąż, dzieci, przyjaciółka), początkowo myślimy że to świetne rozwiązanie, bo przecież ustawiając motywację na zewnątrz, mamy kogoś, kto będzie nas „pilnował” i przed kim odpowiadamy. Nic bardziej mylnego. Bo przecież wystarczy, że ta nasza ważna osoba nagle zrezygnuje, potknie się, albo pociągnie nas za sobą za mocno i zrezygnuje ze zmian. I co, mamy pobiec za nią? A jakie jest wyjście, skoro jedynym powodem i motorem zmian był inny człowiek?

To, co robisz, rób dla siebie. To twoje życie, twoje zdrowie, twoje ciało. Oczywiście, ciężko jest żyć po swojemu, gdy otoczenie żyje inaczej; zwłaszcza, gdy ma się wspólny dom, kuchnię, lodówkę, je się razem posiłki. Ale da się. Jest to trudne, ale pokonanie tej przeszkody nie jest niemożliwe i czyni nasze postanowienie jeszcze silniejszym

..

Wpadłam w dołek jedzeniowy. Niepotrzebne to było, głupie, złe. Plan, który wam przedstawiłam, napisałam także dla siebie. Pora wyjść z dołka. Pora się ogarnąć.

A dla ciebie mam specjalną ofertę: mogę zostać twoim osobistym motywatorem. Podsuwać ci pomysły na zmianę na lepsze. Regularnie dawać ci kopa do działania. Rozbawiać z rana i pomagać z podsumowaniem na koniec miesiąca.

Jak możesz to wszystko dostać?

Zapisz się już dziś na Pozytywny Newsletter – Żyję eko z Liseko! Znajdziesz w nim podpowiedzi, jak zmieniać życie na naturalne w małych krokach, jak się motywować, jak otaczać się pozytywnymi myślami.

Nie spamuję i nie przynudzam, to drugie już od dawna wiesz 🙂

Zatem daj się zmotywować i już teraz zostaw mi namiar na siebie!

Kliknij w obrazek, aby się zapisać!
Kliknij w obrazek, aby się zapisać!

 

 

Jak Mama Liska spaliła buraka

właściwości buraka

właściwości buraka

Popełniłam niedawno wpis o nieszczelności jelit (patrz: Policz swoje dziury), bo dla mnie odkrycie jak wielką rolę odgrywają ludzkie jelita, było przełomowe w moim myśleniu o zdrowiu i jedzeniu. Ostatnio udało mi się nawet wyczytać, że jelita są jak nasz drugi mózg, a ich sprawność ma ogromne znaczenie dla pracy umysłu i psychiki.

Spaliłam jednak buraka w tym nieszczęsnym i szczęsnym wpisie o dziurach. Dlaczego? Podałam wam przepis na test buraczany (w skrócie: wypij sok z burola, jak masz dziury to wysikasz się na czerwono). Niby ma to sens, niby Słonecki szarlatan jeden wyjaśnił czemu tak się dzieje (swoją drogą mikstury Słoneckiego już nie pijem, bo to bioenergo a my takich nie uznajemy). Nauka jest dla mnie prosta na przyszłość: nie wierzyć za łatwo, nawet jeśli ktoś jest na całą Polskę czytany i cytowany, i wydał kilka tomisk książek o zdrowiu. Nie wierzyć i już.

To jak to jest z tym kolorem buraka?

Burak zawiera wspaniałą substancję, o której za chwilę rozpiszę się mocniej. Zwie się ona betanina. Betanina sprawia, że burak ma czerwony, piękny kolor. Dlaczego jednak pojawia się on w moczu tylko u niektórych, by zniknąć po zmianie diety na zdrowszą? Sekret nie tkwi w nieszczelności jelit, ale w ogólnej sprawności trawienia. Organizm dobrze odżywiony lepiej radzi sobie ze strawieniem betaniny, stąd mocz po zjedzeniu buraka u osoby np. na diecie paleo pozostaje bezbarwny. Natomiast jeśli organizm funkcjonuje na śmieciowym jedzeniu, siusiu będzie czerwone. I cała filozofia, a test buraczany, niestety, można o kant d… potłuc.

Czy warto jeść buraki?

No pewnie, że warto. Szklanka soku z buraka dziennie to doskonały lek na anemię. Mało tego! Wspomniana wcześniej betanina jest przeciwutleniaczem, który wykazuje działanie antynowotworowe. Pewnie, samym burakiem raka nie wyleczysz (choć niektórzy zapewne próbowali), ale profilaktyka nowotworowa powinna zaczynać się właśnie od zmiany diety.

Co jeszcze może zdziałać nasz czerwony przyjaciel? Wspomaga pracę jelit i usuwanie z organizmu toksyn, co jest bardzo ważne przy chorobach autoimmunologicznych (pisałam o tym we wpisie #RESET!). Dla osób o zaburzonej w organizmie równowadze kwasowo-zasadowej (o tym dopiero będę pisać) burak jest pomocny od strony alkalizacji – ma silne działanie zasadotwórcze. Jedzony na surowo powoli uwalnia energię, ma też niski indeks glikemiczny.

Pod jaką postacią?

Kiszone, surowe, pieczone… No jakie chcesz! Każdy z nich będzie miał trochę inne właściwości, np. IG, ale prawda jest taka, że wszechstronność buraka nie zna granic. Ja mam na oku buraczane brownie, smoothie z buraczkiem i buraki kiszone. Btw, robiliście kiedyś zawas z buraków na barszcz? No kurczę, jest tyle możliwości! Jak myślę, że jeszcze niedawno jedyny burak jakiego tolerowałam to ten rozgotowany w zupie, to robi mi się słabo…

Będę te przepisy testować i dzielić się na Instagramie. Powiem wam, że zdrowie życie wciąga. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się dziwne, ekoświrnięte i nie do zrealizowania w życiu, nagle staje się potrzebne i pożądane.

Wystarczy bowiem zauważyć pozytywne rezultaty. Czego na Nowy Rok sobie i Państwu życzę.

hi hi hi

#RESET ! – oczyszczenie organizmu

oczyszczenie-organizmu

oczyszczenie-organizmu

Niektórzy czekają na ten wpis jak na wiosnę. I w końcu jest. To wpis dla ludzi z oponką na brzuchu, z kapciem w buzi po porannej pobudce i dla tych co ich ciągle boli głowa, i dla tych, co mają nawroty łuszczycy, AZS, anginy, katary, kamień na zębach, infekcje intymne i miliard innych rzeczy. Mieć to wszystko to pikuś. Ale jest mnóstwo ludzi, w zasadzie większość społeczeństwa, które w dobie wszędobylskich aptek, antybiotyków i tabletek na wszystko przestała sobie zadawać pytanie – DLACZEGO?

Bo skoro mamy tabletkę, maść i spray do nosa, to leczymy objawy. Boli mnie głowa – biorę apap. Boli mnie noga – smaruję ketonalem. Śmierdzi mi z ust – płuczę tym płynem co ta babka z serialu i mam oddech miętowy jak koleś z reklamy winterfresh (mniejsza z tym że na pięć minut). Mam trądzik – taka cera, ewentualnie idę do dermatologa i smaruję maścią na receptę. Mam łuszczycę – to choroba genetyczna, nic się nie da zrobić, można tylko zaleczać objawy. Jestem wiecznie zmęczona i śpiąca, no ale ciężko pracuję, nie mam czasu na sen, a w ogóle to nie mogę w nocy zasnąć, więc biorę tabletki na sen.

Brzmi znajomo?

W ferworze tego wszystkiego zapomnieliśmy, że naturalnym stanem ludzkiego ciała i psychiki jest ZDROWIE. Owszem, choroby są i będą na świecie, ale pękające usta, wory pod oczami, bóle głowy, sezonowe grypy i anginy – to nie jest naturalny stan. To znak, że z twoim ciałem dzieje się coś niedobrego! Zaleczając objawy ignorujesz podstawową formę komunikacji z ciałem, które daje ci sygnały – halo, halo! NIE WYRABIAM TWOJEGO TRYBU ŻYCIA.

Wiele osób odkryło już tę zależność. Wiele jednak ciągle żyje w błogiej nieświadomości, dlatego nigdy za mało takich wpisów jak ten, nigdy za mało takich stron, nigdy za mało rozmów z ludźmi.

Póki nie uświadomisz sobie, że to nie leki mają wpływ na twoje zdrowie, nigdy nie będziesz czuć się dobrze.

Pomyśl sobie, co twoje ciało otrzymuje od ciebie w prezencie każdego dnia:

  • jedzenie
  • kosmetyki
  • chemię gospodarczą
  • powietrze, którym oddychasz
  • dobre i złe doświadczenia

Właśnie te czynniki są PALIWEM, które lejesz w organizm. Jeśli do silnika samochodowego wlejesz nieodpowiednie paliwo (np. olej słonecznikowy), auto ci długo nie pociągnie. Są tacy, co próbują jeździć na oleju słonecznikowym. Kawałek pojedzie, nasmrodzi jak skunks a na koniec padnie i trzeba holować na złom. Z ludzkim organizmem dzieje się podobnie.

Bo co w zasadzie się stanie, jeśli te czynniki nam się skiepszczą?

Jedząc przetworzone jedzenie, dajemy organizmowi prócz substancji odżywczych (w małej ilości) całą masę chemii i toksyn. Nie dość, że organizm nie jest dobrze odżywiony, bo skąd ma mieć substancje odżywcze jeśli codziennie jesz bułkę pszenną z keczupem i makaron z sosem z papierka, to jeszcze walisz w niego toksynami. A więc on mozolnie czyści się i czyści, bo to nie jest tak że organizm się oczyszczać nie umie (gdyby tak było, już byśmy pomarli wszyscy, wyobraźcie sobie co by było gdyby wątroba nie czyściła nas z alkoholu tylko byśmy tak w siebie lali, lali i lali….).

Kiedy toksyn jest za dużo, organizm sobie nie radzi z wydalaniem ich. No więc upycha – w skórze, w mniej potrzebnych narządach. Żeby nie zdechnąć. Żeby jakoś dalej ciągnąć ten wózek. Stąd biorą się rodzaje cery – sucha, tłusta, mieszana. Myślicie, że człowiek rodzi się z jakimś rodzajem cery? Przecież cera zależy od tego, co jesz i jak żyjesz! Nadmiar toksyn wylezie ci na czole w postaci pryszczy albo w postaci łuszczycy jeśli masz geny które ją warunkują. Łuszczyca to choroba CYWILIZACYJNA. To, że przenosi się z pokolenia na pokolenie, nie oznacza, że trzeba mieć łuskę na całym ciele bo odziedziczyło się ją po dziadku. Zdrowe ciało, nieobciążone toksynami, nie musi mieć tej łuski prawie wcale.

No więc jak już mamy te wykwity skórne, pryszcze, cerę tłustą, zaczynamy stosować kosmetyki. A tam – syf, malaria i więcej toksyn. No i błędne koło. Bo przecież jak to, garnier ma atesty i jest w drogerii, przecież nikt nie sprzedawałby syfu w drogerii. Sorry memory! Skoro można sprzedawać toksyczne pieluchy (zobacz mój wpis na ten temat), można też żel na trądzik.

No i do tego chemia gospodarcza. Okno myjemy środkiem do mycia okien, kabinę prysznicową mleczkiem cif, podłogę sidoluxem. No i potem się dziwimy – że dziecko ma krosty, że AZS, że coś bóle głowy się nasiliły (to pewnie ta jesień). Ale przecież nikt już nie myje samą wodą albo wodą z octem (o occie jeszcze będzie), to passe, niemodne i w ogóle fuj. Myć wodą.

A jak już wysprząta się ten dom, to się w nim przecież siedzi. Przed kompem. Oglądając serial. A przyrodę widzi się przez okno, bo jest sezon grypowy i nie wychodzimy z domu. A już zwłaszcza z katarem i kaszlem, bo nas przewieje.

I potem dziwota, że depresja. Złe stany emocjonalne. Nerwowość. Drażliwość.

 

 

#RESET!

Zostaw to co było wcześniej. Oddziel grubą kreską. Ja i Mąż od dziś żyjemy inaczej, przyłączysz się?

Oto nasze wyzwanie na najbliższy czas:

  1. Uszczelnić jelita (Zaraz napiszę po co)
  2. Oczyścić organizm z toksyn
  3. zrezygnować z mleka krowiego
  4. zrezygnować z przetworzonej sklepowej żywności
  5. zrezygnować z białego pieczywa i makaronów

Nasza lista naznaczona jest tym, że Mąż ma łuszczycę. Tak naprawdę możesz stworzyć własną, dobrą listę; możesz mieć na niej więcej lub mniej podpunktów. Ja jestem zwolennikiem małych kroków, bo uważam, że łatwiej jest się czegoś wyrzec mając zastępnik, a znalezienie go nierzadko wymaga czasu i wielu prób zanim znajdzie się idealne rozwiązanie. Najważniejsze jednak są dwa pierwsze podpunkty.

Uszczelnienie jelit

Jelita, które atakowane są kolejnymi syfiastymi rzeczami z diety i środowiska zaczynają szwankować. Pojawiają się w nich nadżerki, które uniemożliwiają rozprowadzenie dobrych substancji po organizmie. Krótko mówiąc – jak już zjesz coś dobrego to i tak jest marna szansa, że dostanie się to tam, gdzie powinno. Celem nadrzędnym jest zatem uszczelnienie jelit (więcej na ten temat tu), aby kolejne działania miały jakikolwiek sens.

Oczyszczenie organizmu z toksyn

Jak już mamy szczelne jelita, możemy zacząć oczyszczanie. Czemu nie wcześniej? Bo składniki oczyszczające zamiast trafić w nasze ciałko, uciekną nam hen i się nie przyswoją. No ale. My wybraliśmy kombo dwa w jednym, oczyszczanie miksturą Józefa Słoneckiego, przy okazji chcąc wyleczyć kandydozę (o tym jeszcze będzie). Skład naszej mikstury:

  • łyżka oleju lnianego nierafinowanego BIO
  • łyżka soku 100% z aloesu
  • łyżka wody
  • łyżka soku z cytryny

Tak przygotowaną miksturę pijemy codziennie rano, conajmniej 30 minut przed pierwszym posiłkiem. I teraz w dużym skrócie – co ona daje?

Olej zalepia nam nadżerki

Roztwór aloesu i cytryna rozbijają złogi toksyn i oczyszczają organizm.

To taka nasza podstawa, której się trzymamy. Oprócz tego pijemy napar z czystka (o tym też będzie).

Na pozostałe podpunkty naszej #RESET owej kuracji musicie cierpliwie poczekać. Będziemy na bieżąco informować o efektach! Stay tuned i – do roboty!